PROLOG
Wparapetówce u książęcej pary, jaśnie wielmożnych Darin i Anwara al-Saudów, w nowo wybudowanym przez nich pałacu na obrzeżach Rijadu, stolicy Królestwa Arabii Saudyjskiej, bierze udział co najmniej tysiąc osób. Zarówno w domu, jak i w ogrodach są ponad dwie setki służby, kelnerów i kelnerek, barmanów, kucharzy i kuchcików oraz pomagierów, a dwa razy tyle ochrony, bo to przecież nie byle jakie party, lecz impreza zrzeszająca najważniejszych ludzi w Królestwie, prawie cały saudyjski establishment, korpus dyplomatyczny, funkcjonariuszy Royal Secret Service2 oraz GID3, nie wspominając o członkach rodziny królewskiej.
Książę przeczesuje gości wzrokiem i zauważa każdego, tylko nie swoją ukochaną. Gdzież ona jest? Gdzie się podziała?, denerwuje się już trochę. Miała być w krwistoczerwonej długiej do ziemi sukni z głębokim dekoltem. Takiego ciucha raczej by nie przeoczył! Poza tym Daria, jego Darin, ma niesamowitą zdolność wtapiania się w tłum. Czyżby to znaczyło, że niczym szczególnym się nie wyróżnia? Czy rudowłosą Nadię, słowiańską blond piękność, błękitnooką Dorotę lub arabską Miriam, o palącym wzroku, topiącą serca swymi czarnymi jak węgle oczyma, można by przeoczyć?
To właśnie one - najbliższa rodzina księżnej - stanęły w pierwszym rzędzie, tuż przed podium. Anwar patrzy na swoją teściową, wciąż atrakcyjną, szczupłą i zgrabną Dorotę, której towarzyszy obecny mąż, Saudyjczyk, doktor i zarazem minister zdrowia. Książę może tylko mieć nadzieję, że jego młoda żonka nie odziedziczyła temperamentu po mamusi, która jednego męża Libijczyka pochowała, ponoć nawet zabiła, z drugim, Polakiem, się rozwiodła, a ilu kochanków i absztyfikantów przeszło przez jej łóżko, to jeden Bóg wie. Bo nie wie tego na pewno jej aktualny mąż Aszraf al-Rida. Zresztą chyba zupełnie go to nie obchodzi, bo wygląda na zadowolonego i szczęśliwego mężczyznę. Zaraz obok nich ledwo trzymający się na nogach staruszek Muhammad al-Rida, długoletni szef saudyjskiego wywiadu. Ściska pod rękę najcudowniejszy kwiat młodzieży saudyjskiej, dziewczynę tak piękną, że aż wzroku od niej nie można oderwać. Widać w niej podobieństwo do Doroty, lecz Nadia Binladen ma oczy nie jak babcia, błękitne niczym niebo, lecz chabrowe jak najlepszy cejloński szafir, zaś falujące włosy wyglądają jak świeżo muśnięte pędzlem Tycjana. Rodzice tej gwiazdy są nieopodal, Marysia vel Miriam, o urodzie i kształtach rajskiej hurysy4, i ojciec, Hamid Binladen, wojujący z międzynarodowym terroryzmem najlepszy saudyjski szpieg, który w czarnym smokingu wygląda na amanta filmowego w sile wieku i rozkwicie formy. Wigoru mu chyba nie brakuje, bo po jego drugiej ręce stoi druga żona, Marokanka Salma, również niczego sobie kobietka, przyjaciółka jego pierwszej wybranki serca.
Wszyscy szanowni goście zaczynają się niecierpliwić. Jak długo można zwlekać z oficjalną inauguracją? Piękny Ahmed, syn obecnej księżnej i jej niechlubnego byłego męża, dżihadysty, Jasema Alzaniego jest już w ramionach swego ojczyma. Kiedy razem pojawiają się na mównicy, następuje to, czego nawet najwięksi pesymiści się nie spodziewali. Szczelna jak mur ochrona nie jest w stanie nikogo przed tym ustrzec. W jednej chwili kończy się to, co dopiero się zaczęło. Gaśnie życie w młodym, dobrym człowieku, cudownym zakochanym mężu i niedoszłym, choć na pewno idealnym ojcu. Kula wymierzona prosto w serce wielkiego jak tur mężczyzny odbiera mu to, co najcenniejsze. Z tą chwilą świat wielu osób zebranych w tym elitarnym towarzystwie upada albo zmienia się nieodwracalnie. Wszystko idzie w niepamięć. Nikną miłość, pasja, stabilizacja i spokój, beztroska i równowaga. Ład i bezpieczeństwo odchodzą w zapomnienie. Osoby z najbliższego otoczenia księżnej Darii przypuszczają, czyja to sprawka. Kto stoi za tak haniebną zbrodnią.
Jasem Alzani vel dżihadi5 John vel John Smith vel Sean O'Sullivan vel Muhamad Arabi Muntasir nie zapomniał o swojej żonie, z którą nigdy dobrowolnie się nie rozwiódł, ale został rozwiedziony. Dzisiaj postanawia postawić ją do pionu i odebrać saudyjskiemu księciu to, co należy do niego. Daria, omotana przez mężczyznę za młodu, do dziś nie potrafi wyplątać się z toksycznego uzależnienia. Nie zna już człowieka, który stoi przy niej, w drzwiach dla służby, prowadzących do kuchni i na zaplecze pałacu. Nie zna tej twarzy, ale miażdżący uścisk dłoni i spojrzenie mówią jej wszystko. To jej zmora, ten, który potrafi z niej wydobyć najgorsze instynkty.
W chaosie i panice, które wybuchły, gdy zastrzelony przez snajpera książę upadł na podłogę, nieszczęsna matka widzi skrywaną pieczołowicie niespodziankę, jaką szykował dla niej ukochany mąż. Wbija wzrok w swojego umiłowanego syneczka, który dzisiaj miał dołączyć do ich szczęśliwego stadła. Ale to marzenie się nie spełni. Daria nawet nie może podbiec i wziąć dziecka w ramiona. Nie wolno jej się choćby do niego zbliżyć, bo z miejsca zostanie schwytana i uwięziona przez saudyjskie władze, które z dużą przyjemnością zasądzą jej najwyższy wymiar kary. Za dwie zbrodnie popełnione w Królestwie, z czego jedna na członku rodziny królewskiej. Z dziecinną łatwością udowodnią jej współudział w tym mordzie, bo Jasem nie jest dobrym wujkiem i pozostawił na wyciągnięcie ręki dla śledczych liczne dowody jej winy. Pół Polka, pół Libijka Daria Nowicka vel Darin al-Saud do świata prawa i sprawiedliwości już nigdy nie będzie mogła powrócić. Zostanie niechybnie okrzyknięta odpowiedzialną za swoje i nie swoje grzechy. Raz na zawsze wykreślona z praworządnego społeczeństwa.
- Idziemy - syczy przez zęby ten, który ostatecznie przeciąga ją na stronę zła i występku. - Już! - Popędza. - Jalla!6
Dawni małżonkowie wybiegają tylnym wyjściem prosto na parking, gdzie czeka na nich porsche taycan turbo w zabójczym stalowozielonym kolorze. Daria narzuca abaję7 i hidżab8, kelner zaś zamienia uniform na tradycyjną saudyjską tobę9, a głowę nakrywa kraciastą ghutrą10. Teraz wyglądają jak stuprocentowi obywatele tej ziemi.
Kobieta wskakuje za kierownicę.
- Droga na Mekkę - informuje mężczyzna, zapinając pas przy kubełkowym fotelu pasażera.
- Jasne. - Daria wie, gdzie ma jechać, bo ćwiczy tę trasę od miesiąca. Odkąd dostała takie polecenie i satelitarną mapę od swojego pana i władcy. Zna każdy kamień, każdą nierówność asfaltu.
Nie wiadomo, gdzie Daria nauczyła się tak perfekcyjnie prowadzić wyścigowe auto, a może po prostu teraz już nie zależy jej na życiu tak jak jeszcze tydzień temu? Bez strachu dociska gaz do dechy. Prowadzi jak zawodowy kierowca w wyścigu Gran Turismo. Pruje ponad dwieście na godzinę, spychając wszystkich użytkowników drogi na boki. Kierowcy, widząc numer jeden na rejestracji, od razu wiedzą, że auto należy do samej wierchuszki rodziny królewskiej, zjeżdżają więc lękliwie na pobocze. Kobieta opuszcza miasto i wjeżdża między góry. Wokół jest tak pięknie, lecz ani ona, ani jej oprawca tego nie zauważają. Gwałtownie skręca z autostrady na boczną szutrową drogę. Tam czeka już na nich wielkie amerykańskie auto z napędem na cztery koła. Porzucają wyścigowe porsche i przesiadają się. Wóz rusza. Po niespełna pięciu minutach karkołomnego rajdu po bezdrożach zatrzymują się pod uschniętym, karłowatym drzewem oliwki. Tuż obok stoi helikopter w krwistoczerwonym kolorze. Arabska zakwefiona kobieta i mężczyzna w białej jak śnieg sukni wsiadają na pokład śmigłowca. Maszyna z głośnym hukiem wirników wzbija się w powietrze.
Hamid wybiega z pałacu zamordowanego księcia. Za nim jego najbliżsi współpracownicy z secret service. Na końcu truchta stary Al-Rida. On z takimi akcjami już nie raz miał do czynienia. Zabić skurwysyna!, powtarza w myślach jak mantrę. Zabić!
Mężczyźni wskakują do podstawionego wojskowego samochodu.
- Czym się stąd wydostali?
- Porsche - odpowiada funkcjonariusz, śledzący przestępczą parę na ekranie swojego laptopa.
- Idioci! Tego auta raczej nie da się zakamuflować. - As saudyjskiego wywiadu czuje jakiś szwindel.
- Jadą jak na wyścigach. Już są na wylocie z Rijadu. Droga na Mekkę.
- Nie złapiemy ich! Uciekną?
- Szlag by to trafił!
- Nie złapiemy ich żywych - stwierdza doświadczony starzec.
Mężczyźni się denerwują. Obserwują nagrywaną przez wojskowego drona scenerię. Zielone auto - porzucone przy głównej drodze - aż bije po oczach.
- Czy oni bawią się z nami w podchody? - Nikt nie może uwierzyć w takie niedociągnięcia profesjonalisty Jasema. Za dobrze go znają.
- Myślę, że tak - potakuje z niesmakiem mundurowy.
- Zbiegowie wsiadają do śmigłowca.
- Czerwony? Głośny? Zwykły? Jak zabawka? - oburzają się zawodowcy.
- Zestrzelimy? - Mężczyzna, który trzyma w ręku wojskowe walkie-talkie, zadaje kluczowe pytanie.
- Nie możemy ryzykować, ale... - Hamid się waha, nie chce zabijać przypadkowych niewinnych osób. - Wolałbym tego drania dostać żywego. Ją także...
- Zestrzelić! - szabbani11 Muhammad al-Rida wydaje rozkaz. - Natychmiast!
Czerwony piękny helikopter rozlatuje się na kawałki, kiedy uderza w niego zdalnie sterowana rakieta. Potem zapada cisza. Wszystko jest skąpane we wczesnym bliskowschodnim zmierzchu. Płomienie dogasają w poświacie zachodzącego szkarłatnego słońca.
CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI
PEŁNY SPIS TREŚCI:
PRZEDMOWA
PROLOG
DROGA UCHODŹCY