Pierwszy krok - przywrócić nadzieję
Większość ludzi, nie zdając sobie jeszcze sprawy z tego, że cierpi z powodu ADHD, ma za sobą wiele przykrych doświadczeń. Żywią oni dla samych siebie pogardę, obwiniając się o swoje niepowodzenia i uważając się w głębi duszy za ludzi pozbawionych charakteru, niezdolnych do niczego, głupich i złych. Wstyd, upokorzenie i pretensje do siebie samych stały się częścią ich życia. Wielu z nich całkowicie straciło do siebie szacunek. Większość udaje normalne życie, a lęk przed odkryciem ich "prawdziwej natury" popycha ich do wymyślania coraz to nowych strategii radzenia sobie z rzeczywistością oraz taktyk "zaciemniania obrazu" (to, co odczuwają, nazywane jest syndromem oszusta). Utrzymywanie się na powierzchni pożera większą część ich energii, siły i zdolności intelektualnych. Osobom dorosłym z ADHD głęboko zapadły w duszę negatywne obrazy samych siebie, a więc to, że są głupi, leniwi, winni obecnej sytuacji, bez charakteru, źli i niekompetentni. Przekonania te biorą się zresztą z doświadczeń całego dotychczasowego życia. Utrata nadziei, poczucie poddania się - poczucie, że tak naprawdę nic nie potrafią zmienić - jest doświadczeniem tragicznym. Wiele z tych osób straciło nadzieję na poprawę swego losu. Liczne konsultacje u specjalistów do tej pory potwierdzały tylko fakt, że "wszystko jest w porządku". Ludzie ci czują jednak, że stwierdzenie to w żadnym wypadku nie obejmuje całości ich życia.
Moje wieloletnie kontakty z dorosłymi i dziećmi z ADHD nauczyły mnie, że pierwszy i najważniejszy krok w terapii nie jest natury medycznej, lecz czysto ludzkiej: trzeba przywrócić im nadzieję. Osobom poddanym terapii należy przede wszystkim zwrócić uwagę na ich dobre strony, o których zapomnieli i których istnienie sami już bardzo dawno temu podali w wątpliwość. Powinni poczuć się tak, jak gdyby wszystko w ich życiu mogło się jeszcze zmienić na dobre.
Negatywny obraz własnej osoby zdominował życie osób z ADHD. Bardzo ciężko jest się go pozbyć. Nie jest to jednak niemożliwe. W chwili gdy pacjenci słyszą swoją diagnozę: ADHD, przeżywają coś w rodzaju wielkiego objawienia - wyzwolenie z niepewności ich dotychczasowego "bycia innym". Znajdują wyjaśnienie swoich niepowodzeń. Nabierają kompetencji w działaniu. Żywa wyobraźnia, cecha charakterystyczna dla osób z ADHD, pomaga im obrać za cel poprawę swego stanu i na tym właśnie powinna opierać się terapia.
Prawidłowa terapia osób dorosłych powinna przebiegać w następujących etapach:
-zdiagnozowanie ADHD,
-przywrócenie nadziei,
-psychoedukacja o ADHD,
-wsparcie, dodanie odwagi, opieka,
-budowanie rutyn i nawyków,
-zastosowanie terapii modyfikacji lub psychoterapii,
-leczenie farmakologiczne zaburzenia neurobiologicznego.
Jak ciężko jest rozstać się z negatywnym obrazem samego siebie i jak długa jest droga do akceptacji konieczności terapii, pokazuje nam historia Christy.
Kilka dni temu skończyłam pięćdziesiątkę. I były to moje pierwsze urodziny, którymi mogłam się tak naprawdę nacieszyć. Byłam pierwszym dzieckiem moich rodziców, przysłowiową wiercipiętą, ciągle w ruchu, odważna, wesoła, impulsywna. Moja radość życia zaczęła jednak przygasać od chwili pójścia do szkoły. Szybko wyszło na jaw, że zupełnie nie radzę sobie z liczeniem. Tabliczka mnożenia stała się moim życiowym problemem. Z łatwością nauczyłam się czytać, ale ortografia w ogóle nie chciała wchodzić mi do głowy. W domu musiałam spędzać długie godziny nad książkami, pod presją i w strachu. Moi rodzice byli nauczycielami i nie mieli żadnego zrozumienia dla moich trudności. Chcieli wychować sobie mądre, spokojne i odnoszące sukcesy dziecko, a ja byłam dla nich wielkim rozczarowaniem. W szkole jakoś dawałam sobie radę. W głębi duszy uważałam się jednak za bezdennie głupią. A poza szkołą też miałam dwie lewe ręce i czułam się wiecznie zmęczona. Nie wytrzymywałam upałów ani mrozu, trudno mi też było znieść hałas, źle czułam się w tłumie. Potrzebowałam przerw i samotności, aby nabrać siły. Z trudem dotarłam do końca szkoły. Potem skończyłam technikum i rozpoczęłam studia. Nie mogłam jednak uczyć się w stresie. Do ustnych egzaminów w ogóle nie przystępowałam.
Ciągle czułam się zmęczona ponad miarę, wewnętrzny niepokój i lęk przed przyszłością od zawsze były moimi nieodłącznymi towarzyszami. Podczas studiów wyszłam za mąż. Urodziłam pierwsze dziecko, które (co wiem dopiero teraz) miało pełnoobjawowe ADHD.
Nasz synek był jak rakieta - to było dziecko, które ani na chwilę, w dzień czy w nocy, nie dawało spokoju ani mnie, ani mojemu mężowi. Bezustannie cierpiałam na stany ekstremalnego zmęczenia. W końcu zrezygnowałam ze studiów. Bardzo mnie to sfrustrowało. Znów potwierdziło się przekonanie moich rodziców, że jestem głupia i leniwa. Nie potrafiłam nawet wychować dziecka... Potem na świat przyszedł jeszcze syn i córka. Oni też mają ADHD. Rozpoznałam w nich moje własne problemy. Postanowiliśmy dać im szansę. To była wieczna walka o rzeczy codzienne, sprawy szkolne, lęki, rozpacz. Tym razem jednak nie mogłam zaakceptować niepowodzenia. Zaczęłam zdobywać wiedzę o ADHD, zaangażowałam się w grupy wsparcia rodziców. Z trudem rozbudowywałam miniaturowe poczucie własnej wartości. Minęły lata. Z pomocą fachowego terapeuty udało się skutecznie zredukować problemy moich dzieci będące konsekwencją ADHD. Tym razem nie zawiodłam! Ze spokojem mogłam wypuścić moje dzieci w świat.
W końcu sama przed sobą przyznałam się do długo skrzętnie ukrywanego przypuszczenia, że także jestem dotknięta ADHD, i zwróciłam się z tym do naszego terapeuty. Moje podejrzenie okazało się trafne, a zastosowana terapia przyniosła zaskakująco dobry efekt. W międzyczasie zdążyłam już zaakceptować utrzymujące się przez dłuższy czas okresy zmęczenia i z trudem dostosować do nich moje życie; teraz jednak okazało się, że dolegliwość ta stała się mniej dokuczliwa i zaczęłam żyć (prawie) normalnie! A zmęczona byłam wtedy, kiedy siłą rzeczy miałam do tego prawo - w nocy. Bez śladu znikły moje kłopoty ze spaniem. Łatwiej przychodziło mi też podejmować decyzje. Racjonalne rozeznanie sytuacji i działanie - to też było coś nowego! Obecnie pracuję w niepełnym wymiarze godzin i co dzień uczę się bardziej ufać sobie samej. Bardzo jestem ciekawa, co jeszcze w sobie odkryję! Jest we mnie też wielki żal: Dlaczego dopiero teraz? Tyle straconych lat! Moje życie mogło być o wiele lżejsze!
Christa zawdzięcza swą tak późno i tak skutecznie przeprowadzoną terapię ADHD lekarzowi o wyjątkowym doświadczeniu w tej dziedzinie. Natomiast Dennis, student, odpowiednio wcześnie trafił do poradni, gdzie mógł pracować nad wieloma nękającymi go problemami. Jednak jego terapia została przerwana zbyt wcześnie. Oto wypowiedź Dennisa (lat 21):
Dzieciństwo - czas gniewu i niezdarności
Nie pamiętam okresu wczesnego dzieciństwa. Później utkwiły mi w pamięci ciągłe upomnienia i stała kontrola mojej mamy. Musiałem być męczącym dzieckiem. Szybko doszedłem do przekonania, że nie dogodzę nikomu. Z moich rąk wypadało wszystko: szklanka z wodą, łyżka do zupy, okulary, nawet ukochana świnka morska. Moje stopy żyły, że tak powiem, własnym życiem; nie znały prawej ani lewej strony, potykały się o wszystko, co stało im na drodze. Również moje oczy działały na różnych zasadach: raz widziałem niewiele i niedokładnie, innym razem dostrzegałem nawet za dużo. Miałem nadwrażliwy słuch. Męczyły mnie głosy innych dzieci czy moich rodziców, były dla mnie za głośne. Wyłączałem się wtedy i nie słyszałem ich - czasami zupełnie nieświadomie. Czas był dla mnie zupełnie obcym wymiarem: przychodziłem za późno albo za wcześnie lub też nie przychodziłem w ogóle, bawiłem się w nocy, a spałem w dzień. Nadmiar myśli w mojej głowie bywał czasami interesujący, przeważnie jednak mnie męczył. Byłem wiecznie niespokojny.
Za ścianą z mgły
Moi rodzice byli ze mną u wielu lekarzy, nikt jednak nie mógł mi pomóc. Żyłem we własnym świecie fantazji, już w przedszkolu czytałem książki z obrazkami. Nie miałem jednak przyjaciół. Rzadko ktoś chciał się ze mną bawić. W zabawie byłem zbyt dominujący. Wszystko miało się dziać zgodnie z wymyślonymi przeze mnie zasadami. Codziennie krzyczałem na przekór wszystkim, ze złości i z rozpaczy. Po pokoju fruwały zabawki... Potem zapadałem w bezdenny smutek. Trzy lata terapii zabawą doprowadziły psychologa i mnie do granic wytrzymałości - w efekcie nie nastąpiły żadne zmiany. Coraz częściej miałem wrażenie, że żyję za ścianą z mgły.
Szkoła podstawowa - nareszcie jakaś pomoc
Przełom nastąpił w chwili, gdy przedstawiono mnie lekarzowi, który rozpoznał mój problem. Zdiagnozowano u mnie ADHD i rozpoczęto proces specjalistycznego leczenia. Rezultaty przeszły najśmielsze oczekiwania. Nie trzeba było długo czekać - mgła zaczęła się przerzedzać. Nie wierzyłem własnym oczom. (Po kilku tygodniach pediatra stwierdził znaczące zmniejszenie moich zaburzeń w spostrzeganiu oraz zaburzeń ruchowych). W szkole dostrzegłem nareszcie coś, co mnie zainteresowało, zacząłem zdobywać lepsze stopnie. Uspokoiłem się, potrafiłem już słuchać tego, co inni do mnie mówili. Napady złości stały się rzadsze.
Znaleźć przyjaciół i akceptację otoczenia
Najważniejsze było jednak to, że nareszcie, w wieku jedenastu lat, znalazłem przyjaciela i że koledzy z klasy zaczęli zapraszać mnie na swoje urodziny. Byłem bardzo szczęśliwy, nie miałem jednak świadomości, że wszystkie te zmiany miały związek właśnie ze mną. Sądziłem, że to oni się zmienili...
Zaufać samemu sobie
Nie mogłem wprost nacieszyć się uczuciem, że mogę teraz lepiej kierować swoim życiem i że stałem się przewidywalny dla siebie samego. Nie stałem już obok siebie, lecz byłem "panem we własnym domu". Wcześniej ciągle miałem wrażenie działania pod naciskiem i czułem się jak gdyby napędzany z zewnątrz. Do tego wszystkie te zasady obowiązujące w szkole i w domu, którym nigdy nie mogłem sprostać! Teraz czułem się odpowiedzialny za samego siebie. Ufałem, że będę w stanie podjąć dobrą decyzję.
Z pomocą rodziców Dennis przeżywa okres pozytywnego rozwoju. Akceptuje terapię modyfikacji zachowań i potrafi wprowadzić ją w życie. Niestety, wkrótce nastaje dla niego czas próby:
Całkiem nieźle radziłem sobie w szkole. Przeszedłem do gimnazjum. Podobały mi się lekcje. Moje osiągnięcia były zadowalające. Ciągle miałem jeszcze problemy z koncentracją i spokojnym siedzeniem, ale radziłem sobie z tym. Minęły już czasy nadmiaru bodźców, ogromnego zmęczenia czy ataków agresji. Musiałem zadać sobie trochę trudu, aby w szkole utrzymywać się na odpowiednim poziomie. Ale dawałem sobie radę.
Okres dojrzewania - zmiana
W czternastym roku życia nastąpiła radykalna zmiana. Pediatra stwierdził, że nie może i nie chce kontynuować mojego leczenia - jestem już na to zbyt duży. Po tak długim czasie z pewnością wyrosłem już z ADHD*****! Nie zastanawiałem się wtedy specjalnie nad tym, co usłyszałem, w zasadzie byłem zadowolony, że nie będę już musiał pamiętać o regularnym przyjmowaniu leków. Moi rodzice byli tego samego zdania co lekarz. W ciągu kolejnych tygodni i miesięcy zacząłem borykać się z narastającym brakiem akceptacji ze strony otoczenia. Byłem poirytowany i drażliwy. Tak się przecież starałem! W szkole sytuacja pogarszała się praktycznie z dnia na dzień. Nauka przychodziła mi z takim trudem! Doszło do tego, że nie miałem już ochoty na nic i nic nie robiłem. Na skutki nie musiałem długo czekać: moje oceny zjechały po równi pochyłej. Nie było mi to wcale obojętne, ale nie wiedziałem, w jaki sposób mógłbym temu zaradzić. Moi przyjaciele odwrócili się ode mnie, bo ciągle się kłóciliśmy. Byłem zły na wszystkich.
Znów za zasłoną z mgły
Znów zniknąłem za zasłoną z mgły. Jedynym moim ratunkiem okazał się sport. Po długim, intensywnym biegu albo po wyczerpującym meczu piłkarskim ściana z mgły trochę się przerzedzała i łatwiej było mi się skoncentrować. Czułem wtedy, że jestem bardziej zrównoważony i odprężony. Stan taki nie trwał jednak długo, wkrótce na nowo dopadała mnie chwiejność i nadmierne rozdrażnienie. Rodzice przyglądali mi się z troską. W końcu moja mama dotarła do lekarza, który zajmował się terapią ADHD u młodzieży i osób dorosłych. Nie miałem ochoty leczyć się na nowo. Było mi wtedy wszystko jedno. Poddałem się i bez trudu pogodziłem się z moją kapitulacją. Czy mogłem liczyć na jakąś zmianę? Tak czy owak nie miałem żadnych szans. Ustaliliśmy termin wizyty u nowego lekarza. Broniłem się. Nikt mi już nie pomoże! Jestem urodzonym nieudacznikiem. Na pewno nic już się nie zmieni. Zgodziłem się na wizytę ze względu na mamę.
Doktor K. przepisał mi lekarstwo, które już znałem, tym razem był to preparat o przedłużonym działaniu. Po pierwszym, porannym zażyciu tabletek miałem spokój na następne sześć godzin. Zwłaszcza że spędzałem je w szkole. Po południu odzywał się nastawiony w zegarku budzik i przypominał mi o kolejnym zażyciu lekarstw. Po całej tej kuracji nie spodziewałem się jednak niczego dobrego.
Mgła się przerzedza...
Tym razem trwało to trochę dłużej, w końcu jednak zacząłem dostrzegać zmianę otoczenia w stosunku do mojej osoby. Narobiłem dużo zamieszania i niejeden raz wystawiłem przyjaźń kolegów i cierpliwość nauczycieli na ciężką próbę. Teraz czułem się bardziej odprężony i mniej skory do ataków. Nauka przychodziła mi łatwiej, miałem jednak zbyt duże zaległości. Musiałem powtarzać rok, potem było już o wiele lepiej.
Dobrze pamiętam moje czasy "za mgłą" - to nie byłem ja, tylko ktoś zmordowany, drażliwy, wykończony i agresywny. I te ciągłe huśtawki nastrojów, od euforii do ciężkiej depresji.
Jak odnaleźć swoje ja - pomoc psychologiczna i farmakologiczna
Terapia psychologiczna pomogła mi poradzić sobie z takimi stanami, jak poczucie winy, lęk, smutek i rezygnacja. Droga do siebie samego była bardzo długa. Nadal jeszcze zdarza mi się działać pod wpływem impulsu, nie są mi obce zmiany nastrojów. Teraz już wiem: ADHD uderza w dorosłych tak samo jak w dzieci, ponieważ z dzieci z ADHD wyrastają obciążeni nim dorośli.
Warto wiedzieć
ADHD to nie katastrofa, ponieważ można je poddawać terapii. "Teraz jestem dorosły. Cieszę się pełnią życia. Potrafię radzić sobie z moimi wadami, znam też moje mocne strony. Mam nadzieję, że nigdy już nie znajdę się za zasłoną z mgły".
Podsumowanie
Nie rezygnuj z profesjonalnej pomocy
-Pozbycie się negatywnego obrazu samego siebie wymaga dużego nakładu pracy.
-Poczucie winy, lęk, smutek, rezygnacja i gniew to największe przeszkody na drodze do świadomego życia z ADHD.
-Zarówno terapia farmakologiczna, jak i psychologiczna jest niezbędna w terapii ADHD.
-Pomoc profesjonalna oraz zrozumienie otoczenia to warunki konieczne do uzyskania poprawy.
***** Dzięki historii Dennisa możemy zaobserwować, jak wiele zmieniło się w terapii ADHD na przestrzeni lat. Powyższy fragment obrazuje dawne przekonanie, że z ADHD się wyrasta i w wypadku widocznej poprawy można wycofać działania terapeutyczne. Poniżej dowiadujemy się jednak, jakie konsekwencje pociąga za sobą nagłe zaprzestanie terapii, bez monitorowania efektów.
Obecnie w Polsce decyzję o leczeniu i wszelkich zmianach w jego przebiegu podejmuje psychiatra (przyp. red.).