p

86 400 możliwości - Luca Mazzucchelli

Kup ebooka

31.92 zł
26.49 zł (26,49 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Wstęp

86 400 euro.

To suma, która od dzi­siaj każ­dego dnia, gdy wybije pół­noc, zosta­nie zaksię­go­wana na twoim kon­cie i nie musisz robić nic, aby na nią zasłu­żyć.

Tylko dla­tego, że trzy­masz tę książkę w rękach, szczę­ście jest po two­jej stro­nie: wygra­łeś na lote­rii wszystko, czego trzeba, aby wywró­cić swoje życie do góry nogami.

Jak wydasz te pie­nią­dze?

Miesz­ka­nie? Samo­chód? Podróż? Ubra­nia, buty, torebki? Inne war­to­ściowe przed­mioty? A może myślisz o zro­bie­niu cze­goś dobrego, o pomocy ludziom z pro­ble­mami finan­so­wymi lub wspar­ciu orga­ni­za­cji non pro­fit zaj­mu­ją­cej się dziećmi, opieką nad zwie­rzę­tami, bada­niami nauko­wymi?

Jest tylko jedna zasada: każ­dej nocy o pół­nocy, tuż przed nowym prze­le­wem, nie­wy­dane pie­nią­dze zni­kają. Nie można ich gro­ma­dzić ani odkła­dać: konto zostaje wyczysz­czone.

Jestem jed­nak pewien, że naprawdę doło­żysz wszel­kich sta­rań, aby ani jeden grosz nie pozo­stał nie­wy­ko­rzy­stany, a tym samym zmar­no­wany, ponie­waż dobrze wiesz, ile wysiłku kosz­tuje zara­bia­nie, rozu­miesz war­tość pie­nię­dzy. W każ­dym razie, nie­za­leż­nie od tego, czy wyda­łeś wszyst­kie 86 400 euro, część z nich, czy abso­lut­nie nic, nie musisz się smu­cić, ponie­waż punk­tu­al­nie o pół­nocy znaj­dziesz je z powro­tem na swoim kon­cie i będziesz mógł roz­po­cząć zabawę od nowa.

Nie naj­go­rzej jak na począ­tek książki, prawda?

Teraz nie­stety muszę prze­ka­zać ci jedną dobrą i jedną złą wia­do­mość.

Zacznę od tej złej: kła­ma­łem. Nie dosta­niesz 86 400 euro każ­dego dnia. I prze­pra­szam, że uży­łem sztuczki, aby przy­kuć twoją uwagę od pierw­szych lini­jek tej książki. Zro­bi­łem to w końcu ze szla­chet­nych pobu­dek. Chcę ci uświa­do­mić, że wygra­łeś coś znacz­nie cen­niej­szego: lote­rię życia. A teraz dobra wia­do­mość: każ­dej nocy o pół­nocy doła­do­wuje się konto two­jego życia. Od godziny 00:00 masz od nowa 86 400 sekund (czyli 24 godziny), aby zacząć od nowa, żyć, wzra­stać, uczyć się, dosko­na­lić, czy­nić dobro, czuć się dobrze, prze­pra­szać, nie popeł­niać tych samych błę­dów co poprzed­niego dnia, dawać sobie nową szansę...

Masz 86 400 sekund w cało­ści dla sie­bie. I - co naj­lep­sze - tylko ty możesz zde­cy­do­wać, jak ich użyć. Musisz jed­nak uwa­żać, ponie­waż dokład­nie tak, jak było z 86 400 euro z naszej zabawy, wraz z koń­cem dnia sekundy, które nie zostały wyko­rzy­stane, zni­kają, aby odno­wić się o pół­nocy.

To wła­śnie dzieje się każ­dego dnia w twoim życiu. W odróż­nie­niu od pie­nią­dza, czasu nie da się prze­cho­wy­wać: nie ist­nieje coś takiego jak ksią­żeczka oszczęd­no­ściowa czasu. Nie możesz zacho­wać sekund, aby zużyć je następ­nego dnia. Czas bie­gnie w jedną stronę, a to, co zostało wydane, zmar­no­wane, zużyte lub nie­wła­ści­wie zain­we­sto­wane, nie zosta­nie zwró­cone ani nawet czę­ściowo zre­fun­do­wane.

CZASU, W ODRÓŻ­NIE­NIU OD PIE­NIĄ­DZA, NIE MOŻESZ ZARO­BIĆ, MOŻESZ GO TYLKO SPO­ŻYT­KO­WAĆ

Nikt nie może zgro­ma­dzić czasu, nawet naj­więksi mędrcy czy boga­cze nie mają takiej umie­jęt­no­ści. Co możemy zro­bić, to zro­zu­mieć war­tość czasu i trak­to­wać go z taką samą uważ­no­ścią, jaką obda­rzamy pie­niądz, dostrze­ga­jąc, jak bar­dzo jest ważny dla naszego życia.

Bar­dzo nie­wiele osób doce­nia jed­nak czas nale­ży­cie. Z pew­no­ścią takich ludzi jest nie­skoń­cze­nie mniej niż tych, któ­rzy przy­wią­zują wagę do pie­nię­dzy.

Pomyślmy: jak wydasz 86 400 sekund, które każ­dego dnia są ci ofia­ro­wane? Czy przy­pi­su­jesz im war­tość, którą naprawdę mają? Uży­wasz ich z taką samą uwagą, jaką poświę­casz pie­nią­dzowi? Czy sta­rasz się wyko­rzy­stać je jak naj­le­piej, tak jak byś zro­bił, gdyby było to 86 400 euro?

Nie jestem tego taki pewny - a wiesz czemu? Po pierw­sze dla­tego, że 86 400 sekund, które każ­dego dnia odkła­dają się na naszym kon­cie życio­wym, jest dar­mo­wych. Nie musimy ich zaro­bić i dla­tego nie zwra­camy na nie uwagi. I to jest sedno pro­blemu dla więk­szo­ści z nas, ponie­waż nasze życie składa się z 24 godzin, po któ­rych nastę­pują kolejne 24 godziny, czyli 86 400 sekund, za któ­rymi podąża kolejne 86 400 sekund - które czę­sto dosłow­nie wyrzu­camy lub spę­dzamy je zupeł­nie ina­czej, niż naprawdę byśmy chcieli2.

Dru­gim powo­dem, dla któ­rego nie przy­wią­zu­jemy wła­ści­wej wagi do 86 400 sekund każ­dego dnia, jest fakt, że to ich brak nadaje cza­sowi war­tość. Czy zgo­dził­byś się na natych­mia­stowy prze­lew 300 milio­nów euro na twoje konto pod warun­kiem, że już ni­gdy się nie obu­dzisz? Nie, ponie­waż poten­cjał każ­dego nowego poranka jest bez­cenny. Pomyśl o oso­bie śmier­tel­nie cho­rej, któ­rej zostało zale­d­wie kilka milio­nów sekund życia. Ta osoba, wbrew sobie, będzie zmu­szona doce­nić war­tość każ­dej sekundy i praw­do­po­dob­nie zacznie dążyć do spę­dze­nia tego czasu moż­li­wie naj­le­piej, aby nadać sens ostat­nim chwi­lom swego życia. Taka osoba będzie doce­niać czas zde­cy­do­wa­nie bar­dziej niż pie­nią­dze. Zro­zu­mie, że każda sekunda może zostać wyko­rzy­stana do two­rze­nia cze­goś war­to­ścio­wego dla sie­bie lub ludzi dookoła. Każda chwila jest decy­du­jąca i powinna zostać spo­żyt­ko­wana z sen­sem. Ta świa­do­mość jest bar­dzo war­to­ściowa i wielka szkoda, że ludzie zyskują ją dopiero w obli­czu tra­gicz­nych i dra­ma­tycz­nych wyda­rzeń.

Oto dla­czego zde­cy­do­wa­łem się użyć w tytule 86 400. W tej licz­bie znaj­dziesz klucz do osią­gnię­cia życia, które warto prze­żyć.

W kolej­nych roz­dzia­łach pogłę­bimy ten kon­cept: życie jest war­to­ściowe w takim stop­niu, w jakim 86 400 sekund każ­dego dnia spę­dzamy w spo­sób zgodny z naszymi war­to­ściami.

Aby to zro­bić, musimy naj­pierw zro­zu­mieć, czym są war­to­ści, następ­nie odkryć, które z nich są dla nas praw­dzi­wie war­to­ściowe, a na końcu zapro­jek­to­wać życie, w któ­rym 86 400 sekund skła­da­ją­cych się na cały dzień będzie zawie­rać cele, ludzi, dzia­ła­nia i doświad­cze­nia zdolne pod­trzy­my­wać nasze war­to­ści, zamiast pozo­sta­wiać je w tyle.

