Anatomia dobrego życia - Andrea De Simone

p
Reflow text when sidebars are open.
Wprowadzenie
Czy chcesz być szczęśliwy?
To oczywiste pytanie, prawda? Nie wiem jak ty, ale ja nigdy nie spotkałem nikogo, kto otwarcie deklarowałby: "Nie, szczęście nie jest jednym z moich celów". Wręcz przeciwnie, wszyscy dążymy do szczęścia, niezależnie od tego, jakie znaczenie nadajemy temu słowu. Każde działanie, każda decyzja, każdy plan na przyszłość pozornie zmierza do osiągnięcia szczęścia - od najbardziej błahych wyborów, takich jak te, których dokonujemy podczas zakupów w supermarkecie, po te najważniejsze, dotyczące pracy, rodziny i bliskich. We wszystkich tych okolicznościach pozwalamy, aby kierowało nami pragnienie szczęścia - a przynajmniej tak nam się wydaje.
Ale czy naprawdę możemy być szczęśliwi? Niestety, znacznie mniej, niż byśmy sobie tego życzyli. Przeszkody, które dzielą nas od szczęścia, są liczne. Przede wszystkim często mamy wypaczone pojęcie o tym, czym powinno ono być. Myślimy o życiu jak o filmie, w którym wszystko musi się dobrze skończyć, jak w komedii romantycznej z kilkoma przeciwnościami po drodze, ale też z nieuniknionym szczęśliwym zakończeniem.
Nie bierzemy pod uwagę porażki, bólu, cierpienia i konfliktów, które są nieuniknioną i w pewnym sensie niezbędną częścią naszej podróży. Dążymy do nieosiągalnych ideałów doskonałości, skazując się na nieustanne rozczarowania. Albo utożsamiamy szczęście ze stanem dobrobytu materialnego, ale mimo to narażamy się na poczucie frustracji, ponieważ bogactwo nie może nas uchronić przed zaburzeniami równowagi emocjonalnej.
Od dziesięciu lat pracuję jako psychoterapeuta. Niedawno otworzyłem kilka kanałów w mediach społecznościowych, aby w prosty i przystępny sposób dzielić się swoimi przemyśleniami. Wszystko to pozwala mi codziennie spotykać się z ludźmi z różnych środowisk, borykającymi się z rozmaitymi problemami. Osobami niezadowolonymi, sfrustrowanymi, znajdującymi się w sytuacjach, które nie pozwalają im dać z siebie wszystkiego, ale które łączy jedno: akceptują te sytuacje, nie biorąc pod uwagę innej perspektywy. Jakby nie miały jasno określonego celu - pragną szczęścia, a jednocześnie są przekonani, że konkretny sposób bycia w świecie jest niezmienny. Albo też nie czują, że mają prawo dążyć do czegoś lepszego, ponieważ w głębi duszy uważają, że na to nie zasługują.
Czy miłość nam się należy? A spokojne życie? Spełnienie naszych pragnień? Czy zasługujemy na satysfakcjonującą pracę dającą możliwości rozwoju? Albo na ponoszenie porażek, nie czując się przy tym nieudacznikami? Wydaje się, że są to pytania, na które należy odpowiedzieć twierdząco; gdybyśmy jednak zwracali większą uwagę na nasze codzienne działania, przyjęte schematy zachowań i nasze wzorce myślowe, być może czekałyby nas jakieś niespodzianki. To właśnie przytrafia się wielu moim pacjentom podczas sesji terapeutycznych.
Pamiętam na przykład przypadek Sary, bardzo inteligentnej młodej kobiety, która pracowała w dużej firmie w dziale marketingu. Niedługo wcześniej zwolniło się tam stanowisko kierownicze. Kilku kolegów od razu zgłosiło swoją kandydaturę, ale Sara nie zdecydowała się ubiegać o awans. Powtarzała sobie, że to odpowiedzialne stanowisko, że jest zbyt wymagające, że brakuje jej doświadczenia i że jeśli je obejmie, praca ją pochłonie, zabierając jej życie prywatne. I że przecież nigdy by jej nie wybrali.
Po kilku miesiącach Sara poczuła się głęboko sfrustrowana: firma wybrała kandydata mniej wykwalifikowanego niż ona, jej dotychczasowe obowiązki zaczęły ją nudzić, a życie prywatne ucierpiało z powodu marazmu w pracy. Ale dlaczego w takim razie nie zgłosiła swojej kandydatury, kiedy nadarzyła się sposobność? Najbardziej zaskakujące jest to, że pewnego dnia podszedł do niej menedżer ds. zasobów ludzkich i powiedział: "Wielka szkoda, że stanowisko kierownika ds. marketingu cię nie interesowało; byłabyś odpowiednią osobą". Stopniowo, dzięki terapii, Sara zrozumiała, że nie potrafiła rozpoznać własnych potrzeb - to oczywiste, że pragnęła tego stanowiska, a wszystkie wymówki, które sobie wymyśliła, żeby usprawiedliwić podjętą decyzję, były niczym innym jak mechanizmem autosabotażu.
Ponieważ sądzimy, że nie zasługujemy na szczęście, nie poszukujemy go aktywnie, a gdy już je osiągniemy, mniej lub bardziej świadomie wszystko niszczymy. Od czego więc powinniśmy zacząć, aby odwrócić autodestrukcyjny proces? Proponuję zacząć od pięciu prostych zwrotów: poczucie własnej wartości, motywacja, optymizm, odporność psychiczna, empatia. Wiara w siebie, dążenie do celów z determinacją, szukanie pozytywów w każdej sytuacji, stawianie czoła trudnościom z pewnością siebie i elastycznością, pielęgnowanie zdrowych i głębokich relacji - to właśnie nazywam "filarami szczęścia".
Niestety, często nie doceniamy tych cech psychologicznych lub, co gorsza, myślimy, że rodzimy się pewni siebie, zmotywowani, optymistyczni, odporni i empatyczni. Nie jest tak - każdy z nas rodzi się w danym otoczeniu społecznym, z określonymi cechami biologicznymi, które mogą ułatwiać lub utrudniać życie, ale człowiek jest niezwykły: potrafi się uczyć, rozwijać i radzić sobie nawet w najtrudniejszych sytuacjach.
W tej książce poświęciłem osobny rozdział każdemu z filarów szczęścia, ale zobaczysz, że są one ze sobą powiązane - poczucie własnej wartości sprzyja motywacji, optymizmowi i empatii, a odporność psychiczna wymaga dużej motywacji. To korzystny mechanizm - praca nad jednym obszarem przyniesie korzyści również w innym. Odkryjesz, że szczęście to nie punkt docelowy, ale stan równowagi i świadomości, który pozwoli w pełni wyrazić pragnienia, wartości i autentyczność, osiągnąć cele i zmierzać w kierunku najlepszej wersji siebie.
Wszyscy zasługujemy na szczęście. Niezależnie od przeciwności losu, smutku i nieoczekiwanych zdarzeń, z którymi prędzej czy później przyjdzie nam się zmierzyć, mimo wszystkiego, na co nie mamy wpływu, nigdy nie powinniśmy zapominać, że szczęście jest w naszym zasięgu.
Postaw na siebie
Poczucie własnej wartości
W pewnym momencie zdasz sobie sprawę z własnej wartości. Od tego momentu życie da ci wszystko, o czym marzyłeś, a może nawet więcej. Bo kiedy zrozumiesz, na co zasługujesz, przyciągniesz to, co cię uszczęśliwia.
Przystojny młody mężczyzna udał się do mistrza zen na sam szczyt góry, z dala od cywilizacji, i zwierzył się mu, że czuje się zbędny, nie ma już ochoty na życie, ponieważ wszyscy uważają go za nieudolnego i głupiego. Następnie zapytał, co zrobić, by się poprawić, być docenianym i zacząć doceniać samego siebie.
Mistrz spokojnym głosem powiedział, że nie ma czasu, ponieważ ma pilną sprawę osobistą. Następnie zapytał młodego mężczyznę, czy pomógłby mu rozwiązać problem, obiecując, że po zakończeniu zadania poświęci mu trochę czasu. Mężczyzna, nieco zirytowany, zgodził się, choć po raz kolejny poczuł się upokorzony - znowu został odsunięty na dalszy plan.
Mistrz zdjął pierścień z palca i wręczył go mężczyźnie, prosząc, aby udał się na targ i go sprzedał, gdyż potrzebował pieniędzy na spłatę długu. Stanowczo mu doradził, aby nie przyjmował niższej zapłaty niż złota moneta.
Mężczyzna poszedł na targ i zaczął oferować pierścień różnym kupcom. Wszyscy byli zainteresowani, ale nikt nie chciał zaoferować żądanej ceny. Niektórzy proponowali mu srebrną monetę i miedziane naczynie, ale on kategorycznie odmawiał.
Wieczorem wrócił do mistrza i poinformował go, że nie udało mu się sprzedać pierścienia, ponieważ nikt nie uważał go za wystarczająco cenny. Następnie mistrz poprosił go, aby udał się do złotnika i uzyskał dokładną wycenę. Sprzedawca obejrzał pierścień i powiedział, że jest on wart około pięćdziesięciu ośmiu złotych monet.
Mężczyzna z entuzjazmem wrócił do nauczyciela, aby przekazać mu odpowiedź. Ten zaprosił młodego mężczyznę, aby usiadł, a następnie powiedział, że jest jak ten pierścień - unikalny, niepowtarzalny i cenny - taki, którego wartość może docenić tylko prawdziwy koneser.
Powyższa opowieść to historia zen. Nasz bohater cierpi na to, co moglibyśmy określić jako poważny brak poczucia własnej wartości. Wyobrażenie, jakie ma o sobie młody człowiek, jest podporządkowane osądowi innych. Czuje się głupi i nieudolny, bo inni go tak postrzegają. Jednak za pomocą sztuczki z pierścieniem mistrz uczy go, że wartość przedmiotu - podobnie jak wartość osoby - nie jest czymś absolutnym. Ten sam pierścień, którym kupcy niemal wzgardzili, został uznany za niezwykle cenny przez złotnika.
Zatem to kontekst stanowi różnicę. Nasza samoocena jest kształtowana przez środowisko, w którym dorastamy, i my - podobnie jak młody człowiek z opowieści - mamy skłonność wierzyć, że jest ono poza naszą kontrolą. Zamiast tego posiadamy zdolność - a w pewnym sensie nawet obowiązek - definiowania samych siebie. Możemy na przykład zmienić kontekst, znajdując bardziej funkcjonalne relacje, które pozwolą nam wyrazić naszą wartość i rozwijać nowe zainteresowania.
Zanim jednak zgłębimy praktyki, które pomogą nam poprawić samoocenę, zróbmy krok w tył i spróbujmy zrozumieć, jak ona się kształtuje i w jakim kontekście się rozwija.
Zacznijmy od tego, że największy wpływ na poczucie własnej wartości mają osobiste doświadczenia, kontekst rodzinny, w którym dorastamy, oraz sytuacje, z którymi spotykamy się na naszej drodze życiowej.
Wyobraź sobie dziecko zainteresowane gotowaniem i ojca, który jest kucharzem. Jeśli ojciec będzie zachęcał syna do stawiania pierwszych kroków w kuchni, dziecko prawdopodobnie wyrośnie w przekonaniu, że ma ku temu predyspozycje. W przeciwnym wypadku, jeśli ojciec nie pozwoli synowi zbliżać się do kuchni, jeśli będzie wytykał każdy mały błąd, może to mieć jedynie negatywne konsekwencje dla poczucia własnej wartości dziecka, które prawdopodobnie uzna, że nie ma talentu kulinarnego.
To trywialny przykład, ale ma zastosowanie na każdym ważnym etapie rozwoju w dowolnej dziedzinie. Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś, może warto zadać sobie kilka pytań: jakie były rezultaty twoich pierwszych prób wyrażenia swoich umiejętności? Czy otrzymałeś pozytywne wyrazy uznania, które pomogły ci zbudować solidne podstawy poczucia własnej wartości?
Kolejnym czynnikiem decydującym o kształtowaniu dobrej samooceny jest sposób, w jaki patrzymy na świat, schematy myślowe, które tworzymy, a w konsekwencji oczekiwania, jakie mamy wobec siebie i innych. Jeśli będziemy mierzyć nasze osiągnięcia i rzeczywistość według standardów bliskich perfekcji, będziemy raczej mało zadowoleni z tego, co robimy, a nasze poczucie własnej wartości ucierpi.
Wróćmy do przykładu naszego małego aspirującego szefa kuchni. Wyobraźmy sobie, że podejmuje pierwszą próbę upieczenia ciasta, które oczywiście nie będzie idealne. Jeśli ojciec uzna, że "ciasto mogło trochę dłużej wyrastać, ale i tak smakuje pysznie", dziecko skupi się na pozytywnych aspektach swojej pracy i znajdzie motywację do doskonalenia się. Jeśli jednak ojciec oceni, że ciasto nie wyszło tak, jak powinno, dziecko zrozumie, że jedynym akceptowalnym wynikiem jest doskonałość, a wszystko inne jest porażką. Taki standard samooceny może mieć jedynie negatywny wpływ na poczucie własnej wartości.
"Możesz odkryć swoje najlepsze strony, pokonując trudną drogę strachu, dyskomfortu, niepokoju, a czasem nawet paniki. Nie musisz ich traktować jak wrogów, których należy wyeliminować dlatego, że kiedy próbowałeś, zetknąłeś się z porażką, frustracją, poczuciem bezradności, jak ktoś, kto odbija się od gumowej ściany i ląduje z powrotem tam, gdzie był, jeśli nie dalej".
Nie wiem, czy zauważyłeś, że standardy samooceny, które przyjmujemy, są często bardziej rygorystyczne i bezlitosne niż kryteria, według których oceniają nas inni.
Oczywiście oprócz doświadczeń nasze przekonania na temat rzeczywistości są również kształtowane przez warunki, w których dorastamy, oraz wartości przekazywane nam przez otaczających nas ludzi.
Wśród moich pacjentów było wielu, którzy wychowywali się w biednych rodzinach, a ich rodzice ponosili liczne wyrzeczenia. Jako dorośli, nawet po osiągnięciu pewnej stabilizacji finansowej, pacjenci ci mieli trudność z pozwalaniem sobie na jakąkolwiek gratyfikację. Zgodnie z ich systemem wartości otrzymywanie nagrody było niedopuszczalne - bez względu na to, jakie rezultaty osiągnęli, czuli, że na nią nie zasłużyli, ponieważ żaden wysiłek nie mógł się równać z poświęceniem ich rodziców.
Być może i ty odziedziczyłeś system wartości oparty na rygorystycznej etyce lub nauczono cię, że coś innego powinno być na pierwszym miejscu w życiu: miłość, poczucie spełnienia, zaspokajanie pragnień... Pamiętaj, że ta perspektywa miała również wpływ - i prawdopodobnie nadal ma - na twoją samoocenę.
Do tej pory wydawałoby się, że środowisko, w którym dorastamy, ma kluczowe znaczenie dla naszego rozwoju. W rzeczywistości istnieje jeszcze jeden czynnik, który wpływa na naszą samoocenę i jest prawdopodobnie najważniejszy. Chodzi o umiejętność przepracowywania i redefiniowania naszych doświadczeń i przekonań. Mowa o możliwości kwestionowania wszystkiego - przeszłych doświadczeń i schematów myślowych, a także przepisania naszej historii. W życiu zdarzają się liczne doświadczenia, które mogą odcisnąć na nas piętno, ale nie jesteśmy biernymi podmiotami, możemy zmieniać bieg rzeczy.
Pomyślmy o naszym małym aspirującym kucharzu: jeśli jego ojciec zaszczepi w nim pewność siebie i pozytywne nastawienie, dziecko z pewnością będzie miało łatwiej. Ale nawet gdyby ojciec podkopał jego poczucie własnej wartości negatywną i roszczeniową postawą, los dziecka nie byłby przesądzony. Jeśli znajdzie siłę, by stawić czoła temu wzorcowi, zrozumie, że sztywne standardy, które nosi w sobie, są szkodliwe, będzie dla siebie bardziej wyrozumiałe i pozwoli sobie w pełni rozwinąć swoje umiejętności w kuchni, nadal będzie mogło spełniać marzenia.
Powyższa opowieść brzmi jak historia typowego uczestnika MasterChefa, ale zapewniam, że nie jest to aż tak niezwykła podróż. Dzięki umiejętności samodefiniowania możemy przejąć kontrolę nad swoim życiem. To właśnie takie zaproszenie mistrz kieruje do młodego człowieka w opowieści zen.
"Strach, dyskomfort i lęk mówią coś o tobie, o twoim świecie emocjonalnym; sugerują, że trzeba czemuś stawić czoła, a może nawet coś zmienić. Przedstawiają pewne przesłania, próbę twojego wewnętrznego świata, żeby ci coś powiedzieć głośno i dobitnie; wsłuchaj się w ten głos".
A zatem poczucie własnej wartości zależy od oceny, jaką człowiek wystawia samemu sobie, jest osądem, który zależy od kontekstu i doświadczeń, a także od indywidualnych czynników wewnętrznych. Do tej pory skupialiśmy się głównie na pierwszych z wymienionych powyżej aspektów, ale teraz spróbujmy zwrócić uwagę na to, co dzieje się w naszych umysłach. Z tej perspektywy pewność siebie jest wynikiem rozgrywki między dwiema siłami: "ja" realnym i "ja" idealnym.
"Ja" realne to obraz, jaki mamy na swój temat - jak postrzegamy siebie, jakie zdolności dostrzegamy oraz jakie cele uważamy za możliwe do osiągnięcia. "Ja" idealne to z kolei obraz tego, kim chcielibyśmy być; celów, które chcielibyśmy osiągnąć; drogi, którą chcielibyśmy obrać. Obecność idealnego "ja" jest bardzo ważna dla naszego rozwoju, ponieważ pomaga nam realizować projekty i dążyć do celu, motywując nas do wzrastania i samodoskonalenia. Może być jednak również źródłem niezadowolenia i cierpienia, jeśli odczuwamy zbyt duży dystans między "ja" idealnym a "ja" realnym.
Być może doświadczyłeś wyczerpującej frustracji, która pojawia się, gdy nasze aspiracje wydają się nieosiągalnymi mrzonkami. Jeśli przepaść między tym, kim jesteśmy, a tym, kim chcemy być, jest zbyt duża, doświadczamy głębokiego poczucia nieadekwatności, a w konsekwencji nasza samoocena będzie niska. Jeśli jednak rozbieżność między oczekiwaniami a rzeczywistością jest niewielka, nasze poczucie własnej wartości na tym skorzysta.
Skąd bierze się "ja" idealne? Jak powstaje? I dlaczego jest tak ważne dla prawidłowego postrzegania realnego "ja"?
By odpowiedzieć na te pytania, opowiem historię kolejnej pacjentki, Arianny, kobiety, która wychowała się w bogatej i odnoszącej sukcesy rodzinie. Jej rodzice byli bardzo szanowani: ojciec był ordynatorem, a matka - prawniczką. Jako dziecko Arianna była nimi zachwycona, uważała ich niemal za bóstwa.
"Chciałam być jak mama i tata - mówiła. - Chciałam zasłużyć na ich miłość, udowodnić, że jestem ich godna. Ale w głębi duszy bałam się, że jeśli zawiodę, przestaną mnie kochać".
Jej idealne "ja" było silnie ukształtowane przez dynamikę emocjonalną. Arianna była przekonana, że musi naśladować rodziców, aby zdobyć ich miłość, i była pewna, że jeśli zawiedzie, spotka ją kara i zostanie porzucona. I w taki sposób stała się skrupulatną, wymagającą od siebie perfekcjonistką. Ukończyła prawo z wyróżnieniem i została zatrudniona w prestiżowej kancelarii, jak jej matka. Jednak wraz z sukcesami rosło również niezadowolenie i poczucie nieadekwatności. Idealne "ja" Arianny miało tak wygórowane oczekiwania, że żaden rezultat nie mógł jej usatysfakcjonować. Aż pewnego dnia atak paniki zmusił kobietę do zastanowienia się i podjęcia terapii. Zrozumiała, że ta nieustająca pogoń za "ja" idealnym prowadzi do samozniszczenia, i stopniowo zaczęła kwestionować swoje schematy myślowe.
Na przykład Arianna nie była zdolna do samouwielbienia - każde ustępstwo na rzecz wrażliwości było dla niej niewybaczalne. Jej pierwszym wielkim osiągnięciem było zaakceptowanie słabości i porażek jako naturalnych składowych życia. Jeśli wcześniej nawet najmniejszy błąd zasługiwał na najsurowszą karę, z czasem system osądzania stał się bardziej obiektywny i łagodny.
"W zeszłym tygodniu przegrałam proces - powiedziała mi pewnego dnia. - Do niedawna nie zmrużyłabym oka w nocy. Spędziłabym niezliczone godziny, analizując każdy etap swojej pracy, i znalazłabym tysiące wad. Teraz po raz pierwszy widzę również inne zmienne czynniki: innych prawników, sędziego, świadków. Być może mogłabym podjąć inne decyzje, ale nie jestem pewna, czy wynik procesu uległby zmianie. I przede wszystkim przestałam się zastanawiać, co moja matka zrobiłaby na moim miejscu".
Dzięki tej nowo ukształtowanej świadomości Ariannie udało się krok po kroku na nowo zdefiniować swoje "ja" idealne, pozbawiając je wszelkich roszczeń do perfekcji. "Robię, co mogę, ale mam ograniczone zasoby energii fizycznej i emocjonalnej, które mogę poświęcić danej sprawie. Mimo to nie czuję się gorsza ani mniej kompetentna jako prawniczka. Obsesyjne dążenie do perfekcji nie zawsze miało pozytywny wpływ na moją pracę".
"Dlaczego cierpisz?
Dlaczego ciągle robisz to, co sprawia ci ból?
Z powodu niemożności zdystansowania się od samodestrukcyjnych przekonań: "Zawsze tak myślałem, zawsze tak postępowałem, zawsze tak się zachowywałem, zawsze tak reagowałem". Zmiana jest konieczną, czasem bolesną drogą do osiągnięcia wewnętrznej równowagi i pogodzenia się z prawdziwymi emocjami. Będziemy uzbrojeni w odwagę, cierpliwość i dobrą wolę".
Arianna podała w wątpliwość swoje "ja" idealne, umniejszyła jego znaczenie i w ten sposób w końcu lepiej zrozumiała swoje "ja" realne. Ku swojemu zdziwieniu odkryła na przykład, że ma talent artystyczny. Nigdy nie zajmowała się sztuką, ponieważ nie była to pasja jej rodziców, ale po rozpoczęciu kursu malarstwa zdała sobie sprawę, że warto rozwijać również i te umiejętności. Wszystko to pozwoliło jej zyskać spokój i poczucie własnej wartości.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki