p

Beautiful Beast - I.M. Darkss

Kup ebooka

34.30 zł
27.44 zł (27,44 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

1 Savier

Przeszłość

Jak na mój gust trochę za dużo tu pozłacanych i posrebrzanych ozdobników, ale za taką cenę stolika w lokalu powinni nam serwować cholerne krewetki w sosie z diamentów i ostrygi z muszlami pełnymi pereł.

Ale jestem tylko zakochanym kretynem, więc gdyby roześmiana kobieta siedząca naprzeciwko mnie zażyczyła sobie teraz, żebym zaczął trenować hipopotamy do jazdy w siodle, zrobiłbym to bez wahania. Moja zdolność do odmawiania jej czegokolwiek znikła, kiedy Jane rozsiadła się przy mnie ubrana jak... Cóż, tak, że mój żołądek wywinął salto. I fiut też.

Właśnie wspominamy początki naszej znajomości, a ja staram się udawać, że mój mózg nie paruje.

- Zrobiłaś to - powtarzam, zanosząc się śmiechem.

Jane robi nadąsaną minę, uderzając umalowanym na pomarańczowo paznokciem o nóżkę kieliszka z szampanem.

- To nieprawda. Kłamiesz albo oszalałeś - upiera się.

- Śledziłaś mnie w przebraniu. To było w Halloween. Siedziałaś między skrzatami ogrodowymi i wyklinałaś dziewczynę, która wtedy próbowała wepchnąć mi język do ust - przypominam. - Nie udawaj, że nie pamiętasz. Byłaś tak potwornie zazdrosna, że wytrzymałaś tylko kilka minut, a potem rzuciłaś w nią krasnalem.

Moja żona zaciska pięści na krawędzi okrągłego stolika z ciemnego drewna. Piorunuje mnie wzrokiem.

- Celowałam w ciebie, ale spudłowałam. - Rzuca we mnie zmiętą serwetką, która ledwie mija płomienie świecy dekorującej nasz stolik.

Łapię papierowy pocisk, zanim trafia mnie w nos.

Jeszcze tego brakuje, żebyśmy wzniecili pożar w najdroższej restauracji w mieście. Same zasłony na oknach, obszywane srebrną nicią, wyglądają, jak gdyby były warte więcej niż niejeden piracki skarb.

- A więc nie zapomniałaś. - Rozciągam usta w uśmiechu, a potem marszczę czoło. - Dlaczego we mnie? Niczego nie zrobiłem. To ona próbowała mnie pocałować, a ja na to nie pozwoliłem.

- To nie dlatego. Wcześniej zachowałeś się okropnie.

- Niby kiedy?

Sięgam pamięcią do wieczora, gdy zaprosiłem moją żonę na pierwszą randkę. Przed oczami staje mi jej obraz. Umorusana błotem, roztrzepana i oklejona liśćmi wyglądała jak rozwścieczony mały kociak. Miała zaledwie szesnaście lat, a ja już wtedy wiedziałem, że stracę dla niej głowę.

Jane chwyta kolejną serwetkę i skręca ją w kulkę. Dziś mija dokładnie osiem lat od tamtego dnia, a ona wciąż złości się równie uroczo. Zagryza szkarłatną wargę, sprawiając, że temperatura w pomieszczeniu nagle wzrasta.

- Jak pomagałeś jej przypiąć ten tandetny ogonek króliczka playboya - mruczy. - Chciałeś, żeby ci nim pomerdała?

Łyk alkoholu, który właśnie biorę, niemal staje mi w gardle, a ja wydaję z siebie dławiący odgłos.

- Pomerdała?

- A może ty chciałeś pomerdać jej swoim?

Teraz już zanoszę się śmiechem, który wstrząsa moim ciałem.

Nie do wiary. Ożeniłem się z wariatką.

- Uwielbiam cię, Jane Stone - szepczę.

Jane nadziewa na widelec odrobinę tarty cappuccino.

- Nic z tego, to na mnie nie działa. - Zamyka usta na kruchym cieście i patrzy na mnie spod rzęs.

Poprawiam się na skórzanej kanapie, czując, że za moment będę miał poważny problem w spodniach. Mój kutas reaguje na tę szczyptę flirtu z niezwykłym entuzjazmem, a wyobraźnia natychmiast tworzy rozmaite perwersyjne wizje z udziałem tych słodkich warg. Głównie owiniętych wokół mojego fiuta nawet tutaj, w eleganckiej restauracji, pod obrusem tak białym, że przypomina pieprzoną suknię ślubną.

Opanuj się, stary. Wytrwasz jeszcze godzinę. No, może pół.

- A pocałunek? - Pochylam się nad blatem. - Trzysta pocałunków dziennie przez kolejne trzydzieści lat?

Jane zamiast pocałunku oferuje mi porcję ciasta z kremem kawowym.

- Negocjuj dalej, żołnierzu.

Mała zołza. Uwielbia się nade mną znęcać, ale ja też umiem grać w tę grę.

Szybko przyciskam wargi do jej ust i zlizuję z nich słodki smak deseru, a potem kąsam ją delikatnie zębami, sprawiając, że pod moim pocałunkiem wciąga łapczywie powietrze. Potem odsuwam się i wstaję od stołu.

- Wzniosę toast za moją wspaniałą żonę - oznajmiam wystarczająco głośno, by przykuć uwagę pozostałych gości w lokalu. - Drodzy państwo, mam na imię Savier, a to moja żona Jane. Dziś obchodzimy trzecią rocznicę ślubu.

Jane pochyla głowę, na jej policzkach wykwitają rumieńce.

- Nie rób scen - nakazuje, rozglądając się wokół.

Ludzie odwracają się w naszym kierunku z zaciekawieniem.

- Chciałbym prosić wszystkich państwa o wzniesienie ze mną toastu za miłość. Moją wielką miłość, moje szczęśliwe zakończenie. - Wskazuję dłonią z kieliszkiem na kobietę, która w tym momencie wygląda, jak gdyby chciała mnie udusić. - Oby moja żona wytrzymała ze mną kolejny rok, choć już teraz ma ochotę uciekać.

W sali roznosi się salwa śmiechów. Goście podnoszą kieliszki w geście toastu i mruczą coś do siebie, prawdopodobnie uznając mnie za ciut pojebanego.

Zasiadam ponownie na swoim miejscu i sięgam po rękę żony, tę z obrączką.

- Kocham cię. - Pieszczę złoty krążek palcem, a potem składam na nim pocałunek.

Błękitne oczy Jane, które jeszcze sekundę temu mrużyły się groźnie, teraz błyszczą czułością.

- Ja ciebie też - odpowiada, a moje serce przyspiesza, mimo że słyszałem to wyznanie już tysiące razy.

Pobraliśmy się trzy lata temu, ale Jane Stone zawładnęła mną bez reszty już osiem lat wcześniej. Była pierwszą i ostatnią dziewczyną, z którą się związałem. Gdy tylko skończyła dwadzieścia jeden lat, oświadczyłem się i bardzo szybko wzięliśmy ślub, chociaż sam byłem zaledwie rok starszy od niej, a teraz...

- Chcesz już wyjść?

A teraz rujnuję wieczór, który miał romantycznie uczcić naszą rocznicę, bo jestem tylko facetem. I jeśli zostanę tu chwilę dłużej, to prawdopodobnie wybuchną mi jaja.

Jane uśmiecha się i zdejmuje torebkę z oparcia kanapy.

- Zdecydowanie - odpowiada i wstaje. Zgarnia z blatu wielki bukiet róż, który dziś jej podarowałem.

Pomagam jej szczelnie otulić się płaszczem, bo na dworze jest chyba minus dwadzieścia. Niestety moja żona jest wielbicielką zimy i jak przystało na królową śniegu, wymarzyła sobie ślub wśród śnieżnych płatków i lodowych gór.

Gdy tylko wychodzimy na zewnątrz, atakuje nas podmuch mroźnego powietrza. Liczę, że przynajmniej dzięki temu trochę rozjaśni mi się umysł i przestanę snuć fantazje o seksie z żoną, siedząc za kółkiem.

- Proszę. - Otwieram jej drzwi do auta i wpuszczam ją do środka.

- Zawsze, kiedy masz ochotę na figle, robisz się bardziej szarmancki. - Chichocze rozbawiona.

Figle? Trudno nazwać to, czego pragnę, figlami. Właśnie jestem w trakcie rozważania, czy powinniśmy zaliczyć pierwszą rundkę szybkiego pieprzenia na tylnym siedzeniu mojego zabytkowego GTO.

- Dopóki jesteś ubrana - mówię i odpalam sa­mochód.

- Co powiesz na seks w aucie?

A nie mówiłem? Wiedźma. Czyta w myślach.

Sunąc ostrożnie drogą w mroku, rozluźniam nieco krawat.

- Nie kuś mnie.

- Daj spokój, ja też nie chcę czekać. - Rozpina zamek z boku swojej czarnej, obcisłej sukienki. - Pragnę cię. - Wpija się paznokciami w moje udo, niebezpiecznie blisko krocza.

- Jane - upominam ją, gdy lekko znosi mnie na bok. - Prowadzę.

- Jakby cię to powstrzymało. - Śmieje się. - Pamiętasz, jak zakończyła się nasza poprzednia rocznica? Jak szybko zjechałeś na pobocze, żeby się ze mną pieprzyć?

- Pamiętam.

Jane układa na kokpicie GTO swoje długie nogi odziane w błyszczące kozaki.

- Może to powinna być nasza kolejna rocznicowa tradycja?

Zerkam na fragmenty jej obnażonej skóry, czując, jak zasycha mi w gardle.

Niech piekło pochłonie tę podstępną seksowną kobietę i władzę, jaką ma nade mną czy też raczej nad moim kutasem. Rok temu igrała sobie ze mną w ten sam sposób, a ja oczywiście uległem, ale przysiągłem sobie, że tym razem będzie inaczej.

- To, że nas przyłapują, też? - odzywam się nieco zbyt ochrypłym tonem.

Jane posyła mi psotne spojrzenie.

- Nie mam nic przeciwko.

Zaciskam palce na kierownicy i skręcam. Na drodze panują naprawdę chujowe warunki, więc potrzebuję koncentracji. Gdy tylko dotrzemy do domu, Jane zapłaci mi za to, że mnie tak rozpraszała.

- Cholera - mamroczę, choć mam ochotę wyrzucić z siebie znacznie bardziej wulgarne słowa.

- To cię podnieca? - pyta, jakby, kurwa, można było to ukryć. - Zrobiłeś się taki twardy. - Przesuwa dłonią po wypukłości mojego penisa.

Wypuszczam z sykiem powietrze.

- Mam tę pierdoloną erekcję, odkąd weszłaś do tej restauracji taka wystrojona.

Włożyła tak wyciętą sukienkę, że w pierwszym momencie zastanawiałem się, czy przypadkiem nie zapomniała włożyć jakiejś części tego kostiumu, który idealnie sprawdziłby się również jako nieco bardziej przyzwoita wersja bikini.

- I nie powiedziałeś mi? - Podciąga skraj sukienki, odsłaniając koronkę bielizny. - Zajęłabym się tym już w środku, przy stoliku. - Przesuwa się na siedzeniu i zaczyna ssać płatek mojego ucha. Jej ręka ponownie zatacza okręgi wokół mojego wzwodu.

Chce mnie zabić. Jeszcze kilka sekund i zaliczę zderzenie z jakimś drzewem.

- Trzymaj łapy z dala od mojego fiuta, dopóki nie zaparkuję przed domem - nakazuję. - To ma być romantyczna noc.

- Wedle rozkazu, żołnierzu. - Kąsa moją szyję. - Ale przyspiesz. - Przekręca się tak, by jej stopa trafiła w pedał gazu. Samochód szarpie lekko w przód.

- Prosisz się o klapsa - warczę i odpycham ją. - Nie dotykaj pedałów.

- Włożysz dla mnie swój seksowny mundur?

- Mieliśmy się rozbierać, a nie ubierać. - Skręcam. Dzięki Bogu, już prawie jesteśmy w domu. W łóżku. - Co robisz? - pytam, kiedy zauważam, że moja żona straciła zainteresowanie kokietowaniem mnie, a teraz grzebie w swojej torebce i wyjmuje z niej długopis.

- Rysuję ci serce na ręce. - Przyciska pisak do grzbietu mojej dłoni i zaczyna po niej kreślić.

- Po co?

- Na pamiątkę tego dnia - oznajmia skupiona. - Powinieneś je sobie wytatuować.

Patrzę na rysunek na mojej skórze i potrząsam głową. Moja żona czasami wciąż jest niczym czteroletnia dziewczynka. Teraz na przykład podziwia swoje mazidła, jak gdyby były dziełem na miarę obrazów Picassa.

- Jest krzywe.

Ta uwaga ją obraża, więc wbija mi skuwkę w nadgarstek.

- Jest moje - syczy. - Należy do ciebie, dupku.

Parskam śmiechem i cmokam ją w policzek.

- Jak ty pięknie mówisz o uczuciach.

Jane najwyraźniej ma w dupie moje komplementy, bo dalej bazgrze coś długopisem. Tym razem na swojej dłoni.

- A to twoje. - Demonstruje mi kolejne koślawe serce.

- Nie powinienem sam go narysować na ciele mojej ukochanej?

Jane zdmuchuje z twarzy blond pasemka, które wymknęły jej się z upięcia.

- Cisza - żąda, splatając palce z moimi. - Liczy się przekaz. Nigdy więcej nie będziesz miział ogonków żadnych seksownych króliczków, jasne?

Jej zazdrość o kobietę, której nawet nie pamiętam, jest niedorzeczna, ale też urocza.

I w pewien sposób również podniecająca.

- Nie jestem pewi... - Moje słowa zagłusza jej przeraźliwy krzyk:

- Uważaj!

Koncentruję wzrok na drodze, ale jest już za późno. Samochód z naprzeciwka buja się na oblodzonej nawierzchni, co jednoznacznie wskazuje, że jego kierowca stracił panowanie nad wozem, a teraz sunie prosto na nas.

Ja pierdolę, to się nie dzieje.

Skręcam gwałtownie w bok, chcąc uniknąć zderzenia, ale to na nic - drugie auto wali w bok mojego GTO.

- Kurwa. - Wciskam hamulec, gdy dociera do mnie, że impet zderzenia posyła nas prosto na drzewo, i to stroną pasażera. Stroną, po której siedzi moja żona.

Nie. Tylko nie ona.

Ostatnim dźwiękiem, który słyszę, zanim tracę przytomność, jest przeszyty paniką głos Jane:

- Savier!

* * *

koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji