p

Anatomia dobrego życia - Andrea De Simone

-
Proszę czekać

Wprowadzenie. Czy chcesz być szczęśliwy?

Wpro­wa­dze­nie

Czy chcesz być szczę­śliwy?

To oczy­wi­ste pyta­nie, prawda? Nie wiem jak ty, ale ja ni­gdy nie spo­tka­łem nikogo, kto otwar­cie dekla­ro­wałby: "Nie, szczę­ście nie jest jed­nym z moich celów". Wręcz prze­ciw­nie, wszy­scy dążymy do szczę­ścia, nie­za­leż­nie od tego, jakie zna­cze­nie nada­jemy temu słowu. Każde dzia­ła­nie, każda decy­zja, każdy plan na przy­szłość pozor­nie zmie­rza do osią­gnię­cia szczę­ścia - od naj­bar­dziej bła­hych wybo­rów, takich jak te, któ­rych doko­nu­jemy pod­czas zaku­pów w super­mar­ke­cie, po te naj­waż­niej­sze, doty­czące pracy, rodziny i bli­skich. We wszyst­kich tych oko­licz­no­ściach pozwa­lamy, aby kie­ro­wało nami pra­gnie­nie szczę­ścia - a przy­naj­mniej tak nam się wydaje.

Ale czy naprawdę możemy być szczę­śliwi? Nie­stety, znacz­nie mniej, niż byśmy sobie tego życzyli. Prze­szkody, które dzielą nas od szczę­ścia, są liczne. Przede wszyst­kim czę­sto mamy wypa­czone poję­cie o tym, czym powinno ono być. Myślimy o życiu jak o fil­mie, w któ­rym wszystko musi się dobrze skoń­czyć, jak w kome­dii roman­tycz­nej z kil­koma prze­ciw­no­ściami po dro­dze, ale też z nie­unik­nio­nym szczę­śli­wym zakoń­cze­niem.

Nie bie­rzemy pod uwagę porażki, bólu, cier­pie­nia i kon­flik­tów, które są nie­unik­nioną i w pew­nym sen­sie nie­zbędną czę­ścią naszej podróży. Dążymy do nie­osią­gal­nych ide­ałów dosko­na­ło­ści, ska­zu­jąc się na nie­ustanne roz­cza­ro­wa­nia. Albo utoż­sa­miamy szczę­ście ze sta­nem dobro­bytu mate­rial­nego, ale mimo to nara­żamy się na poczu­cie fru­stra­cji, ponie­waż bogac­two nie może nas uchro­nić przed zabu­rze­niami rów­no­wagi emo­cjo­nal­nej.

Od dzie­się­ciu lat pra­cuję jako psy­cho­te­ra­peuta. Nie­dawno otwo­rzy­łem kilka kana­łów w mediach spo­łecz­no­ścio­wych, aby w pro­sty i przy­stępny spo­sób dzie­lić się swo­imi prze­my­śle­niami. Wszystko to pozwala mi codzien­nie spo­ty­kać się z ludźmi z róż­nych śro­do­wisk, bory­ka­ją­cymi się z roz­ma­itymi pro­ble­mami. Oso­bami nie­za­do­wo­lo­nymi, sfru­stro­wa­nymi, znaj­du­ją­cymi się w sytu­acjach, które nie pozwa­lają im dać z sie­bie wszyst­kiego, ale które łączy jedno: akcep­tują te sytu­acje, nie bio­rąc pod uwagę innej per­spek­tywy. Jakby nie miały jasno okre­ślo­nego celu - pra­gną szczę­ścia, a jed­no­cze­śnie są prze­ko­nani, że kon­kretny spo­sób bycia w świe­cie jest nie­zmienny. Albo też nie czują, że mają prawo dążyć do cze­goś lep­szego, ponie­waż w głębi duszy uwa­żają, że na to nie zasłu­gują.

Czy miłość nam się należy? A spo­kojne życie? Speł­nie­nie naszych pra­gnień? Czy zasłu­gu­jemy na satys­fak­cjo­nu­jącą pracę dającą moż­li­wo­ści roz­woju? Albo na pono­sze­nie pora­żek, nie czu­jąc się przy tym nie­udacz­ni­kami? Wydaje się, że są to pyta­nia, na które należy odpo­wie­dzieć twier­dząco; gdy­by­śmy jed­nak zwra­cali więk­szą uwagę na nasze codzienne dzia­ła­nia, przy­jęte sche­maty zacho­wań i nasze wzorce myślowe, być może cze­ka­łyby nas jakieś nie­spo­dzianki. To wła­śnie przy­tra­fia się wielu moim pacjen­tom pod­czas sesji tera­peu­tycz­nych.

Pamię­tam na przy­kład przy­pa­dek Sary, bar­dzo inte­li­gent­nej mło­dej kobiety, która pra­co­wała w dużej fir­mie w dziale mar­ke­tingu. Nie­długo wcze­śniej zwol­niło się tam sta­no­wi­sko kie­row­ni­cze. Kilku kole­gów od razu zgło­siło swoją kan­dy­da­turę, ale Sara nie zde­cy­do­wała się ubie­gać o awans. Powta­rzała sobie, że to odpo­wie­dzialne sta­no­wi­sko, że jest zbyt wyma­ga­jące, że bra­kuje jej doświad­cze­nia i że jeśli je obej­mie, praca ją pochło­nie, zabie­ra­jąc jej życie pry­watne. I że prze­cież ni­gdy by jej nie wybrali.

Po kilku mie­sią­cach Sara poczuła się głę­boko sfru­stro­wana: firma wybrała kan­dy­data mniej wykwa­li­fi­ko­wa­nego niż ona, jej dotych­cza­sowe obo­wiązki zaczęły ją nudzić, a życie pry­watne ucier­piało z powodu mara­zmu w pracy. Ale dla­czego w takim razie nie zgło­siła swo­jej kan­dy­da­tury, kiedy nada­rzyła się spo­sob­ność? Naj­bar­dziej zaska­ku­jące jest to, że pew­nego dnia pod­szedł do niej mene­dżer ds. zaso­bów ludz­kich i powie­dział: "Wielka szkoda, że sta­no­wi­sko kie­row­nika ds. mar­ke­tingu cię nie inte­re­so­wało; była­byś odpo­wied­nią osobą". Stop­niowo, dzięki tera­pii, Sara zro­zu­miała, że nie potra­fiła roz­po­znać wła­snych potrzeb - to oczy­wi­ste, że pra­gnęła tego sta­no­wi­ska, a wszyst­kie wymówki, które sobie wymy­śliła, żeby uspra­wie­dli­wić pod­jętą decy­zję, były niczym innym jak mecha­ni­zmem auto­sa­bo­tażu.

Ponie­waż sądzimy, że nie zasłu­gu­jemy na szczę­ście, nie poszu­ku­jemy go aktyw­nie, a gdy już je osią­gniemy, mniej lub bar­dziej świa­do­mie wszystko nisz­czymy. Od czego więc powin­ni­śmy zacząć, aby odwró­cić auto­de­struk­cyjny pro­ces? Pro­po­nuję zacząć od pię­ciu pro­stych zwro­tów: poczu­cie wła­snej war­to­ści, moty­wa­cja, opty­mizm, odpor­ność psy­chiczna, empa­tia. Wiara w sie­bie, dąże­nie do celów z deter­mi­na­cją, szu­ka­nie pozy­ty­wów w każ­dej sytu­acji, sta­wia­nie czoła trud­no­ściom z pew­no­ścią sie­bie i ela­stycz­no­ścią, pie­lę­gno­wa­nie zdro­wych i głę­bo­kich rela­cji - to wła­śnie nazy­wam "fila­rami szczę­ścia".

Nie­stety, czę­sto nie doce­niamy tych cech psy­cho­lo­gicz­nych lub, co gor­sza, myślimy, że rodzimy się pewni sie­bie, zmo­ty­wo­wani, opty­mi­styczni, odporni i empa­tyczni. Nie jest tak - każdy z nas rodzi się w danym oto­cze­niu spo­łecz­nym, z okre­ślo­nymi cechami bio­lo­gicz­nymi, które mogą uła­twiać lub utrud­niać życie, ale czło­wiek jest nie­zwy­kły: potrafi się uczyć, roz­wi­jać i radzić sobie nawet w naj­trud­niej­szych sytu­acjach.

W tej książce poświę­ci­łem osobny roz­dział każ­demu z fila­rów szczę­ścia, ale zoba­czysz, że są one ze sobą powią­zane - poczu­cie wła­snej war­to­ści sprzyja moty­wa­cji, opty­mi­zmowi i empa­tii, a odpor­ność psy­chiczna wymaga dużej moty­wa­cji. To korzystny mecha­nizm - praca nad jed­nym obsza­rem przy­nie­sie korzy­ści rów­nież w innym. Odkry­jesz, że szczę­ście to nie punkt doce­lowy, ale stan rów­no­wagi i świa­do­mo­ści, który pozwoli w pełni wyra­zić pra­gnie­nia, war­to­ści i auten­tycz­ność, osią­gnąć cele i zmie­rzać w kie­runku naj­lep­szej wer­sji sie­bie.

Wszy­scy zasłu­gu­jemy na szczę­ście. Nie­za­leż­nie od prze­ciw­no­ści losu, smutku i nie­ocze­ki­wa­nych zda­rzeń, z któ­rymi prę­dzej czy póź­niej przyj­dzie nam się zmie­rzyć, mimo wszyst­kiego, na co nie mamy wpływu, ni­gdy nie powin­ni­śmy zapo­mi­nać, że szczę­ście jest w naszym zasięgu.

Postaw na siebie. Poczucie własnej wartości

Postaw na sie­bie

Poczu­cie wła­snej war­to­ści

W pew­nym momen­cie zdasz sobie sprawę z wła­snej war­to­ści. Od tego momentu życie da ci wszystko, o czym marzy­łeś, a może nawet wię­cej. Bo kiedy zro­zu­miesz, na co zasłu­gu­jesz, przy­cią­gniesz to, co cię uszczę­śli­wia.

Przy­stojny młody męż­czy­zna udał się do mistrza zen na sam szczyt góry, z dala od cywi­li­za­cji, i zwie­rzył się mu, że czuje się zbędny, nie ma już ochoty na życie, ponie­waż wszy­scy uwa­żają go za nie­udol­nego i głu­piego. Następ­nie zapy­tał, co zro­bić, by się popra­wić, być doce­nia­nym i zacząć doce­niać samego sie­bie.

Mistrz spo­koj­nym gło­sem powie­dział, że nie ma czasu, ponie­waż ma pilną sprawę oso­bi­stą. Następ­nie zapy­tał mło­dego męż­czy­znę, czy pomógłby mu roz­wią­zać pro­blem, obie­cu­jąc, że po zakoń­cze­niu zada­nia poświęci mu tro­chę czasu. Męż­czy­zna, nieco ziry­to­wany, zgo­dził się, choć po raz kolejny poczuł się upo­ko­rzony - znowu został odsu­nięty na dal­szy plan.

Mistrz zdjął pier­ścień z palca i wrę­czył go męż­czyź­nie, pro­sząc, aby udał się na targ i go sprze­dał, gdyż potrze­bo­wał pie­nię­dzy na spłatę długu. Sta­now­czo mu dora­dził, aby nie przyj­mo­wał niż­szej zapłaty niż złota moneta.

Męż­czy­zna poszedł na targ i zaczął ofe­ro­wać pier­ścień róż­nym kup­com. Wszy­scy byli zain­te­re­so­wani, ale nikt nie chciał zaofe­ro­wać żąda­nej ceny. Nie­któ­rzy pro­po­no­wali mu srebrną monetę i mie­dziane naczy­nie, ale on kate­go­rycz­nie odma­wiał.

Wie­czo­rem wró­cił do mistrza i poin­for­mo­wał go, że nie udało mu się sprze­dać pier­ście­nia, ponie­waż nikt nie uwa­żał go za wystar­cza­jąco cenny. Następ­nie mistrz popro­sił go, aby udał się do złot­nika i uzy­skał dokładną wycenę. Sprze­dawca obej­rzał pier­ścień i powie­dział, że jest on wart około pięć­dzie­się­ciu ośmiu zło­tych monet.

Męż­czy­zna z entu­zja­zmem wró­cił do nauczy­ciela, aby prze­ka­zać mu odpo­wiedź. Ten zapro­sił mło­dego męż­czy­znę, aby usiadł, a następ­nie powie­dział, że jest jak ten pier­ścień - uni­kalny, nie­po­wta­rzalny i cenny - taki, któ­rego war­tość może doce­nić tylko praw­dziwy kone­ser.

Powyż­sza opo­wieść to histo­ria zen. Nasz boha­ter cierpi na to, co mogli­by­śmy okre­ślić jako poważny brak poczu­cia wła­snej war­to­ści. Wyobra­że­nie, jakie ma o sobie młody czło­wiek, jest pod­po­rząd­ko­wane osą­dowi innych. Czuje się głupi i nie­udolny, bo inni go tak postrze­gają. Jed­nak za pomocą sztuczki z pier­ście­niem mistrz uczy go, że war­tość przed­miotu - podob­nie jak war­tość osoby - nie jest czymś abso­lut­nym. Ten sam pier­ścień, któ­rym kupcy nie­mal wzgar­dzili, został uznany za nie­zwy­kle cenny przez złot­nika.

Zatem to kon­tekst sta­nowi róż­nicę. Nasza samo­ocena jest kształ­to­wana przez śro­do­wi­sko, w któ­rym dora­stamy, i my - podob­nie jak młody czło­wiek z opo­wie­ści - mamy skłon­ność wie­rzyć, że jest ono poza naszą kon­trolą. Zamiast tego posia­damy zdol­ność - a w pew­nym sen­sie nawet obo­wią­zek - defi­nio­wa­nia samych sie­bie. Możemy na przy­kład zmie­nić kon­tekst, znaj­du­jąc bar­dziej funk­cjo­nalne rela­cje, które pozwolą nam wyra­zić naszą war­tość i roz­wi­jać nowe zain­te­re­so­wa­nia.

Zanim jed­nak zgłę­bimy prak­tyki, które pomogą nam popra­wić samo­ocenę, zróbmy krok w tył i spró­bujmy zro­zu­mieć, jak ona się kształ­tuje i w jakim kon­tek­ście się roz­wija.

Zacznijmy od tego, że naj­więk­szy wpływ na poczu­cie wła­snej war­to­ści mają oso­bi­ste doświad­cze­nia, kon­tekst rodzinny, w któ­rym dora­stamy, oraz sytu­acje, z któ­rymi spo­ty­kamy się na naszej dro­dze życio­wej.

Wyobraź sobie dziecko zain­te­re­so­wane goto­wa­niem i ojca, który jest kucha­rzem. Jeśli ojciec będzie zachę­cał syna do sta­wia­nia pierw­szych kro­ków w kuchni, dziecko praw­do­po­dob­nie wyro­śnie w prze­ko­na­niu, że ma ku temu pre­dys­po­zy­cje. W prze­ciw­nym wypadku, jeśli ojciec nie pozwoli synowi zbli­żać się do kuchni, jeśli będzie wyty­kał każdy mały błąd, może to mieć jedy­nie nega­tywne kon­se­kwen­cje dla poczu­cia wła­snej war­to­ści dziecka, które praw­do­po­dob­nie uzna, że nie ma talentu kuli­nar­nego.

To try­wialny przy­kład, ale ma zasto­so­wa­nie na każ­dym waż­nym eta­pie roz­woju w dowol­nej dzie­dzi­nie. Jeśli jesz­cze tego nie zro­bi­łeś, może warto zadać sobie kilka pytań: jakie były rezul­taty two­ich pierw­szych prób wyra­że­nia swo­ich umie­jęt­no­ści? Czy otrzy­ma­łeś pozy­tywne wyrazy uzna­nia, które pomo­gły ci zbu­do­wać solidne pod­stawy poczu­cia wła­snej war­to­ści?

Kolej­nym czyn­ni­kiem decy­du­ją­cym o kształ­to­wa­niu dobrej samo­oceny jest spo­sób, w jaki patrzymy na świat, sche­maty myślowe, które two­rzymy, a w kon­se­kwen­cji ocze­ki­wa­nia, jakie mamy wobec sie­bie i innych. Jeśli będziemy mie­rzyć nasze osią­gnię­cia i rze­czy­wi­stość według stan­dar­dów bli­skich per­fek­cji, będziemy raczej mało zado­wo­leni z tego, co robimy, a nasze poczu­cie wła­snej war­to­ści ucierpi.

Wróćmy do przy­kładu naszego małego aspi­ru­ją­cego szefa kuchni. Wyobraźmy sobie, że podej­muje pierw­szą próbę upie­cze­nia cia­sta, które oczy­wi­ście nie będzie ide­alne. Jeśli ojciec uzna, że "cia­sto mogło tro­chę dłu­żej wyra­stać, ale i tak sma­kuje pysz­nie", dziecko skupi się na pozy­tyw­nych aspek­tach swo­jej pracy i znaj­dzie moty­wa­cję do dosko­na­le­nia się. Jeśli jed­nak ojciec oceni, że cia­sto nie wyszło tak, jak powinno, dziecko zro­zu­mie, że jedy­nym akcep­to­wal­nym wyni­kiem jest dosko­na­łość, a wszystko inne jest porażką. Taki stan­dard samo­oceny może mieć jedy­nie nega­tywny wpływ na poczu­cie wła­snej war­to­ści.

"Możesz odkryć swoje naj­lep­sze strony, poko­nu­jąc trudną drogę stra­chu, dys­kom­fortu, nie­po­koju, a cza­sem nawet paniki. Nie musisz ich trak­to­wać jak wro­gów, któ­rych należy wyeli­mi­no­wać dla­tego, że kiedy pró­bo­wa­łeś, zetkną­łeś się z porażką, fru­stra­cją, poczu­ciem bez­rad­no­ści, jak ktoś, kto odbija się od gumo­wej ściany i ląduje z powro­tem tam, gdzie był, jeśli nie dalej".

Nie wiem, czy zauwa­ży­łeś, że stan­dardy samo­oceny, które przyj­mu­jemy, są czę­sto bar­dziej rygo­ry­styczne i bez­li­to­sne niż kry­te­ria, według któ­rych oce­niają nas inni.

Oczy­wi­ście oprócz doświad­czeń nasze prze­ko­na­nia na temat rze­czy­wi­sto­ści są rów­nież kształ­to­wane przez warunki, w któ­rych dora­stamy, oraz war­to­ści prze­ka­zy­wane nam przez ota­cza­ją­cych nas ludzi.

Wśród moich pacjen­tów było wielu, któ­rzy wycho­wy­wali się w bied­nych rodzi­nach, a ich rodzice pono­sili liczne wyrze­cze­nia. Jako doro­śli, nawet po osią­gnię­ciu pew­nej sta­bi­li­za­cji finan­so­wej, pacjenci ci mieli trud­ność z pozwa­la­niem sobie na jaką­kol­wiek gra­ty­fi­ka­cję. Zgod­nie z ich sys­te­mem war­to­ści otrzy­my­wa­nie nagrody było nie­do­pusz­czalne - bez względu na to, jakie rezul­taty osią­gnęli, czuli, że na nią nie zasłu­żyli, ponie­waż żaden wysi­łek nie mógł się rów­nać z poświę­ce­niem ich rodzi­ców.

Być może i ty odzie­dzi­czy­łeś sys­tem war­to­ści oparty na rygo­ry­stycz­nej etyce lub nauczono cię, że coś innego powinno być na pierw­szym miej­scu w życiu: miłość, poczu­cie speł­nie­nia, zaspo­ka­ja­nie pra­gnień... Pamię­taj, że ta per­spek­tywa miała rów­nież wpływ - i praw­do­po­dob­nie na­dal ma - na twoją samo­ocenę.

Do tej pory wyda­wa­łoby się, że śro­do­wi­sko, w któ­rym dora­stamy, ma klu­czowe zna­cze­nie dla naszego roz­woju. W rze­czy­wi­sto­ści ist­nieje jesz­cze jeden czyn­nik, który wpływa na naszą samo­ocenę i jest praw­do­po­dob­nie naj­waż­niej­szy. Cho­dzi o umie­jęt­ność prze­pra­co­wy­wa­nia i rede­fi­nio­wa­nia naszych doświad­czeń i prze­ko­nań. Mowa o moż­li­wo­ści kwe­stio­no­wa­nia wszyst­kiego - prze­szłych doświad­czeń i sche­ma­tów myślo­wych, a także prze­pi­sa­nia naszej histo­rii. W życiu zda­rzają się liczne doświad­cze­nia, które mogą odci­snąć na nas piętno, ale nie jeste­śmy bier­nymi pod­mio­tami, możemy zmie­niać bieg rze­czy.

Pomyślmy o naszym małym aspi­ru­ją­cym kucha­rzu: jeśli jego ojciec zaszczepi w nim pew­ność sie­bie i pozy­tywne nasta­wie­nie, dziecko z pew­no­ścią będzie miało łatwiej. Ale nawet gdyby ojciec pod­ko­pał jego poczu­cie wła­snej war­to­ści nega­tywną i rosz­cze­niową postawą, los dziecka nie byłby prze­są­dzony. Jeśli znaj­dzie siłę, by sta­wić czoła temu wzor­cowi, zro­zu­mie, że sztywne stan­dardy, które nosi w sobie, są szko­dliwe, będzie dla sie­bie bar­dziej wyro­zu­miałe i pozwoli sobie w pełni roz­wi­nąć swoje umie­jęt­no­ści w kuchni, na­dal będzie mogło speł­niać marze­nia.

Powyż­sza opo­wieść brzmi jak histo­ria typo­wego uczest­nika Master­Chefa, ale zapew­niam, że nie jest to aż tak nie­zwy­kła podróż. Dzięki umie­jęt­no­ści samo­de­fi­nio­wa­nia możemy prze­jąć kon­trolę nad swoim życiem. To wła­śnie takie zapro­sze­nie mistrz kie­ruje do mło­dego czło­wieka w opo­wie­ści zen.

"Strach, dys­kom­fort i lęk mówią coś o tobie, o twoim świe­cie emo­cjo­nal­nym; suge­rują, że trzeba cze­muś sta­wić czoła, a może nawet coś zmie­nić. Przed­sta­wiają pewne prze­sła­nia, próbę two­jego wewnętrz­nego świata, żeby ci coś powie­dzieć gło­śno i dobit­nie; wsłu­chaj się w ten głos".

Kim chcemy być

A zatem poczu­cie wła­snej war­to­ści zależy od oceny, jaką czło­wiek wysta­wia samemu sobie, jest osą­dem, który zależy od kon­tek­stu i doświad­czeń, a także od indy­wi­du­al­nych czyn­ni­ków wewnętrz­nych. Do tej pory sku­pia­li­śmy się głów­nie na pierw­szych z wymie­nio­nych powy­żej aspek­tów, ale teraz spró­bujmy zwró­cić uwagę na to, co dzieje się w naszych umy­słach. Z tej per­spek­tywy pew­ność sie­bie jest wyni­kiem roz­grywki mię­dzy dwiema siłami: "ja" real­nym i "ja" ide­al­nym.

"Ja" realne to obraz, jaki mamy na swój temat - jak postrze­gamy sie­bie, jakie zdol­no­ści dostrze­gamy oraz jakie cele uwa­żamy za moż­liwe do osią­gnię­cia. "Ja" ide­alne to z kolei obraz tego, kim chcie­li­by­śmy być; celów, które chcie­li­by­śmy osią­gnąć; drogi, którą chcie­li­by­śmy obrać. Obec­ność ide­al­nego "ja" jest bar­dzo ważna dla naszego roz­woju, ponie­waż pomaga nam reali­zo­wać pro­jekty i dążyć do celu, moty­wu­jąc nas do wzra­sta­nia i samo­do­sko­na­le­nia. Może być jed­nak rów­nież źró­dłem nie­za­do­wo­le­nia i cier­pie­nia, jeśli odczu­wamy zbyt duży dystans mię­dzy "ja" ide­al­nym a "ja" real­nym.

Być może doświad­czy­łeś wyczer­pu­ją­cej fru­stra­cji, która poja­wia się, gdy nasze aspi­ra­cje wydają się nie­osią­gal­nymi mrzon­kami. Jeśli prze­paść mię­dzy tym, kim jeste­śmy, a tym, kim chcemy być, jest zbyt duża, doświad­czamy głę­bo­kiego poczu­cia nie­ade­kwat­no­ści, a w kon­se­kwen­cji nasza samo­ocena będzie niska. Jeśli jed­nak roz­bież­ność mię­dzy ocze­ki­wa­niami a rze­czy­wi­sto­ścią jest nie­wielka, nasze poczu­cie wła­snej war­to­ści na tym sko­rzy­sta.

Skąd bie­rze się "ja" ide­alne? Jak powstaje? I dla­czego jest tak ważne dla pra­wi­dło­wego postrze­ga­nia real­nego "ja"?

By odpo­wie­dzieć na te pyta­nia, opo­wiem histo­rię kolej­nej pacjentki, Arianny, kobiety, która wycho­wała się w boga­tej i odno­szą­cej suk­cesy rodzi­nie. Jej rodzice byli bar­dzo sza­no­wani: ojciec był ordy­na­to­rem, a matka - praw­niczką. Jako dziecko Arianna była nimi zachwy­cona, uwa­żała ich nie­mal za bóstwa.

"Chcia­łam być jak mama i tata - mówiła. - Chcia­łam zasłu­żyć na ich miłość, udo­wod­nić, że jestem ich godna. Ale w głębi duszy bałam się, że jeśli zawiodę, prze­staną mnie kochać".

Jej ide­alne "ja" było sil­nie ukształ­to­wane przez dyna­mikę emo­cjo­nalną. Arianna była prze­ko­nana, że musi naśla­do­wać rodzi­ców, aby zdo­być ich miłość, i była pewna, że jeśli zawie­dzie, spo­tka ją kara i zosta­nie porzu­cona. I w taki spo­sób stała się skru­pu­latną, wyma­ga­jącą od sie­bie per­fek­cjo­nistką. Ukoń­czyła prawo z wyróż­nie­niem i została zatrud­niona w pre­sti­żo­wej kan­ce­la­rii, jak jej matka. Jed­nak wraz z suk­ce­sami rosło rów­nież nie­za­do­wo­le­nie i poczu­cie nie­ade­kwat­no­ści. Ide­alne "ja" Arianny miało tak wygó­ro­wane ocze­ki­wa­nia, że żaden rezul­tat nie mógł jej usa­tys­fak­cjo­no­wać. Aż pew­nego dnia atak paniki zmu­sił kobietę do zasta­no­wie­nia się i pod­ję­cia tera­pii. Zro­zu­miała, że ta nie­usta­jąca pogoń za "ja" ide­al­nym pro­wa­dzi do samo­znisz­cze­nia, i stop­niowo zaczęła kwe­stio­no­wać swoje sche­maty myślowe.

Na przy­kład Arianna nie była zdolna do samo­uwiel­bie­nia - każde ustęp­stwo na rzecz wraż­li­wo­ści było dla niej nie­wy­ba­czalne. Jej pierw­szym wiel­kim osią­gnię­ciem było zaak­cep­to­wa­nie sła­bo­ści i pora­żek jako natu­ral­nych skła­do­wych życia. Jeśli wcze­śniej nawet naj­mniej­szy błąd zasłu­gi­wał na naj­su­row­szą karę, z cza­sem sys­tem osą­dza­nia stał się bar­dziej obiek­tywny i łagodny.

"W zeszłym tygo­dniu prze­gra­łam pro­ces - powie­działa mi pew­nego dnia. - Do nie­dawna nie zmru­ży­ła­bym oka w nocy. Spę­dzi­ła­bym nie­zli­czone godziny, ana­li­zu­jąc każdy etap swo­jej pracy, i zna­la­zła­bym tysiące wad. Teraz po raz pierw­szy widzę rów­nież inne zmienne czyn­niki: innych praw­ni­ków, sędziego, świad­ków. Być może mogła­bym pod­jąć inne decy­zje, ale nie jestem pewna, czy wynik pro­cesu uległby zmia­nie. I przede wszyst­kim prze­sta­łam się zasta­na­wiać, co moja matka zro­bi­łaby na moim miej­scu".

Dzięki tej nowo ukształ­to­wa­nej świa­do­mo­ści Arian­nie udało się krok po kroku na nowo zde­fi­nio­wać swoje "ja" ide­alne, pozba­wia­jąc je wszel­kich rosz­czeń do per­fek­cji. "Robię, co mogę, ale mam ogra­ni­czone zasoby ener­gii fizycz­nej i emo­cjo­nal­nej, które mogę poświę­cić danej spra­wie. Mimo to nie czuję się gor­sza ani mniej kom­pe­tentna jako praw­niczka. Obse­syjne dąże­nie do per­fek­cji nie zawsze miało pozy­tywny wpływ na moją pracę".

"Dla­czego cier­pisz?

Dla­czego cią­gle robisz to, co spra­wia ci ból?

Z powodu nie­moż­no­ści zdy­stan­so­wa­nia się od samo­de­struk­cyj­nych prze­ko­nań: "Zawsze tak myśla­łem, zawsze tak postę­po­wa­łem, zawsze tak się zacho­wy­wa­łem, zawsze tak reago­wa­łem". Zmiana jest konieczną, cza­sem bole­sną drogą do osią­gnię­cia wewnętrz­nej rów­no­wagi i pogo­dze­nia się z praw­dzi­wymi emo­cjami. Będziemy uzbro­jeni w odwagę, cier­pli­wość i dobrą wolę".

Arianna podała w wąt­pli­wość swoje "ja" ide­alne, umniej­szyła jego zna­cze­nie i w ten spo­sób w końcu lepiej zro­zu­miała swoje "ja" realne. Ku swo­jemu zdzi­wie­niu odkryła na przy­kład, że ma talent arty­styczny. Ni­gdy nie zaj­mo­wała się sztuką, ponie­waż nie była to pasja jej rodzi­ców, ale po roz­po­czę­ciu kursu malar­stwa zdała sobie sprawę, że warto roz­wi­jać rów­nież i te umie­jęt­no­ści. Wszystko to pozwo­liło jej zyskać spo­kój i poczu­cie wła­snej war­to­ści.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki