Prolog
Prolog
Miło nam, że masz w rękach tę książkę. Naprawdę liczymy, że nie tylko ci
się spodoba, ale także że dzięki niej poszerzysz wiedzę na temat ADHD u dorosłych. Przede wszystkim jednak mamy nadzieję, że zmniejszy twoje
poczucie osamotnienia -?lub odmienności -?jeśli masz ADHD (lub je u siebie podejrzewasz).
Mamy szczęście należeć do ogromnej, wspierającej sieci dorosłych z ADHD.
Zanim opowiemy ci więcej o tym zaburzeniu, wyjaśnimy, jak się w niej
znaleźliśmy.
Prawdopodobnie najlepiej znani jesteśmy z podcastu pod tytułem "ADHD
Adults", który publikujemy raz w tygodniu wspólnie z niezrównaną Panią
AuDHD. Staramy się w nim wyjaśnić ustalenia naukowe i dowody dotyczące
ADHD, porównując je z własnymi doświadczeniami. Dużo miejsca poświęcamy
stygmatyzacji, mitom i nieporozumieniom obecnym w sieci. Założyliśmy
również niewielką organizację dobroczynną ADHDadultUK, przeznaczoną dla
wszystkich osób pragnących wspierać dorosłych z ADHD.
Oprócz współpracy przy podcaście i organizacji dobroczynnej od wielu lat
łączy nas przyjaźń i nauka. Doszliśmy do wniosku, że zanim opowiemy o naszym partnerstwie i przyczynach, dla których chcemy zapewnić wsparcie
społeczności osób z ADHD dowodzeniem i współczuciem, przedstawimy własne
historie.
Historia Jamesa
Do diagnozy ADHD nie doszedłem szczególnie typową drogą, o ile taka w ogóle istnieje. Gdy zerknę wystarczająco daleko w przeszłość,
przypominam sobie, jak na początku lat 80. XX wieku, kiedy mieszkaliśmy
w wiejskiej części Shropshire, lekarz rodzinny powiedział mojej mamie:
"Proszę się nie martwić, pani Brown, pani syn jest zbyt ruchliwy, ale z tego wyrośnie". Najwyraźniej nie była to prawda -?to znaczy część "ale z tego wyrośnie".
W dzieciństwie byłem wyraźnie nadruchliwy, co nie zmieniło się do dziś.
Nadal nie potrafię siedzieć spokojnie podczas rozmowy telefonicznej, a gdy jestem u mamy i rozmawiam z nią, wstaję i zaczynam się przechadzać.
Przez większość życia odczuwałem swoją odmienność. Zawsze, szczególnie w dzieciństwie i w okresie dorastania, wydawałem się sobie "inny". Moja
skłonność do zadowalania innych oznaczała częste kłopoty, zawieszenia, a kilka razy nawet areszt. A wszystko to przez desperackie pragnienie, by
się nie odróżniać od koleżanek i kolegów.
Z perspektywy czasu stwierdzam, że chyba nie miałem odpowiednich
znajomych. Byłem inteligentnym dzieckiem, w wieku siedmiu lat potrafiłem
czytać jak dwunastolatek, co zresztą się nie zmieniło pomimo dojrzałego
wieku czterdziestu dziewięciu lat. Większość moich świadectw szkolnych
zawierała jednak wzmianki o potrzebie większej koncentracji, braku
wykorzystywania zdolności i o tym, że gdybym "przysiadł fałdów",
osiągałbym świetne wyniki. Oczywiście nic z tego się nie ziściło. Teraz
rozumiem, że po prostu miałem niezdiagnozowane ADHD. Dociera do mnie
także, że właśnie z tamtego okresu osamotnienia i poczucia odmienności
wywodzi się moja niechęć do siebie.
Inteligencja nie przekładała się na wyniki w nauce. Pomimo wytężonej
pracy, by zrobić doktorat i zostać nauczycielem akademickim, w szkole
miałem przeciętne stopnie, które w owym czasie nie pozwoliły mi się
dostać na uczelnię. Początkowo zdecydowałem się zostać pielęgniarzem.
Nie tylko kiepsko mi szło, ale także z perspektywy czasu stwierdzam, że
na szczęście przed uzyskaniem dyplomu z pielęgniarstwa złamałem
kręgosłup, co doprowadziło mnie do dyplomu z nauk biomedycznych.
Zawsze fascynowała mnie biologia, a jedyną książką, którą regularnie
czytywałem w dzieciństwie, była ilustrowana encyklopedia zdrowia i chorób. Dzięki temu w wieku siedmiu lat umiałem wyjaśnić, czym jest
bliznowiec (aż dziwne, że nie zyskałem tym przyjaciół). Właśnie ta
miłość do biologii pozwoliła mi ją studiować. Interesowała mnie nauka o ludzkim ciele.
Kiedy po uzyskaniu tytułu doktora zostałem badaczem, nieszczególnie
radziłem sobie z tym, z czym musi sobie radzić większość badaczy, czyli
z prowadzeniem eksperymentów i pisaniem wniosków o fundusze lub
artykułów naukowych. Choć większość badaczy specjalizuje się w jednej
dziedzinie, ja miałem ich sześć czy siedem, ciągle skakałem z tematu na
temat, ponieważ interesowała mnie każda "błyskotka". To właśnie
doprowadziło mnie do tej książki.
Któregoś dnia zadzwonili do mnie z BBC z pytaniem, czy zastąpię
naukowca, który zrezygnował z udziału w programie zatytułowanym "The
Truth About Fat". Ponieważ nagrania poszły całkiem nieźle, zaczęły się
pojawiać kolejne programy, dzięki czemu szybko z nieszczęśliwego
naukowca stałem się szczęśliwym propagatorem wiedzy.
Mniej więcej w tym samym czasie niespodziewanie zmieniło się moje
postrzeganie własnej tożsamości i przyczyn odmienności. Choć mogę się
nieco mijać z prawdą, w dniu otrzymania diagnozy ADHD Alex zadzwonił do
mnie z mniej więcej taką informacją: "Właśnie stwierdzono u mnie ADHD, a przecież u ciebie jest ono znacznie bardziej nasilone niż u mnie!".
Awansowałem właśnie na stanowisko starszego wykładowcy w dziedzinie nauk
biomedycznych. Nauczałem neurofizjologii. Choć przyznaję się do tego nie
bez wstydu, nie miałem pojęcia, że ADHD może występować u dorosłych.
Podobnie jak wielu ludziom wydawało mi się, że występuje ono u chłopców
w wieku szkolnym, którzy w pewnym stopniu z tego wyrastają. Tuż po
szczerej rozmowie z Alexem wypełniłem internetowy kwestionariusz ASRS
(Adult ADHD Self-report Scale). Uzyskana odpowiedź zdecydowanie
sugerowała występowanie u mnie objawów ADHD. Przez kilka lat w związku z tą informacją nie tylko nie podjąłem dalszych kroków, ale nawet pomogłem
koledze w uzyskaniu diagnozy, podpowiadając, że z dużym
prawdopodobieństwem ma ADHD. Dopiero później zadbałem o siebie. W pewnym
sensie to opis moich cech: pomóż innym -?nie pomagaj sobie.
Do uzyskania diagnozy nie dążyłem z dwóch głównych powodów. Przede
wszystkim wydawało mi się, że "dobrze sobie radzę w życiu". Właśnie
dostałem awans, który często jest miarą sukcesu. Byłem powiernikiem
najstarszej na świecie organizacji zajmującej się badaniami nad
starzeniem się, w obrębie uczelni pełniłem wiele funkcji na wyższym
szczeblu. Patrząc jednak wstecz, była to ciągła walka. Byłem w kiepskiej
kondycji psychicznej, poza pracą miałem niewiele życia, moje relacje z Panią AuDHD (moją anielsko cierpliwą żoną) bywały napięte, a ja sam
czułem się strasznie nieszczęśliwy.
Drugim powodem, dla którego nie myślałem o poddaniu się badaniom pod
kątem ADHD, była moja niechęć do lekarstw. Choć może się to wydawać
śmieszne, pomimo niewiarygodnie niskiego poczucia własnej wartości,
które najczęściej każe mi siebie nienawidzić, obawiałem się, że leki na
ADHD mnie "zmienią". Kiedy teraz czytam te słowa, wydają mi się
absurdem.
Zmianę przyniósł drugi krajowy lockdown podczas pandemii COVID-19.
Ponieważ wszystkie zajęcia na uczelni odbywały się zdalnie, a wszystkie
wykłady trzeba było opracować od nowa, odświeżyć i wygłosić wirtualnie
przy użyciu domowego komputera, praca pochłaniała cały mój czas.
Pracowałem po dziesięć godzin dziennie, co ostatecznie doprowadziło do
wypalenia.
Przez trzy miesiące Alex, Pani AuDHD i wspaniały kolega z pracy Eric
(któremu podsunąłem sugestię uzyskania diagnozy) wielokrotnie mi
powtarzali, że ja też muszę postarać się o diagnozę i że mam problem.
Myślałem wyłącznie o pracy, o zadowoleniu studentów i pracodawcy. Nie
umiałem przestać, dopóki nie skończę. Pierwszy dzień po zakończeniu tego
trymestru przyniósł załamanie. Czułem pustkę psychiczną i fizyczną.
Teraz wiem, że to wypalenie. Kiedy zniknęła adrenalina napędzająca mnie
przez trzy miesiące, zbiornik był pusty. To wywołało kryzys psychiczny,
którego kulminacją było spędzanie pierwszego dnia Bożego Narodzenia na
sofie ze wzrokiem wbitym w ścianę pośród rozmyślań, że bardzo nie chce
mi się już żyć. To był punkt zwrotny. Po Nowym Roku zacząłem sprawdzać,
jak uzyskać diagnozę ADHD. Ponieważ wiedziałem już, że kolejka jest
bardzo długa, zdecydowałem się poddać badaniom prywatnie przy wsparciu
finansowym mojej mamy.
2 lutego 2021 roku zdiagnozowano u mnie ADHD. Jest to prawdopodobnie
najważniejsza data w moim życiu, nawet biorąc pod uwagę urodziny,
zakończenia studiów i dzień ślubu. Od tej pory wszystko uległo zmianie.
To pozwoliło mi dostrzec wszystkie życiowe zdarzenia z innej
perspektywy. Zmieniło moje postrzeganie przeszłości. Zrozumiałem, że
sytuacje, w których oskarżałem się o "lenistwo", "zawodność" czy
"nieprzydatność", miały określony powód. Pomogło także mnie samemu i pani AuDHD spojrzeć na problemy w związku i zrozumieć, że też z czegoś
wynikają. No i dało mi przyszłość.
Jeszcze przed dwoma miesiącami nie widziałem dla siebie przyszłości. I wcale jej nie chciałem. Pragnąłem, by w świecie otwarła się ogromna
dziura i mnie wchłonęła. Teraz zaś widzę, że mam przed sobą przyszłość.
Od czasu diagnozy i udziału w założeniu organizacji ADHDadultUK oraz
tworzeniu podcastu "The ADHD Adults" moje życie ma cel. Dzięki
posiadanej obecnie wiedzy na temat ADHD, codziennemu poświęcaniu sporej
ilości czasu na zdobywanie informacji na temat biologicznych,
psychologicznych i neurofizjologicznych czynników ADHD oraz własnym
doświadczeniom umiem pomagać innym osobom z ADHD. W chwili diagnozy nie
miałem dostępu do takiego wsparcia.
Po diagnozie odbyliśmy z Alexem rozmowę. Zgodnie stwierdziliśmy, że
oprócz beznamiętnych, ogólnych porad jest bardzo mało zasobów, które
mogłyby pomóc osobom z ADHD zrozumieć siebie, wyjaśnić to zaburzenie
partnerom lub współpracownikom, a nawet radzić sobie z objawami. Zgodnie
uznaliśmy także, że chcemy to zmienić.
Mam nadzieję, że jeśli za kilka lat nadal będę wśród żywych, zobaczę, że
ta diagnoza, te zmiany, jakie wywołała nie tylko w moim życiu jako
takim, ale także w tym zawodowym oraz, mam nadzieję, we współpracy z Alexem, Panią AuDHD i innymi, w tym przy tej książce, pomagają ludziom
żyjącym z ADHD. Dla mnie oznacza to, że warto było przejść to wszystko -
zmagania, problemy z nadużywaniem substancji psychoaktywnych, kryzysy
psychiczne i wszystkie inne. Nawet gdybym pomógł tylko jednej osobie, i tak było warto.
Opowieść Alexa
ADHD zdiagnozowano u mnie po trzydziestce. Później na pytanie, czy z perspektywy czasu było to oczywiste, mama w pierwszej chwili
odpowiedziała, że nie. Po chwili namysłu zmieniła jednak zdanie, mówiąc:
"Czuliśmy, że coś jest nie w porządku". To jeden z moich ulubionych
cytatów.
Należę do osób, które dobrze opisuje wyrażenie "żyje z leczonym ADHD, z którym sobie radzi i na które dostaje wsparcie". Nadal mam w sobie
bałagan, ale to mój bałagan. Nie sądzę, by moja opowieść zawierała wiele
elementów, których zupełnie nie znają inne osoby zdiagnozowane w wieku
dorosłym. W szkole nie byłem łobuzem (albo nikt mnie nigdy nie
przyłapał), dzięki czemu nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Nie krzyczałem,
nie rozbijałem różnych rzeczy, nie robiłem zamieszania. Byłem tylko
smutny.
Niemal każda chwila w szkole średniej była powolną, męczącą torturą
nudy. Byłem "niespokojny" i "rozkojarzony". Nie miałem pojęcia, skąd
wszyscy wiedzieli, że mamy mieć strój na WF, przynieść podręcznik lub
odrobić pracę domową. To wszystko mnie zaskakiwało -?a poza tym tylko
jeden Bóg wie, jak bardzo się nudziłem (poza jakimiś dramatami lub
nadzwyczaj rzadkimi chwilami klasowych aktywności). Naprawdę nie miałem
pojęcia, że inni uczniowie nie odczuwali prawdziwej, obezwładniającej
tortury nudy. Zakładałem, że u wszystkich jest tak samo, a ja po prostu
jestem słaby. Powtarzałem sobie, że to kwestia silnej woli. Wada
charakteru. Zawsze wiedziałem, że jestem inny. Ale przecież wszyscy tak
mówią, prawda?
W okresie dorastania moja rodzina miała (i nadal ma) bardzo "dużo
energii". Zwróćcie uwagę, że NIGDY nie diagnozuję nikogo bez jego
wyraźnej zgody. Chcę tylko powiedzieć, że w mojej rodzinie w odniesieniu
do zachowania mocno (z czego teraz zdaję sobie sprawę) związanego z ADHD
często padało "ale wszyscy tak mają".
Dla moich krewnych wiele z występujących u mnie objawów ADHD, od
nadpobudliwości po nudę i ogólne "szaleństwo", było całkowitą normą.
Choć wiedziałem, że to nie jest typowe, z perspektywy czasu sądzę, że po
prostu uznawałem swoją rodzinę za normalną, a resztę ludzi za nieco
nudną. Dorastałem w rodzinie przyjaznej ADHD. Jedną z największych
pochwał, jakimi mogę obdarzyć rodziców i braci, jest stwierdzenie, że w domu miałem poczucie bezpieczeństwa. Nadal w ich towarzystwie czuję się
bezpiecznie. I to pomimo ich wielu, bardzo wielu wad. Muszę to dodać, bo
inaczej pomyślą, że jestem chory.
Całkiem inaczej było poza domem. Bardzo wcześnie zorientowałem się, że
coś jest ze mną nie tak. Wiedziałem, że jestem inteligentny, bo
pięciolatkom często się to mówi. Miałem jednak (i nadal mam) problem z podstawowymi elementami życia. Nie umiałem na przykład siedzieć bez
ruchu ani się skupić. Nawet najdrobniejsze rzeczy wywoływały mój ogromny
entuzjazm lub skłaniały mnie do nieutulonego płaczu. Nawet w głębi ducha
mówiłem sobie: "Alex, to trochę za dużo". Czułem się załamany. Czasem
nazywałem to "zaburzeniem Pinokia", ponieważ ciągle pytałem: "Czemu nie
jestem prawdziwym chłopcem?".
Nigdy nie czułem się szczególnie twórczy. Studiowałem biologię, bo tak
nazywał się jeden z moich przedmiotów szkolnych. Nie poświęcałem temu
więcej uwagi. A w szkole wybrałem właśnie te przedmioty, bo tak zrobili
moi bracia. Nigdy nie zadawałem sobie pytania, czy naprawdę mnie to
interesuje. Nie wiedziałem, bo nigdy nie udało mi się dłużej czymś
interesować. Dostałem dobrą ocenę, ponieważ przekonałem swój mózg, że
rozumienie danego przedmiotu między kolejnymi wykładami przyniesie mi
nagrodę w sensie psychicznym, bo wszystkim wydam się bystry. Tytuł
doktora uzyskałem dzięki desperackiej chęci dodania go przed nazwiskiem
-?"doktor Conner".
Dużo mnie to kosztowało. Zanim skończyłem dwadzieścia sześć lat,
ożeniłem się i miałem dziecko. Odnosiłem sukcesy jako naukowiec, bez
ironii nazywany złotym dzieckiem, a mimo to poważnie rozważałem
samobójstwo.
Nic nie wydawało się prawdziwe. Czekałem, aż stanę się prawdziwym
chłopcem.
Z tym samopoczuciem radziłem sobie, przede wszystkim pijąc. Alkohol był
ważnym elementem mojego życia od wieku około czternastu czy piętnastu
lat do ostatniego drinka wypitego pod koniec roku 2022. Teraz jestem
dumny, słysząc, że moja opowieść o uwolnieniu się od picia -?z powodu
panującego w domu niepokoju o godzinie 17:00 (który różnych ludzi dopada
o różnej porze) -?pomogła im uzyskać pomoc i wytrzeźwieć. Nieważne, co
rzucamy (w moim przypadku były to także inne nałogi).
Rzucenie nałogu wynikającego z ADHD jest trudne. Mam wrażenie, że nieco
odbiega od innych uzależnień. Jeśli zdołam pomóc w rzuceniu nałogu
choćby jednej osobie, będzie warto. Oczywiście o ile moje żarty nie
skłonią do picia innych, co byłoby zdecydowanie gorsze.
Przez całe życie byłem diagnozowany (nie zawsze poprawnie), wyśmiewany
za podejrzenia, że coś jest ze mną nie tak, a później chwalony za
nałożoną maskę. Wiedziałem, że to wcale do mnie nie pasuje, ale nie
znałem właściwego wyjaśnienia.
Teraz, dzięki profilowi osoby zainteresowanej ADHD, wydaje mi się,
jakbym nagle umiał opisać mój umysł, co pozwala mi się lepiej poczuć ze
sobą. Całe życie przyklejałem sobie etykietkę osoby "leniwej" i "niepoważnej". Słyszałem, że mam ogromny potencjał (jeśli tylko się
przyłożę). Mówiono mi, że mam problem z nałogami (to prawda) i że go nie
mam (a przecież go mam). Niektórzy twierdzili, że powinienem być sobą -
a przecież kiedy zdejmę maskę, słyszę, że wpadam "w to całe ADHD", przez
co maska wraca na swoje miejsce. Lekarze określają mnie mianami:
"dwubiegunowy", "przygnębiony", "lękowy" i "neurotyczny".
Najgorsze jednak etykiety, najboleśniejsze i najbardziej krzywdzące,
przyklejam sobie sam. Istnieje ogromna różnica między rozumową
akceptacją naszego ADHD a dłuższym, znacznie powolniejszym procesem
emocjonalnej akceptacji tego faktu. Celem jest to drugie. Dlatego
wybieram łatkę ADHD. Wybieram ją, bo oznacza, że mogę w taki czy inny
sposób odpuścić jej bolesne aspekty. Że mogę planować przyszłość z ADHD
-?to zaś stwarza mnóstwo możliwości.
W odpowiedzi na często zadawane pytanie "po co ci ta łatka?" powtarzam,
że i tak zewsząd docierają do nas różne łatki. Moim zdaniem trzeba
odrzucać te, które ograniczają nasz świat, ale te, które go poszerzają,
bywają zdrowe. Przede wszystkim jednak musimy sami wybrać łatkę dla
siebie.
Oczekiwania i ograniczenia społeczne nie pomagają w ADHD, ale zarazem
nie wynika ono ze społeczeństwa. To zaburzenie, które ogranicza moje
wyniki pomimo posiadanych zdolności, talentów, uprzywilejowanej pozycji
i planów. Przy właściwym wsparciu i terapii większość tych ograniczeń
można złagodzić do poziomu, na którym dogadam się z własnym mózgiem.
Kiedy osiągnę stan spokojnej dzikości.
Uwaga od nas obu
Spotkaliśmy się przed uzyskaniem diagnozy. James właśnie poznał naszą
obecną współprowadzącą i siłę napędową organizacji dobroczynnej Sam
(swoją żonę, czyli Panią AuDHD), a Alex zaczął się spotykać ze studentką
prawa poznaną podczas badań nad ADHD (w swej nieświadomości nie mając
pojęcia, że sam ma ADHD). Doskonale się dogadywaliśmy, głównie przy
użyciu obelg.
Alex właśnie przeniósł się do Warwick, gdzie objął stanowisko adiunkta
na uczelni medycznej, a teraz prowadził rozmowę kwalifikacyjną w poszukiwaniu nowego naukowca, który miał dołączyć do zespołu. Jednym z kandydatów był James. Otrzymał to stanowisko i od tamtej pory pracujemy
razem. Łączy nas także dość nonszalanckie podejście do życia zawodowego,
które (jak się okazuje), można było zdiagnozować. Pewne zadania szły nam
doskonale, ale tak łatwo się rozpraszaliśmy, że wspólnie opublikowaliśmy
około dziesięciu artykułów, w których trudno było dostrzec powiązania.
Kiedy James zdał sobie sprawę, że musi przyjąć do wiadomości swoje
prawdopodobne ADHD, a Alex mógł się z nim podzielić odrobiną takiego
doświadczenia, pierwszy z nich bezzwłocznie zaczął szerzyć świadomość i mówić o potrzebie wsparcia. Alex twierdzi, że obserwacja tych działań
Jamesa zainspirowała go do ujawnienia swojego ADHD, dzięki czemu
zaczęliśmy rozpowszechniać nasze doświadczenia, łącząc je z zawodową
umiejętnością wyjaśnienia podstaw naukowych ADHD szerszej grupie osób.
Czytaliśmy, słyszeliśmy i oglądaliśmy wiele rzeczy, które zupełnie nie
odzwierciedlały realiów naszego życia z ADHD. Warto tu wymienić takie
mity, jak złagodzenie objawów z wiekiem, doniesienia o naszej
niewiarygodnej kreatywności lub dowody z czytanych przez nas artykułów
naukowych. Potrzebowaliśmy materiałów zrównoważonych, skierowanych do
dorosłych z ADHD i rzetelnych. I dlatego właśnie takie stworzyliśmy.
W pewnej chwili James (a wiemy, że to był on, bo sprawdziliśmy to w tekstach) zasugerował nagrywanie naszych rozmów poświęconych ADHD w postaci podcastu, ponieważ dużo się śmialiśmy, ale zarazem zdobywaliśmy
też pewną wiedzę. Niedługo później narodził się podcast "The ADHD
Adults". Alex miał zarejestrować witrynę pod nazwą "Adult ADHD UK", coś
pomylił i przypadkiem zarejestrował ADHDadultUK. Wprowadziliśmy także
Sam -?po części dlatego, że to ona wykonuje całą pracę na rzecz
organizacji dobroczynnej, po części jako pewną odmianę w podcaście
prowadzonym przez dwóch białych mężczyzn w średnim wieku, a po części
dlatego, że pragnęliśmy pokazać słuchaczom, iż zawsze jest ktoś, czyje
objawy ADHD są bardziej nasilone. Sprawdziliśmy to -?wolno nam tak
mówić!
Od tamtej pory podcast "The ADHD Adults" zdobył ponad pięć milionów
słuchaczy. Na całym świecie wygłaszamy prelekcje dotyczące ADHD, a organizację dobroczynną ADHDadultUK włączyliśmy w skład centrum wsparcia
dla dorosłych, którzy mają ADHD (lub tak im się wydaje) i potrzebują
wskazówek opartych na dowodach. Tworzymy również rosnącą społeczność
osób niezbyt miło, lecz trafnie, określaną "chaotyczne szaleństwo
wiewiórek".
Wspiera nas mnóstwo ludzi. Liczymy, że nasza książka zapewni więcej
amunicji do publicznych wystąpień na rzecz naszej społeczności.
Rozdział 1. Czym jest ADHD?
Rozdział 1
Czym jest ADHD?
Jeśli ktoś kupi tę książkę, może się obawiać, że tak właściwie nie zna
odpowiedzi na to pytanie. Prawda jest jednak taka, że istnieje mnóstwo
odpowiedzi. Dla wielu osób poprawnym, choć nieszczególnie przydatnym
punktem wyjścia jest stwierdzenie "prawdopodobnie nie tym, co myślisz".
Z całą pewnością wiemy, że mnóstwo ludzi w ogóle nie ma pojęcia o istnieniu ADHD u dorosłych1. A wielu z tych, którzy mają taką
świadomość, wierzy w mity i błędne przekonania na temat ADHD, na
przykład że "ADHD to po prostu zaburzenie występujące u niegrzecznych
chłopców". Ze względu na wszystkich czytelników, którzy nie są ani
niegrzeczni, ani młodzi, ani nawet nie są chłopcami, tym mitom
poświęcimy trochę czasu w rozdziale 4.
Przejawy ADHD (obecnie) dzieli się na dwa rodzaje: niedobór uwagi i nadruchliwość/impulsywność. Diagnoza uwzględnia około dziewięciu objawów
niedoboru uwagi i dziewięciu nadruchliwości/impulsywności. Choć istnieją
także inne listy objawów, większość ludzi posługuje się wykazem
zamieszczonym w podręczniku Kryteria diagnostyczne zaburzeń
psychicznych (The Diagnostic and Statistical Manual of Mental
Disorders)2, używanym przez personel medyczny w USA i na
całym świecie (więcej informacji na ten temat zawiera rozdział 6).
Oznacza to, że można otrzymać rozpoznanie na podstawie jednego z trzech
"smaków" ADHD. Diagnoza może wspominać wyłącznie o ADHD z niedoborem
uwagi (do niedawna zwanym ADD, czasem opisywanym także jako postać z niedoborem uwagi). Może (choć niezbyt często) mówić o typie (postaci)
wyłącznie nadruchliwym/impulsywnym. Trzecią, a zarazem
najpowszechniejszą postacią jest połączenie obu tych rodzajów, czyli
postać mieszana ADHD. Znacznie więcej informacji o różnych rodzajach
ADHD i sposobach diagnostyki zawiera rozdział 6.
Jeśli należysz do osób czytających prologi, wiesz już, że obaj mamy
postać mieszaną ADHD. Jesteśmy w dobrym towarzystwie, ponieważ tę postać
zaburzenia (schorzenia lub odmienności -?oczywiście wybierz słowo, które
najlepiej opisuje twoje ADHD) ma mniej więcej połowa dorosłych z ADHD (a prawdopodobnie więcej).
Z biegiem lat ADHD nazywano w różny sposób. W roku 1902 angielski
pediatra sir George Frederic Still nieco krytycznie nazwał dzisiejsze
ADHD "anormalnym defektem kontroli moralnej u dzieci"3, co mogło
stanowić początek stygmatyzacji ADHD. Do lat 60. XX wieku znaczną część
uwagi (wybaczcie ten głupawy żart) poświęcanej dzisiejszemu ADHD
skupiano na nadmiernej ruchliwości, a w roku 1968 do podręcznika
diagnostycznego dodano frazę "reakcja hiperkinetyczna w okresie
dzieciństwa".
Dopiero w roku 1987 oficjalnie przyjęto termin attention deficit
hyperactivity disorder (zespół nadpobudliwości ruchowej z deficytem
uwagi, czyli ADHD). Nie tylko jest on paskudny, ale także kompletnie
nieprzydatny, a mimo to najwyraźniej się przyjął. Nawet jeśli trudno w to uwierzyć, do roku 2008 nie było formalnej diagnozy ADHD u dorosłych,
choć najpewniej towarzyszyło nam ono w całym okresie ewolucji. Lekarze
najczęściej nie od razu nadążają za zmianami. Alexa zdiagnozowano w Wielkiej Brytanii już w roku 2015, ale w dokumentacji używano terminu
"zaburzenia hiperkinetyczne" zamiast ADHD.
Czekaj, o czym my właściwie mówimy? To prawda, ADHD to bzdurna nazwa.
Tak naprawdę zespół nadpobudliwości ruchowej z deficytem uwagi to jedna
z najgorszych nazw dla schorzenia, nawet w porównaniu z "zespołem obcej
ręki" czy fantastycznym "wirusem Coxackie". (Spośród innych nazw
omawianych przez nas w kontekście tego rozdziału, którym poświęciliśmy
zdecydowanie zbyt wiele czasu i uwagi, warto wymienić "chorobę syropu
klonowego" i "chorobę piątą". Bardzo łatwo nas zdekoncentrować).
Nieprzydatność nazwy "zespół nadpobudliwości ruchowej z deficytem uwagi"
wynika z wielu przyczyn. Przede wszystkim trzeba wspomnieć o bardzo
wyraźnym rozdźwięku między rozumieniem słowa w świecie medycyny a naszym. Trzeba przyznać naukowcom i (w mniejszym stopniu) lekarzom, że
"deficyt" w terminologii medycznej może w sensie technicznym oznaczać
także "upośledzenie". Jednakże dla większości zwykłych ludzi "deficyt"
oznacza brak lub "niedobór" czegoś. Tym samym słysząc, że ADHD to
deficyt uwagi, w naturalny sposób mogą oni zakładać, że osoby z ADHD
mają mniejszy zasób uwagi w porównaniu z osobami bez ADHD. A to
nieprawda i nikt nie uznawał tego za prawdę w chwili wprowadzania słowa
"deficyt" w nazwie. To nie pomogło.
Tak naprawdę jednak osoby z ADHD nie mają niedoboru uwagi, lecz raczej
problem ze skupianiem jej na właściwym zadaniu. Wszyscy ludzie mają
ograniczoną uwagę. Skupienie na każdej napotykanej informacji
doprowadziłoby nas do szaleństwa, więc w oczywisty sposób musimy
kierować uwagę na konkretne zadania (tu zadanie oznacza dowolną czynność
lub nawet proces myślowy, który pozwala nam funkcjonować lub dobrze
prosperować). Wyobraź sobie, jak wyglądałoby życie w ciągłym skupieniu -
rozpraszałoby nas każde szczeknięcie psa lub furgonetka lodziarza w okolicy (to chyba nieszczególne przykłady, bo właśnie te dwie rzeczy nas
rozpraszają).
Ludzie mają pewną kontrolę nad tym, na co decydują się zwrócić uwagę
(choć nie zawsze). My, osoby z ADHD, często mamy mniejszą zdolność
"wyboru" nie tylko tego, na co zawracamy uwagę, ale także jak długo to
robimy. Niejednokrotnie nie jest to świadoma decyzja, nasz mózg
podejmuje ją samoczynnie (nawet jeśli mieliśmy inne plany).
ADHD może znaczyć także, że kiedy się czymś zajmujemy, możemy mieć
problem z przeniesieniem uwagi na coś innego. Nie zawsze skutkuje to
mniejszą uwagą. Tak naprawdę czasami bywamy zdecydowanie bardziej
skupieni niż zwykle. Nawet za bardzo. Tym zjawiskiem hiperkoncentracji
(hyperfocus) zajmiemy się później (o ile nie zapomnimy).
Nazwa "deficyt uwagi" wydaje się utwierdzać wkurzające, uporczywe mity
dotyczące ADHD, zgodnie z którymi zawsze mamy niedobory uwagi. To
nieporozumienie nie tylko denerwuje, ale i bywa przeszkodą utrudniającą
osobie z ADHD szukanie pomocy. Wiele osób w naszej społeczności z ADHD
żyło w przekonaniu, że hiperkoncentracja wyklucza u nich diagnozę ADHD,
choć tak naprawdę stanowiła ona jej potwierdzenie.
Spójrzmy na drugi człon nazwy, czyli nadpobudliwość ruchową. I ta nazwa
niczemu nie służy. Po pierwsze mniej więcej jedna trzecia dorosłych nie
ma problemu z nadpobudliwością ani związaną z nią impulsywnością.
Właśnie dlatego ADHD czasem, szczególnie w Stanach Zjednoczonych,
określa się mianem ADD, czyli zespołu deficytu uwagi (attention deficit
disorder). W kilku artykułach badawczych zasugerowano oddzielenie
nadpobudliwości i impulsywności, by stworzyć "trójwymiarową" zamiast
obecnej "dwuwymiarowej struktury" objawów ADHD (nie znamy potencjalnego
wpływu takiego działania na nazwę. Może ADHID?).
To jeszcze nie koniec zamętu. U osób faktycznie mających problemy z nadpobudliwością i (lub) impulsywnością te objawy są często ukryte. Może
to oznaczać, że wiele osób z ADHD nie sprawia wrażenia "niespokojnych"
(jak to nieco niegrzecznie nazywa podręcznik DSM) ani nie ma problemu ze
spokojnym siedzeniem, choć takie właśnie kryteria zawiera podręcznik
diagnostyczny. Alex niezmiennie porównuje swoją wewnętrzną
nadpobudliwość do roju pszczół w głowie. Na przykład jeśli jesteś osobą,
która nie jest w stanie opalać się dłużej niż pięć minut, bo potem
musisz wstać i znaleźć sobie jakieś zajęcie, możesz mieć "wewnętrzny
niepokój ruchowy" lub może ci się wydawać, że "masz motorek". To
oczywiście tylko jeden z żartobliwych przykładów, bo niektóre osoby z ADHD uwielbiają się opalać. Jednocześnie niechęć do opalania się nie
oznacza, że musisz mieć ADHD. To właśnie jeden z problemów diagnostyki
zaburzeń będących ekstremalną postacią codzienności: bardzo trudno
znaleźć linię oddzielającą osobowość od schorzenia.
Drugi człon "nadpobudliwości ruchowej/impulsywności" może się wiązać z palącym wstydem wywołanym "niezdolnością do czekania na swoją kolej w rozmowie" lub nieustannym "przerywaniem rozmówcom". Albo nawet chęcią
takiego przerywania, skrywaną pod koniecznością powstrzymywania się
fizycznie lub psychicznie. To wszystko elementy tego zespołu, ale
przecież nie są one "nadpobudliwością ruchową". W ogóle ich nie ma w nazwie ADHD.
Tej nadzwyczaj silnej chęci przerywania i nieustannego powstrzymywania
się przed tym w ogóle nie ma w podręczniku diagnostycznym, choć naszym
zdaniem powinna się tam znaleźć, ponieważ bywa kolejną przyczyną braku
diagnozy ADHD (szczególnie u kobiet) ze względu na mocniejszą presję
kulturową, by powstrzymywać uzewnętrznioną nadpobudliwość i impulsywność. Nie tylko wskazujemy tu na nierówność płciową, by dobrze
wypaść w oczach przyjaciół, ale też jest to często prawdziwe zjawisko.
Pomimo wielu dyskusji dotyczących lepszej nazwy dla ADHD jak dotąd nie
osiągnięto powszechnego konsensu. Sugerujemy "zaburzenie regulacji
intencji i emocji", choć i tu słowo "zaburzenie" jest sporne, ponieważ
ADHD to coś pomiędzy zaburzeniem, schorzeniem a niepełnosprawnością
(czym bardziej szczegółowo zajmiemy się później). Rozważaliśmy także
"szeroko rozpowszechnione zaburzenie regulacji intencji i emocji"
(widespread emotion and intention regulation disorder), ale to daje
akronim WEIRD (czyli po angielsku: dziwny) i może przekazywać
niewłaściwy komunikat. Poważnie mówiąc, wolelibyśmy nazwę
odzwierciedlającą wyzwania związane z zamiarem podjęcia działań oraz
emocje związane z ADHD. Takie miano mogłoby się sprawdzić najlepiej,
ponieważ wiele osób nie rozumie, że nikt bardziej od nas nie pragnie móc
robić takich rzeczy. Nie pozwala nam na to mózg i zupełnie nie chodzi o siłę woli.
Być może zauważyłeś, że nazwa ADHD nie zawiera nawiązania do emocji (i właśnie dlatego znalazło się ono w zasugerowanej przez nas). Ciekawi
cię, czemu to dla nas ważne? Bo według nas to bez sensu. Nie u wszystkich osób z ADHD występuje problem ze wszystkimi trzema
elementami, tj. nadpobudliwością, impulsywnością i niedoborem uwagi.
Nawet jeśli to one są kluczowe w (dotychczasowych) kryteriach
diagnostycznych, niemal wszystkie osoby z ADHD mają problem z regulacją
emocji. Nazywa się to brakiem równowagi emocjonalnej, o czym szerzej
opowiemy w rozdziale 11, ponieważ stanowi ważny element ADHD, a jego
rozumienie ułatwia spokojne życie z naszym nietypowym mózgiem.
Oznacza to, że ADHD można tak naprawdę sprowadzić do kłopotów z regulacją trzech prostych kwestii: uwagi, emocji i hamowania. Niemal
wszystkie osoby z ADHD doświadczają wspomnianych przed chwilą problemów
z regulacją emocji. Problemy z regulacją "uwagi" ujęto w nazwie
zaburzenia (choć, pamiętaj, nie chodzi o jej niedobór). Ostatni element,
czyli "hamowanie", dotyczy naszej niezdolności, by przestać coś robić
lub o czymś myśleć (czyli hamowania myśli i działań). Przez ów brak
hamowania nasze zachowanie może być zarówno impulsywne, jak i nadpobudliwe (i właśnie dlatego w diagnozie uwzględnia się oba te
czynniki).
Można podać wiele przykładów. Możemy coś impulsywnie kupić pod wpływem
chwili (całkiem przypadkiem nazywa się to zakupami impulsywnymi) lub
angażować się w "ryzykowne zachowania seksualne" (co przypomina nazwę
wspaniałego zespołu z lat 80. XX wieku), ponieważ chwilowo zaspokaja to
naszą potrzebę nagrody. Pojęcie nagrody omówimy bardziej szczegółowo w rozdziale 10, gdyż jest nie tylko dość skomplikowane, ale także kluczowe
dla rozumienia mnóstwa naszych zachowań wynikających z ADHD.
W praktyce wszystko to oznacza częste problemy z hamowaniem naszych
reakcji psychicznych i fizycznych na wydarzenia, których się spodziewamy
(a nawet których nadejście podejrzewamy). Nazywa się to hamowaniem
czynnym. Czasem problemem jest hamowanie reakcji na wydarzenia w czasie
rzeczywistym (hamowanie bierne). Właśnie dlatego "nadpobudliwość" w nazwie ADHD uwzględnia też impulsywność. Oba te zjawiska wynikają z trudności z regulacją myśli i reakcji fizycznych.
Być może wiesz już, że w rozdziale opisującym, czym jest ADHD,
wyjaśniliśmy powód kłopotów z nazwą i podejrzanie długo omawialiśmy,
czym jest to zaburzenie. O co więc w nim chodzi?
Z perspektywy nauki o mózgu ADHD to wrodzone schorzenie neurologiczne.
Mózg nie tylko wygląda, ale i działa inaczej niż u przeciętnej osoby.
ADHD może wpływać na wiele aspektów przetwarzania informacji w mózgu
danej osoby i ich wykorzystywania. Najczęściej doświadczamy tych samych
problemów z przetwarzaniem, ale już ich postać (w kontekście
występujących objawów i ogólnego zachowania) bywa różna zależnie od
mnóstwa czynników, w tym kulturowych, biologicznych i środowiskowych. Na
przykład u jednej osoby impulsywność może się przejawiać skłonnością do
hazardu, a u drugiej większym problemem behawioralnym jest ograniczenie
zakupów pod wpływem impulsu. Oczywiście te problemy mogą występować
jednocześnie.
ADHD w dużej mierze ma podłoże genetyczne. Choć niektóre aspekty można
dobrze leczyć, uznaje się je za "nieuleczalne", ponieważ nie można go
wyleczyć i tak naprawdę nigdy nie znika. Tym samym ADHD zasadniczo jest
dożywotnim zaburzeniem neurorozwojowym. Jeśli czujesz przymus
wyjaśniania swoich problemów wynikających z ADHD w środowisku, gdzie nie
masz wystarczającego poczucia bezpieczeństwa, by mówić o nim bardziej
wprost (na przykład wobec mało przyjaznego szefa), to właśnie to
wyrażenie może się bardzo przydać. Kolejnym przydatnym opisem -
prawidłowym, ale i nieco przerażającym, dzięki czemu ten niefajny szef w swoim naturalnym środowisku nie będzie chciał narażać się na burę -?jest
zdanie "mam zaburzenie neurorozwojowe".
Podzielmy teraz ten pierwszy opis na części. "Dożywotnie" oznacza, że
zwykle się z nim rodzisz, że objawy występują od wczesnego dzieciństwa i że, niestety, to zaburzenie cię nie opuści. Jak już wspomnieliśmy,
aktualnie brak lekarstwa na ADHD (choć istnieją skuteczne terapie
pewnych jego aspektów, które znacznie bardziej szczegółowo omówimy w rozdziale 7).
Aby nie przedłużać: choć nauka dawno temu zaakceptowała dożywotni
charakter ADHD, i tak w dalszym ciągu powoduje ono ogromną dezorientację
wywołaną... no cóż... również przez naukę. Bo jak rozumieć, że według
znacznej części czytanych przez nas informacji medycznych NIE KAŻDY z ADHD w dzieciństwie ma ADHD jako osoba dorosła, a mimo to jest to
zaburzenie dożywotnie i nieuleczalne? Co prawda nie jesteśmy
matematykami, ale coś się tu nie zgadza.
Tak naprawdę znacznie bardziej prawdopodobne jest, że KAŻDY z ADHD w dzieciństwie ma to zaburzenie również jako osoba dorosła (a przynajmniej
zalicza się do osób z neuroróżnorodnością). Tym samym takie osoby albo
ukrywają (co często nazywa się maskowaniem) swoje problemy przed
światem, albo co najmniej należą do szczęściarzy, którym udało się
rozwinąć neuroróżnorodną osobowość o cechach ADHD, która nie utrudnia im
życia (choć to rzadkie zjawisko bez terapii lub wsparcia). To z kolei
każe się zastanowić w późniejszym czasie nad kolejną złożoną kwestią -
że "diagnoza" ADHD może mieć charakter medyczny i biologiczny, ale
obejmuje również subiektywny element społeczny wynikający ze szkodliwego
wpływu na konkretną osobę.
Słowo "neurorozwojowy" odnosi się do faktu, że u osób z ADHD rozwój
mózgu przebiega nieco odmiennie (i odrobinę wolniej) od przeciętnego
mózgu u ogółu społeczeństwa. Staramy się unikać stwierdzenia "w porównaniu do normalnych ludzi", bo choć sami nie zawsze się tak
czujemy, jesteśmy normalni dokładnie tak samo, jak normalni są ludzie
bardzo wysocy. Nawet jeśli dobór właściwego słowa nie zawsze jest łatwy,
słowa są ważne. Samo słowo "zaburzenie" (czy po polsku "zespół") również
może wywoływać różne opinie. Niektórym nie podoba się etykietka
zaburzenia, wolą termin "schorzenie", a w pewnych przypadkach po prostu
"odmienność".
W podręcznikach medycznych (oraz w kryteriach diagnostycznych) drugie D
w nazwie ADHD oznacza zaburzenie (ang. disorder, zespół w polskiej
nazwie), ponieważ wywiera ono trwały, poważny, negatywny wpływ na daną
osobę w więcej niż jednym aspekcie życia. ADHD jest więc zasadniczo
rozpoznaniem zaburzenia zdrowia, w którym na nasze zachowanie wpływa
wyraźna odmienność naszych mózgów od mózgów ogółu populacji w kilku
obszarach, w tym zarówno pod względem wyglądu (neuroanatomia), jak i funkcjonowania (neurofizjologia). W tej książce będziemy posługiwać się
terminem "zaburzenie", ale nigdy nie przykleimy takiej łatki komuś, kto
się z nią nie identyfikuje.
Statystyki
ADHD jest bardzo częste. Co najmniej pięciokrotnie częstsze od cukrzycy
typu 14. W badaniach oszacowano, że około 1,9 procenta dorosłych
spełnia kryteria rozpoznania ADHD5. Niektóre szacunki mówią o jeszcze wyższym odsetku, sugerując nawet 4,9 procent dorosłych z ADHD6. Jednak nawet niższa z tych wartości, tj. 1,9 procenta,
oznacza bardzo dużą grupę.
Ludzie, których znasz, kochasz, z którymi wiążą cię więzy krwi, których
mijasz na ulicy... Około 1 na 40 takich osób ma ADHD. Większość z nich
albo nie ma pojęcia o istnieniu ADHD u dorosłych, albo nie sądzi (bądź
nie wie), że je ma, albo czeka na profesjonalną diagnozę. Liczba tych
"niezdiagnozowanych" dorosłych z ADHD prawdopodobnie sięga od 80 do 90
procent ludzi z ADHD (tak wynika z danych dotyczących recept na leki
stosowane w ADHD wystawionych w brytyjskim systemie opieki zdrowotnej
NHS -?wspaniałe popołudnie z dodawaniem). Daje to ogromną grupę ludzi,
którzy prawdopodobnie przez całe życie uważają się za nieudaczników,
zastanawiając się przy tym, czemu nie umieją robić prostych rzeczy, choć
innym przychodzą one bez trudu. Takie myśli towarzyszyły nam obu przez
wiele dziesiątków lat.
Co łączy te osoby? Choć w pewnym sensie jesteśmy różni (co stanowi jeden
z problemów, z jakimi mierzą się lekarze w procesie stawiania
prawidłowego rozpoznania ADHD), możemy dostrzec pewne zachowania i objawy, które być może widzisz u siebie i ty. Rzecz jasna trzeba
pamiętać, że nie wszystkie wystąpią u wszystkich osób z ADHD. Wielu z nas w naturalny sposób ma skłonność do dezorganizacji (znacznie bardziej
nasiloną niż u większości ludzi). Możemy być niespokojni (lub tak się
czuć), może nam brakować motywacji do jakichkolwiek działań. Świat może
nas także postrzegać jako doskonale zorganizowanych -?ponieważ
nauczyliśmy się, że przy wrodzonym braku umiejętności organizacyjnych
tylko pełna kontrola pozwoli nam przetrwać.
Owo maskowanie nie tylko może pociągać za sobą olbrzymi koszt osobisty i emocjonalny, ale także może być bardzo niezdrowe -?zależnie od tego, w jak dużym stopniu odpowiada twojej osobowości. Właśnie dlatego trudno
zdiagnozować ADHD bez udziału specjalisty w dziedzinie zdrowia
psychicznego. Oczywiście większość zorganizowanych osób nie ukrywa ADHD,
a wiele osób z ADHD nauczyło się lepszej organizacji w zdrowszy sposób.
To potwierdza znaczenie badań i komunikacji ze względu na bardzo różne
przejawy zachowań wywoływanych przez te same objawy. Badania wymaga
koszt dla danej osoby (psychiczny i fizyczny) oraz wpływ na wszystkich
wokół niej.
Niektórzy dorośli z ADHD nie umieją skrywać emocji lub sprawiają
wrażenie zapominalskich. Jedni bywają wycofani, inni wydają się pełni
energii lub ekstrawertyczni. Reakcje na życie z ADHD bywają różne u różnych osób i ulegają zmianie z biegiem lat. Równie dobrze jednak
większość niezależnych obserwatorów może uznać większość z nas za
całkowicie "typowych". Właśnie dlatego wiele osób z ADHD uczy się
ukrywać czy też maskować objawy, by się dopasować. Te maski nosimy, bo
społeczeństwo jako takie niezbyt dobrze przyjmuje nasze cechy i zachowania.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki