p

Addiction. O krok od przepaści. Tom 1 - FortunateEm

Kup książkę

49.90 zł
32.43 zł (29,94 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Prolog

Parker! - krzyknął na cały głos Leonard, którego zwykłam nazywać osobistym strażnikiem moich majtek. Otrzymał ten tytuł kilka tygodni temu, gdy misją jego życia stało się trzymanie mojego libido na smyczy.

- Brown! - również krzyknęłam, witając go z przekąsem.

Skoro już zaczął się wydzierać na środku chodnika, nie powinien być w tym sam, prawda? Zawsze byłam genialną przyjaciółką.

Stałam przed starą kamienicą tuż obok samochodu Victora, z którego chwilę temu wysiadłam.

Victora znałam ze szkoły średniej i zdarzało mi się wykorzystać go jako osobistego szofera. Był miły, głupawy i zawsze miał do mnie słabość, więc zachowywał się jak potulny szczeniak łasy na moje towarzystwo. Z jednej strony uważałam to za przykre, z drugiej miałam głęboko w dupie. Czy można było mnie nazwać złym człowiekiem? Pewnie tak, ale w głębi duszy każdy z nas taki jest. Każdy ma swoje mroczne sekrety. A mój to bezwzględne wykorzystywanie słabych frajerów.

- Możesz w końcu paść mi w ramiona i powiedzieć, jak zbolale tęskniłaś za swoim guru, miłością życia i przyjacielem od serca? - odezwał się ponownie Leo, udając obrażone dziecko, bo nie rzuciłam mu się na szyję. Czasem bywał straszną diwą. - A może będziesz zgrywać królową mrozu, bo nie chcemy, żeby ktoś znów cię wydy...

- Dobrze, już dobrze, zamknij się - przerwałam mu gwałtownie. Nie miałam ochoty zaczynać tego tematu. - I chciałabym zaznaczyć, że nie ma takiego słowa jak "zbolale".

- Ja mam swój własny słownik i gówno mnie obchodzi poprawność językowa. Czasem jesteś taka irytująca, wiesz? - Wyrzucił ręce w powietrze, po czym ruszył w moim kierunku. - Nie wiem, jak ja z tobą wytrzymam.

Jego narzekania zaczęły się, zanim z nim zamieszkałam, więc przeczuwałam, że nadchodzą dla nas ciężkie czasy. Dostałam się na studia w mieście, w którym miałam odizolować się od niebezpiecznych ludzi i odzwyczaić od rozpustnego życia, jakie wiodłam w Nowym Jorku. O ile w pierwszej kwestii przeprowadzka mogła pomóc, o tyle w drugiej niekoniecznie. W Miami w przemianie w cnotkę mieli mnie wspierać przyjaciele, bo w ich mikroskopijnych móżdżkach zagnieździła się obawa, że być może mam niezdrową relację ze swoją seksualnością. Mówiąc prościej, ich zdaniem znajdowałam się na prostej drodze do nimfomanii.

Rozłożyłam ramiona na całą szerokość sekundę przed tym, jak mój przyjaciel rzucił się na mnie z niedźwiedzim uściskiem. Oplotłam rękami jego szyję, on objął mnie w talii i moment później kręcił piruety, wywołując tym mój śmiech. Gdy się zatrzymał, wcisnął w moje usta pocałunek, który od razu odwzajemniłam. Leo był bardzo otwartym, seksualnie wyzwolonym mężczyzną, który czerpał z życia przy każdej okazji. A to mnie oskarżył o nimfomanię!

- Te usta... - jęknął pokazowo, przygryzając moją wargę. - Nie widziałem cię półtora tygodnia i zdążyłem się stęsknić. To niepokojące.

- Zdecydowanie - poparłam go i pocałowałam ostatni raz, nim odstawił mnie na ziemię. - Ale nic się nie martw, najdroższy towarzyszu. Od dzisiaj nie będziesz musiał samotnie wędrować po klubach skłaniających do grzechu. Jestem gotowa na łamanie męskich serduszek.

- Żadnego seksu bez zobowiązań, młoda damo - upomniał mnie, mrużąc zielone oczy.

Już chciałam rozpocząć słowną batalię, ale pojawiła się kolejna osoba.

- Vedia! - krzyknęła Maida. - Szlag, czekałam na ciebie! Gdzie Judith i Victor?

Krzyczenie na tym chodniku jest czymś w stylu pieprzonej inicjacji czy co? Dlaczego wszyscy się drą na mój widok?

- Są w środku, bo oboje mają pęcherze jak małe kotki - odpowiedziałam.

Maida była wysoką brunetką o małych, bystrych oczach w kolorze ziemi. Czasem wyglądały na czarne, ale nic bardziej mylnego. Miały po prostu bardzo ciemny odcień brązu. Dziewczyna dołączyła do nas, uścisnęła mnie i również dała mi buziaka. Była jedną z bliższych przyjaciółek Leo, poznał ją na pierwszym roku studiów. Polubiłam ją od pierwszego spotkania.

- No tak, problemy przerośniętych dzieci - mruknęła, obejmując mnie ramieniem. - To co, gotowa na nowy etap swojego rozpustnego życia?

Ona jedna się mnie nie czepiała. Znała moją historię, ale nie obrała żadnej ze stron. Ani mnie nie pochwalała, ani nie potępiała, za co byłam jej wdzięczna.

- Oczywiście. - Uśmiechnęłam się szeroko, na co Leo zmierzył mnie morderczym spojrzeniem. - No co?

- Żadnej rozpusty, jesteś tutaj, by odnaleźć dobrą drogę.

Parsknęłam śmiechem, w czym zawtórowała mi Maida.

- Coś nas ominęło? - odezwał się ktoś za mną.

Ten głos był mi obcy. Niski, chropowaty i dawał nadzieję na seksownego właściciela. Odwróciłam się gwałtownie, by przyjrzeć się nowo przybyłemu, i na szczęście się nie zawiodłam. Wysoki, ciemnowłosy, z zielonymi tęczówkami i uśmiechem, przez który zmiękły mi nogi. Obok niego stała niebieskooka blondynka, która szczerzyła się głupkowato, a jeszcze dalej zobaczyłam szatyna, którego oczy wydawały się niemal granatowe. Miałam obsesję na punkcie oczu, były pierwszym, na co zwracałam uwagę.

- Trochę tak - odpowiedział Leo, obejmując mnie ramieniem. - To Vedia, moja najlepsza przyjaciółka, która wprowadza się do mnie i Judith na nowy semestr. Przyjechała z Nowego Jorku.

- Vedia? - zapytał z uśmieszkiem seksowny nieznajomy. - Ta Vedia?

Mój umysł wszedł na pierwszy poziom podejrzliwości. Czy te flety, które nazywają się moimi przyjaciółmi, mnie obgadywały?

- Dokładnie tak - odparował Leo i złożył na moim policzku mokry pocałunek. - Miłość mojego życia, wręcz mój największy skarb. Zaczyna naukę na naszym uniwerku.

Przystojniak stojący naprzeciwko mnie uśmiechnął się wyzywająco, po czym wyciągnął w moim kierunku dłoń. Była żylasta, opalona i naprawdę ładna. Na punkcie dłoni też miałam obsesję, one również odgrywały ważną rolę, gdy oceniałam facetów. Chwyciłam jego palce i ścisnęłam.

- Jestem Aaron - przedstawił się, patrząc mi w oczy. - Obok Zack i Janet.

Przywitałam się z pozostałą dwójką, ale moje spojrzenie praktycznie w ogóle nie opuszczało Aarona. Czarujący, z lekkim zarostem i figlarnymi ognikami w oczach. Wydawał się naprawdę interesującym kawałkiem mięsa. A ja byłam naprawdę wygłodzonym drapieżnikiem.

- Mieszkamy na pierwszym piętrze - oznajmił, oblizując dolną wargę. - Czasem wpada też Scar, ale jest rzadkim gościem.

- Blizna? - zapytałam kpiąco. - To jakiś pseudonim gangstera?

- Może kiedyś odważysz się zapytać - odpowiedziała mi Janet. - Jeśli odpowie, stawiam ci kolejkę szotów.

Zaintrygowana spojrzałam jej w oczy.

- To wyzwanie?

Byłam królową wyzwań i pakowania się w kłopoty z powodu niepoczytalnych mężczyzn. Kochałam adrenalinę, niebezpieczeństwo i strach. Podniecały mnie bardziej, niż mogłabym się przyznać.

- Oj nie, koleżanko - wciął się Leonard, łapiąc mnie za ramiona. - Akurat tego delikwenta to ty nie będziesz prowokować. Masz zakaz.

Zaśmiałam się. W duchu, bo już wiedziałam, że z pewnością go sprowokuję.