Wstęp
Gdy dorastałam, mama prosiła mojego brata i mnie, żebyśmy nie mówili innym, że Bruce Lee jest naszym ojcem. Mawiała:
"Pozwólcie ludziom poznać was takimi, jacy jesteście, bez tej
informacji". To była świetna rada i przez wiele lat unikałam tego tematu
w rozmowach. Oczywiście moi przyjaciele zawsze w końcu się o tym
dowiadywali, gdy do nas wpadali i widzieli rodzinne zdjęcia na ścianach.
Jednak w przypadku większości dziewczynek w wieku szkolnym oznaczało to
po prostu lekkie zaciekawienie i wzruszenie ramionami, zanim włożyłyśmy
rolki albo wybrałyśmy się na rower. Ale gdy dorosłam, zaczęło do mnie
docierać, że posiadam sekret, którego strzegę, a rozmowy stały się
trudniejsze, zwłaszcza gdy na pełny etat zaczęłam się zajmować
dziedzictwem ojca. Gdy odpowiadałam wymijająco na pytania służące
zagajeniu rozmowy, takie jak "Czym się zajmujesz?" i "Dlaczego właśnie
tym?", zaczęłam mieć poczucie, że nie tylko coś ukrywam, ale właściwie
kłamię - nie było to przyjemne uczucie. Przecież nie wstydzę się tego,
że jestem córką Bruce'a Lee - czuję się zaszczycona.
Powiedziałabym jednak, że to, iż jestem córką Bruce'a Lee, jak i to, że
niekiedy ludzie reagują na tę informację z tak wielkim zaskoczeniem,
sprawia, iż czasami jest to wyzwanie dla mojej tożsamości. Może dlatego
czuję, że najprawdziwsza filozofia ojca dotycząca samorealizacji (tak,
Bruce Lee był filozofem!) tak głęboko we mnie rezonuje. Jak uszanować
prosty fakt posiadania wspólnego DNA, pojmując jednocześnie, że nie mówi
on nic o duszy? A może jednak mówi? Dodajmy do tego moją decyzję, by
znaczną część życia poświęcić na ochronę i propagowanie dziedzictwa
człowieka, który obdarzył mnie życiem i tak wiele dla mnie znaczył, a kwestie tożsamości staną się jeszcze bardziej skomplikowane.
"Jak zapamiętałaś ojca?"
Oto najczęściej zadawane mi pytanie, które kiedyś mocno mnie niepokoiło,
ponieważ nie potrafiłam jasno na nie odpowiedzieć. Mój ojciec zmarł, gdy
miałam zaledwie cztery lata, więc nie zapamiętałam wielu własnych
historii ani olśniewających mądrości, które przekazał mi bezpośrednio,
tak jak je pamiętają jemu współcześni. Nie otrzymałam listu, który
napisał specjalnie z myślą o mnie. Jak więc miałabym wyjaśnić, że mimo
to czuję, iż znam go bardzo dobrze? Jak mogłabym wyrazić to, że mam
poczucie, iż rozumiem go tak, jak inni - nawet ci, którzy go "znali" -
nie potrafiliby rozumieć?
Pojęłam, że te uczucia - mówiące o jego najprawdziwszej naturze - są
moimi wspomnieniami o nim. Znam go w sposób wolny od jakichkolwiek zadr,
zranień, zazdrości czy rywalizacji, a nawet przesadnie romantycznych
wyobrażeń. Znam jego miłość, energię, jaką się charakteryzował. Znam to
wszystko, ponieważ w latach, w których jesteśmy kształtowani, w ten
sposób poznajemy naszych rodziców - poprzez to, co przyswajamy za pomocą
zmysłów. Większość dzieci dysponuje w pełni ukształtowaną, dojrzałą
poznawczo pamięcią znacznie później niż w wieku czterech lat. Z biegiem
czasu musimy nauczyć się interpretować i wchodzić w interakcje z tym, co
poznajemy, zgodnie z naszymi konstruktami kulturowymi. I dlatego tak
często jako dzieci się mylimy; niewłaściwie nadajemy znaczenie, ponieważ
nie potrafimy zrozumieć subtelności tego, co dzieje się wokół nas. Nie
nabyliśmy jeszcze życiowego doświadczenia. Ale pod pewnymi względami
wyczuwamy najgłębszą prawdę o wszystkim lepiej niż dorośli. Ojciec
obdarzył mnie swoją promieniejącą miłością i dobrze to pamiętam.
Pamiętam jego najprawdziwszą naturę. Pamiętam go.
Mój ojciec był ze wszech miar niezwykłym człowiekiem - inteligentnym,
kreatywnym, wykształconym, uzdolnionym, oddanym temu, co robił. Pracował
naprawdę ciężko, pielęgnując każdy aspekt siebie. Kiedyś powiedział:
"Niektórzy mi nie uwierzą, ale poświęciłem całe godziny na doskonalenie
się we wszystkim, co robiłem". Pracował nie tylko nad rzeźbą ciała, ale
także nad kształtowaniem swojego umysłu, kształceniem samego siebie,
rozwijaniem metod treningu i swojego potencjału. Pracował również nad
drobiazgami, takimi jak piękne odręczne pismo, umiejętność poprawnego
pisania i wysławiania się, szlifował potoczny język angielski poprzez
opowiadanie żartów, zgłębiał także arkana reżyserii filmowej - lista
jest długa. W rezultacie stworzył dziedzictwo, które czterdzieści siedem
lat po jego śmierci nadal pozostaje aktualne.
Ale jeśli jest jedna rzecz, której nauczyłam się poprzez wprowadzanie w czyn jego filozofii, to jest nią zrozumienie, że nie musisz być Bruce'em
Lee, żeby jak najlepiej wykorzystać swoje życie. Zaufaj mi. Wymagania,
by choć w jednej dziesiątej być takim człowiekiem jak on, i to w taki
sam sposób jak on, które narzuciłam sobie jako jego córka, przytłoczyły
mnie, sparaliżowały i przeraziły. Nieraz w życiu kompletnie mnie to
zdeprymowało.
W takich chwilach biorę głęboki oddech i przypominam sobie: Bruce Lee
nie chce, żebym była Bruce'em Lee. Dzięki Bogu! W tej książce odkryjesz,
że Bruce Lee pragnie, abyś był najlepszą wersją siebie. I będziesz kimś
zupełnie innym niż Bruce Lee, ponieważ, no cóż - jesteś sobą. Co więcej,
sam Bruce Lee z wieloma sprawami sobie nie radził. Z trudem potrafił
wymienić żarówkę albo ugotować jajko. Chciałabym zobaczyć, jak próbuje
poskładać meble z Ikei (w mojej wyobraźni kończy się to ich rozbiciem w drzazgi, z kluczem imbusowym sterczącym bezceremonialnie ze ściany, o którą został ciśnięty w skrajnej frustracji). Ale poza tym jego słowa
powinny zachęcić cię do rozważenia procesu samorealizacji, za którego
pomocą przyjrzysz się temu, kim naprawdę możesz być - gdy zauważysz, ku
czemu skłania cię twój potencjał i jak pracować, by to pogłębić. To, co
wyłoni się na końcu, będzie równie wyjątkowe, jasne, budujące i tak samo
energetyzujące jak postać mojego ojca, ale na twój własny sposób i w zgodzie z twoim rytmem. To jednak nie wszystko - na koniec będziesz miał
silne poczucie celu, które przyniesie ci dużo więcej spokoju i radości.
Dlatego właśnie w końcu się do tego zabrałam. Nie z powodu fajnych
T-shirtów (chociaż faktycznie są fajne). Chodziło o to, jak się
przekonasz, że mnie samą głęboko poruszyło i uzdrowiło praktykowanie
tych nauk. Nie poświęciłabym tak dużej części życia na propagowanie
spuścizny ojca, gdybym nie uważała, że jest to warte mojego czasu i zaangażowania. Chcę, żebyś poznał tę filozoficzną i inspirującą stronę
mojego ojca, tak jak ja go znam i doświadczam. Chcę, żebyś przyjął każdy
okruch i kąsek, który wniesie do twojego życia coś wartościowego i dobrego. Mam nadzieję, że będziesz mógł się utożsamić z historiami
dotyczącymi mojej rodziny, które znajdziesz na tych stronach, i dowiesz
się z nich czegoś o sobie.
Jakie są jednak moje kwalifikacje, aby zostać twoim przewodnikiem?
Powinnam od razu przyznać, że nie jestem badaczem ani pedagogiem,
terapeutą ani nawet trenerem personalnym. Nie dysponuję żadną inną
wiedzą niż ta o Brusie Lee. A nawet to jest szczególnym rodzajem wiedzy,
która nie opiera się na rozległej znajomości dat, godzin i wydarzeń.
Moja wiedza wynika z tego, że znałam go i byłam przez niego kochana,
czuję wdzięczność za dar, jakim dla mnie był. Żyję w zgodzie z jego
naukami najlepiej, jak potrafię, i pilnie staram się odnaleźć samą
siebie.
I choć nie posiadam stopni naukowych ani specjalistycznej wiedzy,
napisałam tę książkę po części jako poradnik, po części jako alegorię, a po części jako objawienie. Dla tych z was, którzy są zaawansowani na
duchowej ścieżce, może czasami wydawać się zbyt uproszczona. To celowy
zabieg. Mam nadzieję, że uczynię te idee dostępnymi dla jak największej
liczby ludzi. Ale im bardziej zagłębisz się w książkę, tym głębszy
będzie i przekaz. Mam nadzieję, że zostaniesz ze mną i poznasz ścieżki,
jakimi podąża woda.
W książce dokładam wszelkich starań, żeby przekazać, na czym polega
filozofia mojego ojca, aby "być jak woda", i jak ją rozumiem, pozostając
przez lata zanurzona w jego życiu i dziedzictwie. Czytelnikom, którzy
nie znają tych słów mojego ojca, wyjaśniam: po raz pierwszy przyszły mu
one do głowy, gdy trenował sztuki walki, i będziemy posługiwać się nimi
w książce jako metaforą najpełniejszego życia, jakie można wieść. Ale,
co dla mnie najważniejsze, idea bycia jak woda jest próbą wcielenia w życie zasad płynności i naturalności. Woda dopasuje swój kształt do
każdego naczynia, może być miękka lub twarda - i zawsze jest sobą, tak
po prostu i zupełnie naturalnie, znajduje sposób, aby być w ruchu i płynąć naprzód. A teraz wyobraź sobie, że i ty możesz nauczyć się być
tak elastyczny, świadomy, naturalny i niepowstrzymany. Dla mistrza sztuk
walki, takiego jak mój ojciec, był to szczyt umiejętności. Dla mnie jest
to szczyt moich zdolności jako człowieka - do wyrażania samej siebie,
silnej i wolnej.
Naprawdę wierzę, i nie jestem w tym odosobniona, że mój ojciec był w gruncie rzeczy jednym z najbardziej znanych i mądrych filozofów XX
wieku. Po prostu niewielu ludzi zna go od tej strony, ponieważ był
gwiazdą kina akcji i mistrzem sztuk walki - a przez to w jakiś sposób
łatwiej go odrzucić jako intelektualistę. Gdy myślimy o filozofie,
zazwyczaj widzimy kogoś, kto jest naukowcem, publikuje książki albo
wygłasza inspirujące i pouczające mowy. Nie myślimy o aktorze kina
akcji. Ale mój ojciec, jak się przekonasz, za sprawą tego, jak żył, i dzięki naukom, jakie po sobie zostawił, był kimś więcej.
Możesz być zaskoczony, że nie darzę go wyłącznie estymą. Nie jestem
wyznawczynią teorii o nieskazitelności Bruce'a Lee - poza jego energią.
Nie przykładam akademickiej miary do przytaczanych cytatów. Gdy uznałam
je za przydatne do zilustrowania tego, co chcę powiedzieć, połączyłam je
i zredagowałam, żeby były bardziej zrozumiałe. Posługuję się różnymi
stylami (slangiem, mową potoczną, odniesieniami kulturowymi), aby
przedstawić swój punkt widzenia jak najbardziej użytecznie. Zwykle
używam zaimków rodzaju męskiego, ponieważ słowa mojego ojca zazwyczaj
mają tę formę, ale musisz wiedzieć, że ta książka jest dla ciebie -
kimkolwiek jesteś, kimkolwiek się czujesz.
W dużej mierze będę po prostu skakała z kamienia na kamień ponad głębią,
jaką kryją w sobie te myśli i idee. Książka obejmuje wiele koncepcji, na
temat których powstały całe tomy i wokół których rozwinęły się całe
szkoły, a zatem nie jest wyczerpującym, pogłębionym omówieniem żadnej
dziedziny. Najlepiej potraktować ją jako wprowadzenie do nauki o życiu
pełnym poszukiwań i głębokich możliwości. Musisz wiedzieć, że jako twój
przewodnik wciąż się uczę i rozwijam. Ale, jak powiedział mój ojciec:
"Prawdziwe życie jest procesem, a nie stanem. To kierunek, nie cel".
Zanim się w nią zagłębisz, chcę ci zwrócić uwagę na okrężną naturę tych
nauk. W pewnym momencie zasugeruję ci, żebyś odwołał się do swojej siły
woli, a kilka stron dalej, abyś odpuścił. Możliwe, że będziesz
sfrustrowany pozornymi sprzecznościami. Ale tak naprawdę nie są to
sprzeczności. To po prostu różne reakcje na ciągle zmieniające się
okoliczności. Należy pamiętać, że filozofia mojego ojca, a dokładniej
zasada "być jak woda", to w rzeczywistości ekosystem obejmujący całość
istnienia. Postaraj się trzymać idei natury wody (jej elastyczności,
ruchliwości), a zrobię, co w mojej mocy, aby wszystko było jasne.
Co najważniejsze, nie trzeba tu przyjmować sztywnej postawy ani
realizować konkretnego programu. W końcu to książka o wodzie. Życie też
nie jest sztywne ani zaprogramowane. Zdarzają się przebite opony i niespodziewane premie. Musimy zrobić trochę miejsca i pozwolić na
wszystkie zwroty akcji, wzloty i upadki, ucząc się być elastycznym,
świadomym, naturalnym i niepowstrzymanym pośród wszystkiego, co się
dzieje. Nauczenie się maksymalizowania potencjału i swobody w całym
życiu nie nastąpi z dnia na dzień, a gdy po raz pierwszy poczujesz smak
sukcesu i pomyślisz, że wszystko już zrozumiałeś, natkniesz się na nowe
wyzwanie, wszystkie stare problemy uniosą łby, a frustracja sprawi, że
będziesz miał ochotę walić pięściami w ścianę. I w tym momencie ponownie
będziesz mógł dokonać wyboru - zasklepić się albo dalej rozwijać.
W takich przypadkach spróbuj przypomnieć sobie słowa mojego ojca:
"Ludzie muszą wzrastać poprzez umiejętne radzenie sobie z frustracjami,
w przeciwnym razie nie znajdą motywacji do rozwijania własnych narzędzi
i sposobów funkcjonowania w świecie". To prawda. Jeśli nigdy nie
podejmiesz żadnego trudnego lub wymagającego wyzwania, za pierwszym
razem, gdy przydarzy ci się coś trudnego lub wymagającego, przyjmiesz
cios i nie będziesz wiedział, co robić. Albo zwiniesz się w kłębek na
podłodze. Spróbuj spojrzeć na frustrację jak na nauczyciela lub nawet
przyjaciela. Spróbuj wysłuchać, co ma ci do powiedzenia o tobie, o twoich zdolnościach, przekonaniach, o tym, gdzie musisz trochę ustąpić,
czego naprawdę pragniesz i co kochasz, i pozwól, aby zaprowadziło cię to
do pełnego zrozumienia siebie. Obiecuję ci, że z czasem twoje życie się
otworzy i poczujesz większą siłę i swobodę.
Wyruszając razem w tę wodną podróż, porozmawiamy również o energetyzującym skupieniu i radości. Porozmawiamy o tym, jak radzić
sobie z porażką i zmieniającymi się okolicznościami. Jak pielęgnować
wiarę w siebie i wiarę w ten proces, jak być aktywnie świadomym w swoim
życiu, skoncentrowanym i jak osiągnąć spokój umysłu.
To ekscytująca praca i jak zawsze podczas pracy pojawią się błędy. I przeszkody. Ale rozgrywka, do której przystępujemy, jest długa. Będziemy
ją kontynuować przez całe życie. W końcu życie powinno zostać naprawdę
przeżyte. Chcemy podejść do tego z poczuciem pełnego zaangażowania i poświęcenia. Chcemy szukać tego, co do nas przemawia, i pielęgnować
optymizm, skoro będziemy się tym zajmować po kres naszych dni. Jesteśmy
gotowi zgodzić się na to, że będzie to wymagało od nas wysiłku, że
przydarzą się niepowodzenia, ale mamy nadzieję, że będziemy potrafili je
zaakceptować, bo to dzięki nim możemy się uczyć i wzrastać, by stawać
się jeszcze lepszymi. Nauczymy się przyjmować właściwą postawę wobec
prób stawania się najlepszą wersją siebie, co oznacza pozostawanie
zarówno w spoczynku, jak i w gotowości. A co najważniejsze, pamiętajmy,
że nie staramy się być Bruce'em Lee. Staramy się być w pełni sobą.
A tak przy okazji, już zacząłeś. Zajmujemy się tym niezmiennie przez
całe nasze życie. Może nie zawsze jesteśmy tego świadomi, ale wszyscy
staramy się jak najlepiej wykorzystać nasze życie. Oczywiście, że tak! W książce proponuję ci jedynie kolejny punkt widzenia, jak można to robić.
Skoro zaintrygowała cię na tyle, że wziąłeś ją do ręki, by zobaczyć, czy
do ciebie przemówi, wiesz już, że jesteś zainteresowany zrobieniem
kolejnego kroku na ścieżce poznania czegoś więcej z korzyścią dla
siebie. Spróbujmy więc płynąć z prądem i czerpmy z tego radość. Niech to
będzie nasz wielki eksperyment.
Bo w ostatecznym rozrachunku chodzi o to, żeby się dowiedzieć, co
rzeczywiście lubisz robić, co dodaje ci energii, jakie są twoje marzenia
i jakie jest twoje najprawdziwsze ja. Przygotuj się więc i, mówiąc
słowami mojego ojca, staraj się zachować tę perspektywę, gdy będziemy
posuwać się naprzód:
Nie bądź spięty, ale gotowy; nie myśl, ale i nie fantazjuj; nie bądź
przygotowany na coś konkretnego, ale pozostań elastyczny. Chodzi o to,
żebyś był w pełni żywy, świadomy i czujny; gotowy na wszystko, co może
nadejść...
1
Droga wody
Woda może płynąć szybko lub wolno, ale jej cel jest nieunikniony, a przeznaczenie pewne.
Sztuki walki były miłością mojego ojca z wyboru. Od trzynastego roku życia, gdy zaczął ćwiczyć wing chun, aż do
śmierci w wieku trzydziestu dwóch lat, ćwiczył każdego dnia, bez
wyjątku. O swojej pasji powiedział: "Wszystko, czego się nauczyłem,
przyswoiłem poprzez uprawianie sztuk walki". Miał niezwykle bystry,
przenikliwy umysł i często myślę, że to prawdziwy łut szczęścia, iż taki
umysł oddany był treningowi tak skoncentrowanemu na aspekcie fizycznym.
Jak się okazuje, sztuki walki są doskonałą metaforą życia. Istnieje
ledwie kilka dyscyplin, w których stawka jest tak osobista i tak wysoka
jak w walce. Biegłość w sztukach walki to umiejętność koncentracji i właściwego reagowania w najtrudniejszych okolicznościach: w obliczu
fizycznej krzywdy. Gdy osiągasz mistrzostwo, nie tylko stajesz do walki
opanowany i uzbrojony w swoje umiejętności, ale stajesz się artystą
ruchu, wyrażającym się z mocą w bezpośredniej, rozwijającej się
teraźniejszości z absolutną swobodą i pewnością. Gdy zagrożone jest
twoje osobiste bezpieczeństwo lub samo życie, pozostanie czujnym,
ruchliwym i zręcznym jest ogromnym osiągnięciem w sztuce panowania nad
sobą.
Filozofia ruchu Bruce'a Lee opierała na tym, w jaki sposób przeżywał
każdy aspekt życia. Zawsze szukał tego, co lubię nazywać "prawdziwym".
Prawdziwa walka. Prawdziwe życie. Koncepcje sprawdzone w działaniu,
mające zastosowanie w codziennym życiu. Nie koncentrował się na
zdobytych punktach ani na celnych, lecz nieszkodliwych uderzeniach, jak
to było wtedy w zwyczaju na zawodach na wysokim poziomie. Nazwał ten
rodzaj walki opartej na rywalizacji, z tak wieloma zasadami dotyczącymi
zdobywania punktów bez powodowania uszczerbku u przeciwnika, "pływaniem
na sucho".
Nie znaczy to, że chodził po okolicy, szukając okazji do bójki, chociaż
w swoim życiu stoczył kilka prawdziwych walk. Po prostu trenował. Choć
sprzęt ochronny wykorzystywano w różnych dyscyplinach sportu, on był
jednym z pierwszych, którzy zmienili przeznaczenie wielu niezależnych
elementów, aby stworzyć prawdziwy sprzęt sparingowy umożliwiający
wykorzystanie całego ciała w walce. Z rękawic baseballowych zrobił
rękawice trenerskie, spłaszczając je i wypełniając watą. Wykorzystał po
swojemu napierśniki przeznaczone dla łapacza oraz sprzęt bokserski, a także rękawice do kendo. Ten rodzaj sprzętu sparingowego ewoluował i jest obecnie powszechnie wykorzystywany, ale w latach sześćdziesiątych
XX wieku jego użycie było niespotykane w chińskim kung-fu (lub jak
mawiał mój ojciec w swoim ojczystym kantońskim: "gung fu").
Dzięki ciężkiemu treningowi fizycznemu i walce mój ojciec nieustannie
przekładał swoje zasady z umysłu na ciało - z pomysłu na działanie.
Większość (a prawdopodobnie wszystko) tego, co postulował w swojej
filozofii, miało początek w pragnieniu stania się odnoszącym sukcesy
mistrzem sztuk walki. Następnie, podobnie jak w przypadku wszystkich
uniwersalnych zasad, w końcu zdał sobie sprawę, że prawa rządzące
sztukami walki mają szerokie i głębokie zastosowanie - i bezsprzecznie
przekładają się na sztukę bycia człowiekiem.
Ale zacznijmy od początku.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki