Rozdział 13
Gaja
Rozkruszone kamyczki rozsypali w miejscu, które im pokazałam, a następnie zaczęli układać okrągłe naturalne kamienie jeden na drugim. Były wyszlifowane w odpowiednich miejscach, tak aby ich kształt był bardziej falisty. Dzięki temu po ułożeniu miały wyglądać jak rafa koralowa. Po skończonej żmudnej pracy jeden z pracowników wszedł do oddalonego pomieszczenia znajdującego się niedaleko domu, a po chwili z odnowionej fontanny wypłynął strumień wody.
- Grzegorzu, Arku, świetnie wam to wyszło - powiedziałam, gdy obaj mężczyźni podeszli do mnie i przyglądali się źródełku stworzonemu w samym środku ogrodu.
- Przyniosłam wam coś do picia - rzekła pani Stanisława.
Odwróciliśmy się w jej stronę i sięgnęliśmy po szklanki z sokiem. Przy okazji spostrzegłam, że przyglądała nam się Iwona, niańka Fabiana.
- Przyjechała zobaczyć się z pani mężem, ale powiedziałam, że go nie ma. Pomyślałam, że mogę ją do pani przyprowadzić.
- Oczywiście, dobrze zrobiłaś. I proszę nie mów mi na pani. Zauważyłam, że do Fabiana większość z was zwraca się po imieniu. Do mnie też tak możecie.
- Fabian a pani to nie to samo. Wolimy zwracać się z szacunkiem - odezwał się jeden z pracowników.
- Jak chcecie. - Wzruszyłam ramionami.
- Musimy wracać na pola. Kończymy naprawiać drewniany płot od strony lasu - powiedział Arek, a Grzegorz mu przytaknął.
- Najpierw zjedzcie, a potem możecie iść dokończyć...
- Tak, wygląd ogrodu jest ważniejszy niż płot, który mieli skończyć do wieczora - wtrąciła Tamara.
- Nikt cię nie prosił o opinię - burknęłam.
- Mieli skończyć, zanim się ściemni.
- I tak dziś nie wypuszczamy bydła w tamtym kierunku. Wszystkie krowy znajdują się od tej strony - rzekłam i dodałam pospiesznie: - Poza tym, jeśli skończą jutro rano, też się nic nie stanie.
- Fabian chciał wypuścić je właśnie z samego rana - wycedziła, a ja uśmiechnęłam się.
- Po pierwsze, wytłumaczę mężowi zaistniałą sytuację. Po drugie, powinnaś zachowywać pozory i w mojej obecności mówić na mojego męża "pan". Chyba że nie wiem o łączącej was więzi, która pozwala na takie zachowanie z twojej strony w stosunku do żonatego człowieka.
- Coś insynuujesz?
- Nie - zaprzeczyłam. - Oczywiście, że nie.
Tamara odeszła obrażona. Usatysfakcjonowana uśmiechnęłam się pod nosem i wtedy spostrzegłam, że służba uważnie przyglądała się całej sytuacji. Nie uszło mojej uwadze, że cała trójka uśmiechnęła się do mnie, a potem zaczęli coś szeptać i śmiać się cicho, obserwując nerwowe zachowanie Tamary.
- Musisz na nią uważać - stwierdziła pani Stanisława.
- Dlaczego? - spytałam, ale nie odpowiedziała, tylko pospiesznie odeszła.
Wtedy podeszła do mnie Iwona.
Kobieta była bardzo piękna. Długie jasne włosy oplatały jej twarz pozbawioną znamion postępującego czasu. Miała duże czerwone usta oraz oczy, w których kolorze można było dostrzec przyjemne ciepło. Wzbudzała sympatię.
- Witam - odezwałam się pierwsza, wiedząc, że przez wiele lat była opiekunką Fabiana. - Zapraszam do środka. Męża nie ma, jednak proszę się tym nie zniechęcać i zostać na obiad, a nawet, jeśli to możliwe, na noc. Fabian na pewno się ucieszy. Wiem, ile... - zamilkłam na moment, gdy się uśmiechnęła. - Zdarza mi się dużo mówić, gdy jestem zestresowana - wyjaśniłam.
- A czemu jesteś zdenerwowana, kochana?
- Nie wiem jeszcze, jak się zachować w otoczeniu najbliższych Fabiana - odpowiedziałam.
Zbliżyła się i po chwili przyglądania się mojej osobie, wyciągnęła ręce.
- Mogę? - spytałam.
Skinęła głową, więc podeszłam i przytuliłam się do kobiety. Iwona pogłaskała mnie po głowie.
- Dziękuję - wyszeptałam.