W końcu to wła­śnie robią męż­czyźni i kobiety, któ­rych uwa­żamy za przy­kład. Boha­te­ro­wie i boha­terki, któ­rzy są źró­dłem inspi­ra­cji i któ­rym przy­pi­su­jemy wyjąt­kową siłę i cha­ry­zmę, są tacy, ponie­waż oparli swoje życie na kon­kret­nych war­to­ściach i pozo­stali im wierni.

Na kolej­nych stro­nach odkry­jesz, że nie jesteś inny od tych postaci. Masz ogromny poten­cjał, który odna­wia się każ­dej nocy o pół­nocy: 86 400 sekund, w któ­rych możesz żyć z entu­zja­zmem i pozy­tyw­nym ładun­kiem emo­cjo­nal­nym.

Jak? Roz­pa­la­jąc twoją inte­li­gen­cję war­to­ści oraz dając wybrzmieć twym naj­więk­szym zaso­bom: war­to­ściom, które nosisz w sobie.

Luca Maz­zuc­chelli

Ostrzeżenie dla marynarzy

Ostrze­że­nie dla mary­na­rzy

Codzien­nie rano patrzy­łem w lustro i zada­wa­łem sobie pyta­nie: "Gdyby dzi­siaj był ostatni dzień mojego życia, czy chciał­bym zro­bić to, co zamie­rzam zro­bić?". I ile­kroć odpo­wiedź brzmiała "nie" przez zbyt wiele dni z rzędu, wie­dzia­łem, że muszę coś zmie­nić.

Steve Jobs

Wiem, o czym pomy­śla­łeś: cyta­tów ze Steve'a Jobsa, gdy mowa o tego typu tema­tach, się nad­używa. Jed­nak pyta­nie, które on zada­wał, jest na tyle ważne, że nie mogę się powstrzy­mać, by się nim nie posłu­żyć: gdyby to było twoje ostat­nie 86 400 sekund, to czy chciał­byś z nimi zro­bić to, co zamie­rzasz zro­bić?

To pyta­nie może cię zanie­po­koić, ale pomoże ci uświa­do­mić sobie twoje war­to­ści i to, jak two­jemu życiu do nich bli­sko bądź daleko. Tylko w ten spo­sób możesz zacząć dzia­łać, aby sko­ry­go­wać to, co robisz teraz.

Ile razy odpo­wie­dzia­łeś "nie" na pyta­nie Steve'a Jobsa, prze­łkną­łeś gorzką pigułkę prawdy i uda­łeś, że nic się nie stało? Jak długo według cie­bie można się mio­tać mię­dzy życiem, któ­rego pra­gniesz, a tym, któ­rym żyjesz?

Aby każda sekunda z 86 400, z któ­rych składa się dzień, zyskała zna­cze­nie, powi­nie­neś zain­we­sto­wać ją w to, co ma dla cie­bie zna­cze­nie, czyli w swoje war­to­ści.

Pod­czas gdy dla wielu osób idea życia, w któ­rym robi się wyłącz­nie war­to­ściowe rze­czy, jest uto­pijna, wszy­scy możemy, a nawet musimy każ­dego dnia pra­co­wać, aby dotrzeć moż­li­wie naj­bli­żej do sce­na­riu­sza, w któ­rym czas jest spę­dzany jak naj­le­piej.

Pierw­szym kro­kiem w tę stronę jest zna­le­zie­nie swo­ich war­to­ści, to zna­czy moty­wa­cji, która w twoim przy­padku sprawi, że życie coś zna­czy.

Aby to zro­bić, będziesz musiał być gotów na podróż w głąb sie­bie, która cza­sem może ci się wydać dużym wyzwa­niem i sprawi, że będziesz chciał wró­cić. Stare bud­dyj­skie powie­dze­nie mówi: "Podróż z Kama­kury do Kioto trwa dwa­na­ście dni. Jeśli poko­nasz jede­na­ście dni drogi i zatrzy­masz się, gdy pozo­stał tylko jeden dzień, jak będziesz mógł podzi­wiać księ­życ nad sto­licą?". Jeśli czu­jesz się onie­śmie­lony przed podróżą z tą książką, pamię­taj o tym powie­dze­niu i obiet­nicy szczę­ścia, którą zawiera.

WAR­TO­ŚCI NIE ZNAJ­DUJE SIĘ W UMY­ŚLE, ALE W SERCU

Aby zro­zu­mieć powody, dla któ­rych uwa­żasz, że warto żyć, nie­zbędne będzie dotar­cie do twego serca, miej­sca, w któ­rym znaj­dują się war­to­ści, to ich natu­ralny dom. Prze­cho­dząc przez serce, możemy w końcu pocią­gnąć za ukryte głę­boko emo­cjo­nalne struny, aby "usły­szeć" war­to­ści, któ­rych szu­kamy. W związku z tym może się zda­rzyć, że popro­szę cię o reflek­sję na temat śmierci (prze­cież to ona spra­wia, że życie jest tak cenne), i chciał­bym, abyś doko­nał jej z uwagą i otwar­tym umy­słem.

Aby popro­wa­dzić cię w odkry­wa­niu swo­ich war­to­ści, popro­szę cię rów­nież o wyko­ny­wa­nie ćwi­czeń, które znaj­dziesz w każ­dym roz­dziale i które są istotną, być może nawet naj­waż­niej­szą, czę­ścią two­jej podróży. Poświęć się tym chwi­lom aktyw­nej reflek­sji z mak­sy­malną moż­liwą powagą i kon­cen­tra­cją: mówimy o two­jej przy­szło­ści, twoim szczę­ściu, więc nie możesz pozo­sta­wać bier­nym czy­tel­ni­kiem tej książki.

GDY CZY­TASZ - ZAPA­MIĘ­TU­JESZ, GDY POWTA­RZASZ - UCZYSZ SIĘ, GDY ĆWI­CZYSZ - ZMIE­NIASZ SIĘ

Jeśli ogra­ni­czysz się do prze­czy­ta­nia prze­pisu bez wyko­na­nia go, nie zjesz dania, które tak bar­dzo lubisz. Dokład­nie tak jest z zada­niami z tej książki: tekst to książka kuchar­ska, a ćwi­cze­nia to kroki, które trzeba wyko­nać po kolei, aby ukoń­czyć prze­pis na zna­czące życie. Konieczne jest nie tylko wyko­ny­wa­nie zadań, ale rów­nież zapi­sy­wa­nie ich. Ide­al­nie byłoby, gdy­byś miał przy sobie notat­nik lub zeszyt, by uży­wać go jako "dzien­nika". Możesz też po pro­stu mieć przy sobie kartkę i dłu­go­pis.

Co prze­ra­ża­ją­cego może być w zada­niach z książki? Nie­które odpo­wie­dzi mogą cię zasko­czyć. Bo widzisz, kiedy zaczy­namy uświa­da­miać sobie, jakie są nasze war­to­ści prze­wod­nie, fun­da­men­talne, sta­jemy w obli­czu wła­snej nie­za­leż­no­ści. Ta świa­do­mość jest piękna, dążymy do niej, ale może też prze­ra­zić. Dla­tego kiedy zoba­czysz życie takim, jakie jest, i zro­zu­miesz, dla­czego jest warte prze­ży­cia, będziesz musiał zacząć podej­mo­wać pewne decy­zje.

Mimo że cię nie znam i prak­tycz­nie nic o tobie nie wiem (czy jesteś męż­czy­zną, czy kobietą, w jakim jesteś wieku, jakie masz wykształ­ce­nie, gdzie pra­cu­jesz), mogę cię zapew­nić, że każda decy­zja, każdy wybór, któ­rego doko­nasz, trzy­ma­jąc się swo­ich war­to­ści, będzie wła­ściwy i sprawi, że każ­dego ranka po prze­bu­dze­niu będziesz się czuł speł­niony, pogodny i pełen entu­zja­zmu. A to dla­tego, że tylko w spój­no­ści z two­imi war­to­ściami bie­gnie naj­wła­ściw­sza dla cie­bie ścieżka życiowa.

TO WŁA­ŚNIE W SPÓJ­NO­ŚCI ZE SWO­IMI WAR­TO­ŚCIAMI ODNAJ­DU­JESZ DROGĘ DO SEN­SOW­NEGO ŻYCIA

Tuż przed roz­po­czę­ciem mam dla cie­bie ostat­nią poradę: nie pozwól, aby racjo­nalna część two­jego umy­słu boj­ko­to­wała każdą odpo­wiedź na zada­nie, pod­po­wia­da­jąc ci: "Tak, dobrze, ale to nie jest dla mnie odpo­wiedni moment" lub "Tak, rozu­miem, że to moja war­tość, ale nie mam pew­no­ści, czy mogę żyć z nią w zgo­dzie". Krótko mówiąc, może się zda­rzyć, że racjo­nalna część cie­bie (my jed­nak musimy pra­co­wać z ser­cem i tylko z ser­cem) będzie pró­bo­wała cię zwo­dzić na zdra­dliwą ścieżkę, pod­su­wa­jąc takie myśli. Jeśli tak wła­śnie się zda­rzy, to zachę­cam cię, abyś odło­żył te myśli na bok, uwa­ża­jąc je za lek­kie podmu­chy wia­tru, które pró­bują zmie­nić kurs two­jej żaglówki. Nie są ważne, możesz kie­ro­wać swo­imi żaglami i pozo­sta­wać na wła­ści­wym szlaku. Nie przej­muj się takimi myślami, pozwól im pły­nąć i trzy­maj się swo­jej ścieżki. Krok za kro­kiem. Jeden mały pro­cent dzi­siaj, jeden mały pro­cent jutro, poju­trze i w przy­szłym tygo­dniu.

Nad­szedł czas, aby odrzu­cić cumy i roz­po­cząć naj­pięk­niej­szą podróż, jaka ci się zda­rzy: tę ku odkry­ciu swo­ich war­to­ści, praw­dzi­wego sie­bie, zna­cze­nia, które chcesz nadać swo­jemu życiu.

1. Życie pełne wartości

1

Życie pełne war­to­ści

W TYM ROZ­DZIALE...

Stwo­rzysz swoją "linię życia", narzę­dzie, które ukaże ci jasny obraz two­jej dotych­cza­so­wej podróży i obu­dzi w tobie potrzebę wzię­cia przy­szło­ści w swoje ręce. Odkry­jesz naj­cen­niej­szą lek­cję, jakiej nauczyli się na wła­snej skó­rze ludzie, któ­rzy prze­szli prze­szczep narzą­dów. Dowiesz się, dla­czego w eko­no­mii szczę­ścia lawenda jest "lep­sza" od tuli­pana. Zro­zu­miesz, dla­czego pogoń za szczę­ściem wcale do niego nie pro­wa­dzi.

Linia życia

W dniu, w któ­rym skoń­czy­łem 43 lata, poczu­łem potrzebę, by usiąść przy biurku z kartką i dłu­go­pi­sem i pod­su­mo­wać moje życie oraz zasta­no­wić się nad kolej­nymi kro­kami, które muszę pod­jąć.

Nary­so­wa­łem poziomą linię, ozna­cza­jąc lewy koniec cyfrą 0, a następ­nie wyzna­czy­łem moją hipo­te­tyczną "datę przy­dat­no­ści" po pra­wej stro­nie.

Innymi słowy, zapy­ta­łem samego sie­bie: "Drogi Luca, real­nie rzecz bio­rąc, jak myślisz - do jakiego wieku będziesz mógł korzy­stać z 86 400 sekund, które każ­dego dnia zostają zde­po­no­wane na twoim życio­wym kon­cie?".

Wzią­łem pod uwagę, że mój dzia­dek prze­kro­czył wiek 100 lat, a ja pro­wa­dzę zde­cy­do­wa­nie zdrowy tryb życia, zaś każ­dego dnia poja­wiają się w świe­cie medy­cyny nowe zdo­by­cze - i w końcu napi­sa­łem liczbę 94 w punk­cie końca mojej linii życia.

0________________________________94

Póź­niej spró­bo­wa­łem umie­ścić swój aktu­alny wiek w odpo­wied­nim miej­scu mię­dzy liczbą 0 a 94.

Przy­znaję, że próba zwi­zu­ali­zo­wa­nia sobie życia w mgnie­niu oka, czarno na bia­łym, ude­rzyła mnie.

0_____________43_________________94

Póź­niej prze­sze­dłem do ana­li­zo­wa­nia mojej linii. Naj­pierw zde­cy­do­wa­łem się pomy­śleć o tym, co już prze­ży­łem. Zazna­czy­łem kilka klu­czo­wych dat dla mojego życia pry­wat­nego i punkty zwrotne mojej kariery: od sepa­ra­cji moich rodzi­ców po dzień, w któ­rym skoń­czy­łem stu­dia, od dnia pozna­nia mojej żony po daty naro­dzin moich dzieci, od pierw­szego fil­miku na YouTu­bie po zało­że­nie mojej pierw­szej firmy z dwoma part­ne­rami i tak dalej. Oczy­wi­ście to, co ci pro­po­nuję, jest tylko przy­kła­dem, który nie obej­muje wszyst­kich istot­nych momen­tów mojego życia ani tego, co wyda­rzyło się w ostat­nich latach.

Zorien­to­wa­łem się, że do pew­nego wieku pro­wa­dzi­łem dość "fry­wolne" życie, by nagle i nie­spo­dzie­wa­nie zmie­nić jego bieg. Prze­ży­łem pewne roz­cza­ro­wa­nia, roz­dra­pa­łem kilka ran, które do tej pory mi towa­rzy­szą, i cie­szy­łem się z marzeń, które stały się rze­czy­wi­sto­ścią.

Z pew­nym pod­eks­cy­to­wa­niem zasta­na­wia­łem się, w któ­rym momen­cie zna­la­złem się w tym kon­kret­nym punk­cie: moim punk­cie zwrot­nym.

Sku­pi­łem się więc na pra­wej czę­ści mojej linii życia, która była wciąż nie­na­ru­szona i gotowa, aby ją zapi­sać. Nie wiem, jak i czy w ogóle dotrę do moich hipo­te­tycz­nych 94 lat, ale roz­sąd­nie jest myśleć, że zostało mi co naj­mniej 20 lat peł­nych pasji, ener­gii, zain­te­re­so­wań i chęci, aby zmie­niać świat. Mia­łem ochotę dopi­sać tytuły czte­rech waż­nych pro­jek­tów, które chciał­bym zre­ali­zo­wać do czasu, gdy skoń­czę 50 lat.

Nie wiem, jak czę­sto jesteś w sta­nie się zatrzy­mać i zasta­no­wić nad punk­tem w życiu, w któ­rym się znaj­du­jesz, ale myślę, że to cenna pomoc w roz­wi­ja­niu głęb­szych myśli, sta­wa­niu się bar­dziej świa­do­mym i odczu­wa­niu zdro­wej potrzeby, aby zro­bić na tej pla­ne­cie coś waż­nego.

Czas, który poświę­camy, kon­cen­tru­jąc się na naszym życiu, na ana­li­zo­wa­niu, w jaki spo­sób zain­we­sto­wa­li­śmy do tej pory te 86 400 sekund, i na tym, jak ina­czej możemy to zro­bić jutro, służy czer­pa­niu z naszych doświad­czeń i wyko­rzy­sta­niu ich jak naj­le­piej w nad­cho­dzą­cych latach.

Życie ucieka, prze­śli­zguje się przez palce. I być może jest to nie do unik­nię­cia, ale próba prze­ję­cia kon­troli nad tym, w któ­rym kie­runku zmie­rza, jest naszą powin­no­ścią.

I to wła­śnie powód, dla któ­rego chciał­bym, abyś teraz to ty wyko­nał poniż­sze ćwi­cze­nie.

Ćwiczenie 1. Linia życia
Otwórz swój notat­nik lub weź kartkę i nary­suj na niej poziomą linię. Począ­tek tej linii odpo­wiada twoim naro­dzi­nom, two­jemu wie­kowi 0, koniec linii to twoja hipo­te­tyczna data śmierci. Jak myślisz, ile lat możesz jesz­cze żyć, bio­rąc pod uwagę twój styl życia (czy pra­wi­dłowo się odży­wiasz, upra­wiasz sport, pijesz dużo alko­holu, palisz...?) oraz fakt, że obec­nie śred­nia dłu­gość życia Polaka wynosi około 73 lat dla męż­czy­zny i 81 lat dla kobiety? Pomyśl o tym i zaznacz na linii. Po nary­so­wa­niu linii zaznacz miej­sce, w któ­rym znaj­du­jesz się w tym momen­cie. Przyj­rzyj mu się z uwagą: jakie myśli przy­cho­dzą ci do głowy? Nie zatrzy­muj się przy tych powierz­chow­nych, spró­buj pójść głę­biej i prze­ana­li­zuj ze spo­ko­jem okresy, które nadały cha­rak­ter two­jemu dotych­cza­so­wemu życiu. W jaki spo­sób do tej pory spę­dzi­łeś swój czas? Czy były momenty, w któ­rych wyda­wało ci się, że go mar­nu­jesz? Czy jest coś, co do tej pory odsu­wa­łeś na drugi plan, a co w tej chwili, w obli­czu nowych reflek­sji, wydaje ci się fun­da­men­talne dla two­jej przy­szło­ści?

Jeśli wolisz, możesz sko­rzy­stać z nastę­pu­ją­cych pytań:

Prze­szłość. Jak spę­dzi­łeś czas mię­dzy naro­dzi­nami a twoim obec­nym wie­kiem? W jakie aktyw­no­ści się anga­żo­wa­łeś? Czy czu­jesz się usa­tys­fak­cjo­no­wany? Czy zro­bił­byś coś wię­cej lub coś innego? Teraź­niej­szość. W jaki spo­sób spę­dzasz 86 400 sekund, które masz do dys­po­zy­cji? Czy spę­dzasz je dobrze, czyli w zgo­dzie z tym, co dla cie­bie ważne? Czy źle, mar­nu­jąc swój czas? Jaki kie­ru­nek obrało twoje życie? Co chciał­byś zmie­nić lub polep­szyć? Co chciał­byś utrzy­mać i na­dal pie­lę­gno­wać? Przy­szłość. Jakie są twoje prze­wi­dy­wa­nia na nad­cho­dzące lata? Jakie zmiany wzglę­dem prze­szło­ści chciał­byś wpro­wa­dzić?

Krótko mówiąc, teraz, gdy masz do dys­po­zy­cji twoją linię życia, możesz uświa­do­mić sobie znik­nię­cie tych 86 400 sekund, któ­rych nie możesz już odzy­skać, i ist­nie­nie tych, które na­dal możesz w pełni wyko­rzy­stać. Suge­ruję, byś powie­sił kartkę ze swoją linią życia na lodówce lub na lustrze w łazience, w każ­dym razie w miej­scu, w któ­rym będziesz ją widział codzien­nie: pomoże ci pamię­tać o "war­to­ści życia"3.

Nie ma czasu, ale nigdy nie jest zbyt późno

Czę­sto pro­po­nuję ćwi­cze­nie z linią życia ludziom, dla któ­rych pro­wa­dzę szko­le­nia. Kiedy z kolei mam zaję­cia na uni­wer­sy­te­cie, a więc z 20-lat­kami, pro­szę ich o reflek­sję przede wszyst­kim nad fak­tem, że czas ucieka. Myślimy, że mamy go dużo, zwłasz­cza w wieku 20 lat, ale to nie powód, aby go mar­no­wać lub brać za pew­nik.

Gdy mijały moje 40. uro­dziny, z trójką małych dzieci, zapy­ta­łem samego sie­bie, ile jesz­cze waka­cji mogę z nimi spę­dzić, zanim umrę. Bio­rąc pod uwagę, że mój pier­wo­rodny ma pra­wie 10 lat i od czasu do czasu prosi o nie­za­bie­ra­nie go na week­en­dowe rodzinne wycieczki, bo chce uczest­ni­czyć w spo­tka­niach ze swo­imi przy­ja­ciółmi z klubu sza­cho­wego, oczy­wi­ste jest, że za kilka lat wię­cej waka­cyj­nego czasu będzie spę­dzał z kole­gami niż z rodzi­cami. W rezul­ta­cie będę mógł cie­szyć się waka­cjami z nim jesz­cze tylko kilka lub kil­ka­na­ście razy.

W tym momen­cie załóżmy, że posta­ram się pomno­żyć ilość wspól­nych chwil. Mógł­bym zwięk­szyć liczbę wyjaz­dów waka­cyj­nych w roku z jed­nego do dwóch lub zapro­po­no­wać "fascy­nu­jące" wycieczki, które mogą cho­ciaż usi­ło­wać kon­ku­ro­wać z waka­cjami na toskań­skiej plaży z przy­ja­ciółmi... W ten spo­sób może mógł­bym potroić liczbę wspól­nych wyjaz­dów z nim spę­dzo­nych.

Kon­klu­zja z tego pierw­szego powierz­chow­nego roz­wa­ża­nia, któ­rego nie da się uogól­nić, ale które może dać wstępne wnio­ski, jest taka, że nie mam na to czasu.

NIE MA CZASU

Nie jest prawdą, że mamy cały czas, aby cie­szyć się życiem, być z oso­bami, które kochamy, odda­wać się temu, co nas roz­pala. Nie możemy zwle­kać i nie ma sensu gra­nie na zwłokę: musimy zor­ga­ni­zo­wać się tak, aby doce­nić to, co już mamy. Świa­do­mość, że czeka mnie tylko około 30 podróży z moimi dziećmi, musi popy­chać mnie do prze­ży­wa­nia każ­dej z nich jak nie­za­po­mnia­nego i zna­czą­cego wyda­rze­nia, zarówno dla mnie, jak i dla nich.

A ty? Ile peł­nych przy­gód wycie­czek możesz jesz­cze odbyć ze swo­imi dziećmi? Ile świąt Bożego Naro­dze­nia możesz spę­dzić z naj­bliż­szymi? Na ile jesz­cze kon­cer­tów możesz pójść z przy­ja­ciółmi? Przez ile jesz­cze nocy wraz ze swoją drugą połówką będziesz mógł podzi­wiać spa­da­jące gwiazdy? Ile jesz­cze razy będziesz mógł pójść łowić ryby z wnu­kiem? W tym pro­ce­sie, zmie­rza­ją­cym do zwięk­sze­nia świa­do­mo­ści, linia życia jest waż­nym sprzy­mie­rzeń­cem. Musimy do niej oczy­wi­ście dodać odpo­wied­nią metodę i plan (ele­menty, które poznamy w dal­szej czę­ści książki).

Drugą reflek­sją czę­sto poja­wia­jącą się w aulach, w któ­rych pro­wa­dzę zaję­cia, typową dla publicz­no­ści zło­żo­nej z mana­ge­rów świata biz­nesu, któ­rym nie­raz bli­sko do eme­ry­tury, jest to, że ni­gdy nie jest zbyt późno. Ta myśl, pozor­nie sprzeczna z poprzed­nią, tak naprawdę jest jej uzu­peł­nie­niem. Z jed­nej strony myślę, że warto pamię­tać, że czas jest ogra­ni­czo­nym i cen­nym zaso­bem, z dru­giej jed­nak nie można zapo­mi­nać, że ni­gdy nie jest za późno, aby żyć życiem, któ­rym byśmy chcieli, nawet jeśli jest to dla nas ostatni dzwo­nek.

NI­GDY NIE JEST ZBYT PÓŹNO

Ni­gdy nie jest za późno, aby zro­zu­mieć, co się naprawdę dla cie­bie liczy, i zacząć żyć zgod­nie z tą zasadą. Ni­gdy nie jest za późno, aby prze­pra­szać, pro­sić o wyba­cze­nie, mówić "kocham cię" lub po pro­stu "dzię­kuję". Ni­gdy nie jest za późno, aby podą­żyć za swo­imi marze­niami, wybrać się w podróż, którą zawsze odkła­da­łeś, nauczyć się cze­goś nowego lub zmie­nić bieg swo­jego życia. I wła­śnie tego nauczy­łem się, roz­ma­wia­jąc z oso­bami, które prze­szły prze­szczep narzą­dów4. Wszy­scy, dosłow­nie wszy­scy, potwier­dzili, że po opusz­cze­niu bloku ope­ra­cyj­nego zaczęli żyć dru­gim życiem. Zupeł­nie tak, jakby się odro­dzili. W tym "nowym" życiu byli bar­dziej świa­domi jego war­to­ści, tak jakby w kolej­nej egzy­sten­cji zro­zu­mieli w pełni zna­cze­nie każ­dej z tych 86 400 sekund, które są nam dane w nocy o pół­nocy.

Nie sądzę jed­nak, że trzeba przejść prze­szczep narządu, oca­leć z kata­strofy lot­ni­czej lub od tsu­nami (zda­rzeń zagra­ża­ją­cych życiu), aby uzy­skać taką świa­do­mość, wręcz prze­ciw­nie. Twoje dru­gie życie zacznie się, gdy zro­zu­miesz, że masz do dys­po­zy­cji tylko jedno.

TWOJE DRU­GIE ŻYCIE ZACZNIE SIĘ, GDY ZRO­ZU­MIESZ, ŻE MASZ DO DYS­PO­ZY­CJI TYLKO JEDNO

To wła­śnie wtedy, gdy zdasz sobie sprawę, że masz tylko jedno życie, zde­cy­du­jesz się prze­stać mar­no­wać czas i nauczysz się żyć bar­dziej zna­cząco, pięk­niej i peł­niej. War­to­ści - dowiemy się o tym wię­cej na kolej­nych stro­nach - są moim zda­niem naj­po­tęż­niej­szym i naj­mniej doce­nia­nym narzę­dziem, które pozwala nam w pełni cie­szyć się naszą egzy­sten­cją.

Prawdziwa cena telefonu komórkowego

Mówiąc o war­to­ści czasu, pomyśl chwilę o tele­fo­nie komór­ko­wym. Kiedy idziesz do sklepu z zamia­rem kupie­nia go, jesteś gotów wydać śred­nio 700-800 euro. Mówisz więc sobie: "Och, mam fajny nowy tele­fon, któ­rym mogę szyb­ciej sur­fo­wać po inter­ne­cie, prze­glą­dać w nim Face­bo­oka, Insta­grama, Twit­tera, Tik­Toka i YouTube'a...". A potem powta­rzasz sobie, że bio­rąc wszystko pod uwagę, doko­na­łeś dobrej inwe­sty­cji.

Tak naprawdę się mylisz (tak jak wszy­scy się mylimy), ponie­waż ten tele­fon kosz­tuje dużo, dużo wię­cej: 700 euro to tylko począt­kowa cena. Praw­dziwą cenę, tę osta­teczną, wyzna­cza czas poświę­cony na korzy­sta­nie z mediów spo­łecz­no­ścio­wych i wszyst­kiego innego.

Jeśli pomy­śleć o 86 400 sekun­dach codzien­nego życia - praw­do­po­dob­nie spę­dzasz w tele­fo­nie około 10 800 sekund (3 godzin) lub nawet 14 400 sekund (4 godzin). Jeśli byłyby to 3 godziny dzien­nie, ozna­cza­łoby to 21 godzin tygo­dniowo, 90 godzin mie­sięcz­nie, 1080 godzin rocz­nie (45 dni).

O ile solid­niej­sze byłyby twoje rela­cje, gdy­byś w ciągu ostat­niego roku poświę­cił te 1080 godzin swoim bli­skim, pozna­wa­niu nowych ludzi, pogłę­bia­niu rela­cji wokół sie­bie? Ile byś dziś zyskał, gdy­byś w ciągu ostat­nich 12 mie­sięcy poświę­cił te 1080 godzin na roz­wi­ja­nie swo­ich umie­jęt­no­ści zawo­do­wych? O ile był­byś sil­niej­szy i spo­koj­niej­szy, gdy­byś zain­we­sto­wał te 1080 godzin w lep­sze pozna­nie sie­bie, podró­żo­wa­nie, słu­cha­nie, czy­ta­nie...?

Zatem praw­dziwy koszt tele­fonu jest znacz­nie wyż­szy niż ten przed­sta­wiony w skle­pie.

Zawsze, gdy zamie­rzam coś kupić, sta­ram się pamię­tać, że w moim port­felu są dwie karty kre­dy­towe. Jedna jest zwią­zana z kon­tem ban­ko­wym, a druga z kon­tem mojego życia. Obie są prze­cią­gane przez ter­mi­nal w momen­cie zakupu, czy nam się to podoba, czy nie. Tele­fon naj­now­szej gene­ra­cji zabiera mi kil­ka­set euro z konta ban­ko­wego za jed­nym zama­chem. Ten sam tele­fon pochła­nia jed­nak śred­nio 14 000 sekund z konta mojego życia każ­dego dnia. Jak wyko­rzy­stu­jesz swój czas? Inwe­stu­jesz go czy mar­nu­jesz?

POSZUKIWANIE SZCZĘŚCIA VS POSZUKIWANIE ZNACZENIA

Błąd, który wielu popeł­nia, gdy myśli o tym, jak wyko­rzy­stać pozo­stały im czas, polega na pró­bie włą­cze­nia do swo­jego życia wszyst­kiego - rze­czy, sytu­acji, ludzi - co uwa­żają za poten­cjal­nie dające szczę­ście.

Aby wytłu­ma­czyć, jak to podej­ście może zapro­wa­dzić nas na manowce, wpro­wa­dzę poję­cia hedo­nii i euda­imo­nii. W skró­cie, jeśli roz­ma­wiamy o szczę­ściu, powin­ni­śmy roz­róż­niać dwie kate­go­rie: dobro­stan hedo­niczny i dobro­stan eudaj­mo­niczny5.

Dobro­stan hedo­niczny może być przed­sta­wiony jako zakup bukietu tuli­pa­nów w skle­pie. Tuli­pany są piękne i kolo­rowe, ale nie utrzy­mują się długo w wazo­nie, a ich zakup ozna­cza, że nie upra­wia­li­śmy ich samo­dziel­nie. W tym przy­padku bukiet kwia­tów wzmac­nia nasze dobre samo­po­czu­cie, nasze szczę­ście, ale robi to poprzez natych­mia­stową gra­ty­fi­ka­cję, zaspo­ka­ja­jąc pra­gnie­nie posia­da­nia pięk­nego i kolo­rowego kwiatu, który jed­nak nie ofe­ruje trwa­łych korzy­ści.

Aby zilu­stro­wać dobro­stan eudaj­mo­niczny, możemy roz­wa­żyć przy­kład uprawy pola lawendy. Lawenda wymaga opieki i uwagi, cza­sem trudu, ale w zamian ofe­ruje trwałe korzy­ści, takie jak relak­su­jący aro­mat, piękno kwia­tów, moż­li­wość korzy­sta­nia z jej wła­ści­wo­ści zdro­wot­nych, gdy jest świeża, a także susze­nia jej i prze­cho­wy­wa­nia. Cechą cha­rak­te­ry­styczną dobro­stanu eudaj­mo­nicz­nego jest zna­cząca inwe­sty­cja oso­bi­sta, czyli to, co się dzieje, gdy decy­du­jemy się upra­wiać wła­sne pole kwia­tów i czer­pać z niego dłu­go­trwałe korzy­ści.

Wynika stąd, że dobro­stan hedo­niczny zwią­zany jest z doświad­cze­niem natych­mia­sto­wej przy­jem­no­ści i szczę­ścia, takiego jak zabawa, relaks i zaspo­ka­ja­nie wła­snych potrzeb. Na przy­kład zje­dze­nie pizzy lub obej­rze­nie dobrego filmu może przy­nieść przy­jem­ność hedo­niczną.

Dobro­stan eudaj­mo­niczny opiera się na wyra­że­niu naszego poten­cjału jako istot ludz­kich oraz osią­gnię­ciu poczu­cia celu i zna­cze­nia w życiu. Ten rodzaj dobro­stanu czę­sto zwią­zany jest z reali­za­cją dzia­łań wyma­ga­ją­cych wysiłku, takich jak nauka, roz­wój oso­bi­sty, osią­ga­nie istot­nych celów czy pomoc innym. Odczu­cie speł­nie­nia po ukoń­cze­niu trud­nego pro­jektu czy satys­fak­cji po udzie­le­niu pomocy komuś w potrze­bie to typowe przy­kłady dobro­stanu eudaj­mo­nicz­nego. Eudaj­mo­nia obej­muje więc nie tylko indy­wi­du­alne zado­wo­le­nie, ale także inte­gra­cję z oto­cze­niem, czyli innymi ludźmi i świa­tem w ogóle.

Wra­ca­jąc do naszej linii życia i meta­fory kwia­to­wej: sedno sprawy nie tkwi w tym, że musimy zre­zy­gno­wać z upięk­sza­nia naszych 86 400 sekund kolo­rami tuli­pa­nów i zacząć upra­wiać inten­syw­nie wyłącz­nie pola lawendy. Cho­dzi raczej o naukę zrów­no­wa­żo­nego i funk­cjo­nal­nego balan­so­wa­nia mię­dzy tymi dwoma ele­men­tami. Moim zda­niem kom­po­nent hedo­niczny nie powi­nien prze­kra­czać 25% ope­ra­cji, jakie prze­pro­wa­dzamy na kon­cie naszego życia, pod­czas gdy pozo­stały udział w naszym dobro­sta­nie i szczę­ściu powi­nien przy­pa­dać czę­ści eudaj­mo­nicz­nej.

Nie musisz prze­sta­wać kupo­wać kwia­tów, aby upięk­szyć swój dzień, po pro­stu rób to ze świa­do­mo­ścią, że tuli­pan utrzyma się około 10 dni, pod­czas gdy roślinka lawendy może dożyć nawet 20 lat. W prak­tyce będziesz musiał zrów­no­wa­żyć spo­ra­dyczny zakup świe­żych kwia­tów z tro­skliwą opieką, którą rezer­wuje się dla wła­snego ogrodu.

Para­dok­sem, który napo­ty­kamy w poszu­ki­wa­niu szczę­ścia, jest to, że przy­cho­dzi ono jako natu­ralna kon­se­kwen­cja życia prze­ży­wa­nego pod szyl­dem życia peł­nego zna­cze­nia.

POSZU­KI­WA­NIE ZNA­CZE­NIA W TYM, CO ROBISZ, A NIE SZCZĘ­ŚCIA, SPRA­WIA, ŻE TWOJE ŻYCIE STAJE SIĘ LEP­SZE

Co się sta­nie, jeśli poświę­cimy się poszu­ki­wa­niom tylko natych­mia­sto­wego i prze­mi­ja­ją­cego dobro­stanu (czyli hedo­ni­stycz­nego)?

To pyta­nie zostało już posta­wione w róż­nych bada­niach6. W jed­nym z nich przez pewien czas bada­cze obser­wo­wali grupę osób, moni­to­ru­jąc ich codzienne dzia­ła­nia. Część bada­nych wyka­zy­wała zacho­wa­nia skie­ro­wane głów­nie na poszu­ki­wa­nie natych­mia­sto­wego szczę­ścia poprzez odda­wa­nie się przy­jem­no­ściom (nasze tuli­pany): wycho­dze­nie wie­czo­rem dla zabawy, gra­nie w gry kom­pu­te­rowe, robie­nie zaku­pów. Krótko mówiąc, łapa­nie tych małych, efe­me­rycz­nych i łatwo dostęp­nych uciech. Osoby z dru­giej grupy miały podobne podej­ście, ale w mniej­szym stop­niu odda­wały się przy­jem­no­ściom. Przede wszyst­kim wyka­zy­wały ten­den­cję do dzia­ła­nia na rzecz spo­łecz­no­ści, w któ­rej żyły: anga­żo­wały się w wolon­ta­riat, uczęsz­czały do ośrod­ków pomocy spo­łecz­nej, na różne spo­soby poma­gały innym. Były bar­dziej skon­cen­tro­wane na dzia­ła­niach o głę­bo­kim zna­cze­niu (nasze pola lawendy). Po zakoń­cze­niu bada­nia zauwa­żono, że człon­ko­wie pierw­szej grupy, czyli ci, któ­rzy dążyli do szczę­ścia tylko poprzez przy­jem­ność, nie mając innych celów, zgła­szali wyż­szy poziom nie­za­do­wo­le­nia i gor­szy nastrój. Osoby z dru­giej grupy nato­miast dekla­ro­wały wyż­szy poziom dobro­stanu: były bar­dziej zado­wo­lone z sie­bie i ze swo­jego życia, a także bar­dziej opty­mi­stycz­nie nasta­wione do przy­szło­ści. W skró­cie: ci, któ­rzy poszu­ki­wali natych­mia­sto­wego i nama­cal­nego szczę­ścia dla sie­bie, ryzy­ko­wali bycie smut­niej­szymi niż ci, któ­rzy poświę­cali się zapew­nia­niu szczę­ścia innym i odkry­wali szczę­ście wła­śnie poprzez to dzia­ła­nie.

SZCZĘ­ŚCIE NIE POLEGA NA GRO­MA­DZE­NIU, A NA ROZ­DA­WA­NIU

Jakiś czas temu natkną­łem się na cytat z lau­re­atki Nagrody Nobla Rity Levi Mon­tal­cini: "Abso­lut­nym złem naszych cza­sów jest nie wie­rzyć w war­to­ści. Nie ma zna­cze­nia, czy są one reli­gijne, czy świec­kie. Mło­dzi ludzie powinni wie­rzyć w coś pozy­tyw­nego, a życie zasłu­guje na to, by je prze­ży­wać, tylko wtedy, gdy wie­rzymy w war­to­ści, ponie­waż te pozo­stają nawet po naszej śmierci".

Uwa­żam, że to zda­nie, oprócz tego, że jest prze­piękne, natych­miast jasno tłu­ma­czy myśl popartą bada­niem, o któ­rym wła­śnie mówi­łem: kiedy prze­sta­jemy się zasta­na­wiać, czy jeste­śmy szczę­śliwi z powodu tego, co robimy, i zaczy­namy zasta­na­wiać się, czy to, co robimy, ma zna­cze­nie, wtedy znaj­du­jemy drogę do praw­dzi­wego i trwa­łego szczę­ścia.

WARTOŚCI, DZIAŁANIA I ZNACZENIE

Jeśli zro­zu­miemy, jak ważne jest sku­pie­nie się na zna­cze­niu tego, co robimy, zamiast na polo­wa­niu na szczę­ście, to zadamy sobie pyta­nie, skąd bie­rze się to zna­cze­nie.

Mnó­stwo osób uważa, że zna­cze­nia życia należy aktyw­nie poszu­ki­wać. Choć takie podej­ście ma nie­wąt­pli­wie wiele sensu, uwa­żam, że rów­nie istotne jest zasta­no­wie­nie się nad tym, z czego wynika zna­cze­nie, co jest jego pod­stawą i co je poprze­dza: mam tu na myśli codzienne dzia­ła­nia, które podej­mu­jemy. Co napę­dza te dzia­ła­nia? Wra­camy zatem do tematu tej książki, gdyż dzia­ła­nia są wyni­kiem naszych war­to­ści. Chcąc opi­sać sche­ma­tycz­nie ten pro­ces (póź­niej zgłę­bimy tę deli­katną, ale fun­da­men­talną dyna­mikę), możemy stwier­dzić, że to war­to­ści inspi­rują dzia­ła­nia, które pro­wa­dzą do zna­cze­nia.

Jed­nakże by to zna­cze­nie było obfite i spójne, nie­zbędne jest, aby war­to­ści i dzia­ła­nia były spójne. W miarę jak dzia­ła­nia, które będziesz podej­mo­wać codzien­nie w ciągu 86 400 sekund, będą się sta­wały zgodne z two­imi fun­da­men­tal­nymi war­to­ściami, poczu­jesz, że twoje życie staje się życiem o więk­szym zna­cze­niu. Wystar­czy, że zaczniesz wyko­ny­wać czyn­no­ści, które nie mają dla cie­bie zna­cze­nia, czyli takie, które nie odzwier­cie­dlają two­ich war­to­ści, aby to zaob­ser­wo­wać. Gdy taka sytu­acja się zda­rza, twoje życie traci na zna­cze­niu, ponie­waż nie widzisz sensu ani przy­jem­no­ści w tym, co robisz. Z kolei jeśli twoje dzia­ła­nia są spójne z two­imi war­to­ściami, sens wyłoni się sam. Jedną z moich klu­czo­wych war­to­ści jest pomoc i gdy piszę książkę, która może pomóc moim czy­tel­ni­kom - dokład­nie tak, jak robię to teraz - odczu­wam ogromny przy­pływ sensu na konto mojego życia.

Roz­ważmy kilka innych przy­kła­dów: jeśli cenię zdro­wie i potra­fię poświę­cić czas na dba­nie o swój orga­nizm, doświad­czę poczu­cia, że moje dzia­ła­nie ma zna­cze­nie. Jeśli cenię pokój i biorę udział w mani­fe­sta­cji prze­ciwko woj­nie, doświad­czę poczu­cia, że moje dzia­ła­nie ma zna­cze­nie. Jeśli cenię miłość i odwie­dzam bli­ską osobę, doświad­czę poczu­cia, że moje dzia­ła­nie ma zna­cze­nie. Jeśli cenię roz­wój i potra­fię sprze­dać moją kon­cep­cję roz­wi­ja­nia umie­jęt­no­ści mięk­kich w nowej fir­mie, doświad­czę poczu­cia, że moje dzia­ła­nie ma zna­cze­nie. Ogól­nie rzecz bio­rąc, wszystko, co robisz i co jest w dużym stop­niu zgodne z twoją fun­da­men­talną war­to­ścią, przy­nie­sie zna­cze­nie two­jemu życiu. Z tego punktu widze­nia war­to­ści sta­no­wią tor, na któ­rym mate­ria­li­zuje się zna­cze­nie.

WAR­TO­ŚCI OCHRA­NIAJĄ ZNA­CZE­NIE

To zna­czy, że war­to­ści to narzę­dzia, które pozwa­lają ci zbo­czyć z drogi w stronę zna­czą­cego życia.

Jako psy­cho­log, tera­peuta i coach zro­zu­mia­łem, że bada­nie poszu­ki­wań zna­cze­nia życia jest bar­dziej zło­żone niż praca nad iden­ty­fi­ka­cją war­to­ści. Zna­cze­nie to abs­trak­cyjne poję­cie, pod­czas gdy war­to­ści są bar­dziej kon­kretne, nama­calne i iden­ty­fi­ko­walne. W moim prze­ko­na­niu pyta­nie, które powin­ni­śmy sobie zada­wać, nie brzmi "jaki jest sens mojego życia?", ale "jak mogę kształ­to­wać moje życie, aby to zna­cze­nie wyła­niało się samo?". Jeśli będziemy mieć jasne war­to­ści i zobo­wią­żemy się do podej­mo­wa­nia dzia­łań zgod­nych z nimi, zna­cze­nie będzie tego natu­ralną kon­se­kwen­cją.

Zanim jed­nak pogłę­bimy tę kwe­stię, musimy poroz­ma­wiać o czte­rech fun­da­men­tal­nych dźwi­gniach, które trzeba poznać w pro­ce­sach zmiany. Praca nad war­to­ściami nie jest bowiem celem samym w sobie, lecz ści­śle wiąże się z co naj­mniej trzema innymi ele­men­tami o klu­czo­wym zna­cze­niu.

2. Cztery dźwignie zmian

2

Cztery dźwi­gnie zmian

W TYM ROZ­DZIALE...

Dowiesz się, dla­czego czę­sto sta­wiasz sobie zmiany za cel, ale z róż­nych powo­dów nie udaje ci się go osią­gnąć. Nauczysz się wyko­rzy­sty­wać cztery dźwi­gnie zmiany, aby osią­gnąć trwałe, zrów­no­wa­żone wyniki zgodne z tym, co naprawdę ma dla cie­bie zna­cze­nie. Zro­zu­miesz, jak uży­wać czte­rech dźwi­gni zmiany, aby uła­twić zmiany także u osób, które kochasz, i moty­wo­wać je do dąże­nia do wiel­kich rezul­ta­tów. Odkry­jesz, jaka jest główna przy­czyna two­ich naj­więk­szych nie­po­wo­dzeń i jak ją poko­nać. Nauczysz się, dla­czego świat nie­wi­dzialny zawsze zwy­cięża nad świa­tem widzial­nym i jak obró­cić tę zasadę na swoją korzyść. Zro­zu­miesz, dla­czego musisz prze­stać ści­gać życie wystar­cza­jące i zacząć akcep­to­wać życie pełne obfi­to­ści. Zdasz sobie sprawę, że wewnątrz cie­bie, i wewnątrz każ­dej innej osoby, tkwi nasiono z poten­cja­łem do pie­lę­gno­wa­nia i roz­wi­ja­nia każ­dego dnia, aby osią­gnąć wiel­kie cele.

DROGA DO REZULTATÓW

Co spra­wiło, że dzi­siaj rano wsta­łeś z łóżka? Czego będziesz szu­kał w dzi­siej­szym dniu? Co skła­nia two­jego sąsiada do pój­ścia do pracy? Dla­czego czy­tasz tę książkę? Dla­czego zor­ga­ni­zo­wa­łeś kola­cję z przy­ja­ciółmi w sobotni wie­czór?

W dużej mie­rze to, co popy­cha nas do dzia­ła­nia, to poszu­ki­wa­nie okre­ślo­nych rezul­ta­tów.

Wszy­scy robimy to, co robimy, z nadzieją, że znaj­dziemy to, czego pra­gniemy: chcemy popra­wić nasze zdro­wie, osią­gnąć lep­szą kon­dy­cję fizyczną, zara­biać wię­cej, mieć satys­fak­cjo­nu­jący zwią­zek, lep­sze wyniki w pracy i przy­jemny wie­czór.

Wsta­jemy rano i poru­szamy się po świe­cie zmo­ty­wo­wani rezul­ta­tami, które już osią­gnę­li­śmy, i w poszu­ki­wa­niu nowych rezul­ta­tów, które możemy jesz­cze osią­gnąć, tak zwa­nych celów.

Nasze cele natu­ral­nie zmie­niają się w róż­nych fazach życia, a w zależ­no­ści od tych, które sobie sta­wiamy, pod­cho­dzimy do teraź­niej­szo­ści na różne spo­soby. Gdy stoi przed tobą ambitny cel, zdolny wzbu­dzić w tobie pasję, żyjesz teraź­niej­szo­ścią, pełen ener­gii i cał­ko­wi­cie skon­cen­tro­wany. Jeśli nato­miast twoja przy­szłość jest skom­pli­ko­wana i przy­gnę­bia­jąca, wsta­jesz z łóżka z zupeł­nie innym nasta­wie­niem psy­chicz­nym.

PRO­BLEMY ZNAJ­DUJĄ SIĘ W PRZE­SZŁO­ŚCI, ROZ­WIĄ­ZA­NIA W PRZY­SZŁO­ŚCI

Nie da się zaprze­czyć, że pro­blemy tkwią w prze­szło­ści, ale to, jak pod­cho­dzisz do jutra, czyli jakie cele sta­wiasz sobie na nad­cho­dzące dni, sta­nowi istotną część two­jego obec­nego stanu umy­sło­wego i emo­cjo­nal­nego.

PRZY­SZŁOŚĆ WPŁYWA NA TWOJĄ TERAŹ­NIEJ­SZOŚĆ BAR­DZIEJ NIŻ PRZE­SZŁOŚĆ

Ta dyna­mika jest oczy­wi­sta, gdy obser­wu­jesz dziecko: jeśli rano musi wstać, bo czeka je kla­sówka z gra­ma­tyki, budzi się przy­ga­szone i pozba­wione moty­wa­cji. Jeśli nato­miast jest 24 grud­nia i ma roz­pa­ko­wać pre­zenty pod cho­inką, jest tak pod­eks­cy­to­wane, że wstaje przed dźwię­kiem budzika.

Zde­fi­nio­wane eks­cy­tu­jące cele zwią­zane z tym, czego pra­gniemy, są z pew­no­ścią pierw­szym bodź­cem do sku­tecz­nej zmiany. Jeśli nato­miast żeglu­jesz po omacku i bez celu, życie będzie kon­tro­lo­wać kie­ru­nek two­jej przy­szło­ści, spra­wia­jąc, że poczu­jesz się pozba­wiony ener­gii, zdez­o­rien­to­wany i bez­radny wobec zmian.

Jed­nakże pożą­dane rezul­taty są tylko małą czę­ścią bar­dziej zło­żo­nego pro­cesu, ponie­waż ści­śle zależą od dzia­łań, które zde­cy­du­jemy się pod­jąć.

W zależ­no­ści od podej­mo­wa­nych dzia­łań osią­gasz różne rezul­taty. Załóżmy, że chcesz popra­wić swoją kon­dy­cję fizyczną. Aby osią­gnąć ten cel, ist­nieją pewne rze­czy, które będziesz musiał zro­bić, oraz takie, któ­rych lepiej uni­kać: będziesz musiał zdrowo się odży­wiać i jed­no­cze­śnie prze­strze­gać diety; będziesz musiał regu­lar­nie tre­no­wać i ogra­ni­czyć czas spę­dzony na leże­niu na kana­pie; być może sko­rzy­stasz z pomocy spe­cja­li­sty i tak dalej.

Jak można zauwa­żyć na powyż­szym sche­ma­cie, dzia­ła­nia to nie­zbędny krok, klu­czowy ele­ment do osią­gnię­cia rezul­ta­tów.

Cza­sem cel, do któ­rego dążymy, jest na tyle istotny, że skła­nia nas do stu­dio­wa­nia jego natury i wdro­że­nia stra­te­gii, aby go osią­gnąć: im lep­sze stra­te­gie, tym lep­sze osią­gnięte rezul­taty.

JEŚLI ROBISZ TO, CO ZAWSZE ROBI­ŁEŚ, OTRZY­MASZ TO, CO ZAWSZE OTRZY­MY­WA­ŁEŚ

Naj­gor­szą decy­zją, jaką możesz pod­jąć, jest trwa­nie przy tych samych dzia­ła­niach, licząc na uzy­ska­nie innych rezul­ta­tów.

Wyniki i dzia­ła­nia two­rzą to, co nazy­wam świa­tem widzial­nym. Są to bowiem dwa ele­menty, na któ­rych 99% z nas się sku­pia, gdy chce coś zmie­nić dla sie­bie lub pomóc innym w zmia­nie.

Dla lep­szego zro­zu­mie­nia: naj­pierw posta­na­wiam popra­wić kon­dy­cję, co sta­nowi ocze­ki­wany rezul­tat, następ­nie poszu­kuję naj­lep­szej stra­te­gii lub dzia­ła­nia, aby osią­gnąć ten cel, czyli zapi­suję się na siłow­nię.

Jed­nakże nic w życiu nie jest aż tak pro­ste. Potwier­dza to fakt, że świat jest pełen ludzi, któ­rzy mają nie­uży­wane kar­nety na siłow­nię.

Albo załóżmy, że chcę pomóc mojemu dziecku osią­gnąć lep­sze wyniki w nauce. Wtedy spę­dzę z nim sobot­nie popo­łu­dnie, poma­ga­jąc mu w powtó­rze­niu mate­riału, i być może zapi­szę je na kurs sku­tecz­nych metod ucze­nia się. W ten spo­sób, aby zachę­cić je do osią­gnię­cia celu, podej­muję dzia­ła­nia, udzie­lam wspar­cia i opra­co­wuję stra­te­gie przy­datne do zdo­by­cia dobrej oceny.

Jed­nakże jeśli pew­nego popo­łu­dnia nie zaan­ga­żuję się, aby pomóc dziecku w nauce, trudno będzie mu odczuć impuls do dzia­ła­nia i praw­do­po­dob­nie zde­cy­duje się spę­dzić czas, gra­jąc w piłkę nożną na podwórku.

Dla­czego tak się dzieje? Dla­czego nawet jeśli dostar­czę komuś kon­kretne cele i udane stra­te­gie, nie ozna­cza to, że osią­gnie on ocze­ki­wane rezul­taty?

Aby to zro­zu­mieć, trzeba wró­cić do korzeni pro­ce­sów zmiany, nie zatrzy­mu­jąc się na tym, co się dzieje w świe­cie widzial­nym. Nie możemy sku­piać się tylko na tym, co mamy zro­bić, raczej musimy iść dalej: trzeba zro­zu­mieć i poznać świat nie­wi­dzialny, który pod­trzy­muje i ugrun­to­wuje nasze dzia­ła­nia, a tym samym rezul­taty, jakie osią­gamy.

Zatem kolejne pyta­nie, które trzeba sobie zadać, brzmi: skąd biorą się dzia­ła­nia? Dzia­ła­nia są owo­cem drzewa idei, ele­mentu, który nie ma niczego kon­kret­nego i nama­cal­nego, ale cią­gle wpływa na to, co robisz i jak to robisz7.

Tak naprawdę to na pod­sta­wie idei, w które wie­rzysz, decy­du­jesz, jakie dzia­ła­nia podej­mu­jesz. To wła­śnie te dzia­ła­nia w osta­tecz­nym roz­ra­chunku pozwolą ci osią­gnąć kon­kretne rezul­taty.

Jeśli uwa­żam, że w kłótni naj­waż­niej­sze jest prze­ko­na­nie dru­giej osoby do mojego punktu widze­nia, zostanę skło­niony do dzia­łań zgod­nych z tymi ide­ami: pod­niosę głos, nie­ustan­nie będę pod­kre­ślał moją opi­nię, skon­cen­truję się wyłącz­nie na przed­sta­wie­niu mojego sta­no­wi­ska. Oczy­wi­ście wyni­kiem tego zacho­wa­nia będzie pod­trzy­my­wa­nie kon­fliktu, usta­wie­nie roz­mówcy w zamknię­tej pozy­cji i zwięk­sze­nie roz­dź­więku mię­dzy nami.

Z kolei jeśli idea, w którą wie­rzę, jest inna, to zmie­niają się wszyst­kie etapy roz­mowy.

Jeśli pod­cho­dzę do kon­fliktu z ideą, że naj­waż­niej­sze jest zro­zu­mie­nie punktu widze­nia dru­giej osoby, będzie mi instynk­tow­nie zale­żało na zada­wa­niu pytań roz­mówcy, dawa­niu mu wię­cej czasu na zor­ga­ni­zo­wa­nie odpo­wie­dzi, uży­wa­niu tonu głosu wska­zu­ją­cego na zacie­ka­wie­nie i ugodę. Nie­uchron­nie rezul­taty będą prze­ciwne do poprzed­nich: roz­mówca poczuje się lepiej zro­zu­miany, ja będę miał dostęp do więk­szej liczby infor­ma­cji i w rezul­ta­cie będę w sta­nie zapro­po­no­wać roz­mówcy coś, co zado­woli rów­nież jego wyma­ga­nia.

Tak samo musimy zawsze pamię­tać, że jeśli chcemy zmie­nić rezul­taty, które otrzy­mu­jemy, mamy co naj­mniej trzy dźwi­gnie do wyko­rzy­sta­nia.

Wra­ca­jąc do przy­kładu doty­czą­cego kon­dy­cji fizycz­nej, mogę zaofe­ro­wać sobie małą zachętę, jeśli uda mi się osią­gnąć mój cel (wpły­wa­jąc na wymiar rezul­ta­tów), mogę szu­kać naj­lep­szych stra­te­gii do wzmoc­nie­nia swo­jej kon­dy­cji (dzia­ła­jąc na wymiar dzia­łań), ale muszę rów­nież ana­li­zo­wać moje prze­ko­na­nia na temat aktyw­no­ści fizycz­nej. Fak­tycz­nie jeśli uwa­żam, że upra­wia­nie sportu jest męczące i kło­po­tliwe, wkrótce moje prze­ko­na­nia zaczną domi­no­wać nad jaką­kol­wiek zachętą czy stra­te­gią.

To dla­tego nie­wi­dzialne zawsze wygrywa z tym, co widzialne.

NIE­WI­DZIALNE ZAWSZE WYGRYWA Z TYM, CO WIDZIALNE

Możemy moty­wo­wać się poprzez zmiany w celach i dzia­ła­niach, inwe­sto­wać nasz czas w lep­sze zde­fi­nio­wa­nie osią­ga­nych rezul­ta­tów, poszu­ki­wać naj­bar­dziej spraw­dzo­nych stra­te­gii w osią­gnię­ciu kon­kret­nego celu... ale jeśli nie potra­fimy zmie­nić prze­ko­nań, które nam towa­rzy­szą, osta­tecz­nie one zawsze zwy­ciężą i skie­rują nas ku zacho­wa­niom zgod­nym z nimi.

Dla­tego doko­na­nie trwa­łej zmiany ozna­cza przede wszyst­kim zasta­no­wie­nie się nad prze­ko­na­niami, które wyzna­jemy. Zmiana prze­ko­nań ozna­cza zmianę kie­runku mojego życia. I nie jest to przy­pa­dek, że zaczą­łem regu­lar­niej tre­no­wać w momen­cie, gdy przy­ją­łem prze­ko­na­nie, że upra­wia­nie sportu nie pochła­nia mojej ener­gii, a wręcz ją odna­wia.

Ten sam mecha­nizm działa rów­nież w pro­ce­sach, w któ­rych musimy pomóc innym zmie­nić rezul­taty lub zacho­wa­nia.

Zamiast naci­skać na syna, aby spę­dzał ze mną popo­łu­dnie na nauce (albo jako doda­tek do tej stra­te­gii), może warto spró­bo­wać wydo­być z niego, jakie on ma pomy­sły na naukę - by móc je zana­li­zo­wać i w nie­któ­rych przy­pad­kach zastą­pić bar­dziej funk­cjo­nal­nymi. Jeśli syn uważa, że nauka histo­rii nie ma sensu, kon­sola zawsze zwy­cięży nad pod­ręcz­ni­kami. Jeśli jed­nak uda ci się "sprze­dać"8 mu pomysł, że zna­jo­mość prze­szło­ści umoż­li­wia dokład­niej­sze czy­ta­nie przy­szło­ści, wtedy będzie bar­dziej zain­te­re­so­wany Spar­ta­nami i nie będzie robił wszyst­kiego, aby uni­kać nauki o nich.

ABY ZMIE­NIĆ ŻYCIE, ZMIEŃ IDEE

Pomyśl, ile pro­ble­mów tego rodzaju poja­wia się codzien­nie w miej­scach pracy i jak zazwy­czaj powierz­chow­nie są one trak­to­wane. Załóżmy, że masz współ­pra­cow­nika, który zawsze się spóź­nia, każ­dego dnia wcho­dzi do biura pół godziny po cza­sie. Jeśli chcesz zmie­nić tę sytu­ację, jego podej­ście, możesz po pro­stu prze­ka­zać mu bez zbęd­nych słów, że musi być punk­tu­alny, wpły­wa­jąc tym samym na rezul­tat. Z tego, co wiem, ta metoda może zadzia­łać, ale z mojego doświad­cze­nia jako psy­cho­loga i coacha mogę powie­dzieć, że nie na długo. Bar­dziej praw­do­po­dobne jest, że współ­pra­cow­nik będzie punk­tu­alny przez kilka dni, a potem wróci do swo­jego zwy­czaju spóź­niania się, ty zaś nie osią­gniesz zamie­rzo­nego celu.

Możesz także zde­cy­do­wać się pra­co­wać bez­po­śred­nio na jego dzia­ła­niach i powie­dzieć mu: "Będę dzwo­nić do cie­bie każ­dego wie­czoru, aby upew­nić się, że idziesz spać o dzie­sią­tej, żebyś następ­nego dnia przy­szedł na czas". W ten spo­sób wpły­wasz na poziom dzia­łań, by osią­gnąć lep­sze rezul­taty. Bar­dzo praw­do­po­dobne jest, że gdy prze­sta­niesz dzwo­nić do swo­jego współ­pra­cow­nika, aby się upew­nić, że idzie spać wcze­śnie, zacznie znów się spóź­niać. Zrobi to, ponie­waż ma pod­sta­wowe prze­ko­na­nie, że punk­tu­al­ność nie jest naprawdę ważna. Więc gdy tylko pre­sja znik­nie, wróci do swo­jego pod­sta­wowego prze­ko­na­nia: punk­tu­al­ność nie jest naprawdę ważna.

Aby zmie­nić czy­jeś zacho­wa­nie, musisz zwró­cić więk­szą uwagę na jego idee.

ABY ZMIE­NIĆ ZACHO­WA­NIE INNYCH, MUSISZ ZWRÓ­CIĆ WIĘK­SZĄ UWAGĘ NA ICH IDEE

Tak naprawdę, jeśli uda ci się zmie­nić czy­jeś idee (bez mani­pu­lo­wa­nia, pro­po­nu­jąc alter­na­tywy bar­dziej funk­cjo­nalne dla jego życia), podej­mie on inne dzia­ła­nia i osią­gnie inne rezul­taty.

Jed­nak ele­ment idei to tylko pierw­szy sto­pień, który pro­wa­dzi nas w głąb świata nie­wi­dzial­nego, jest coś jesz­cze, co go pod­trzy­muje.

Zasta­nów się: skąd biorą się idee, które hodu­jesz? Gdzie się rodzą? Na czym opie­rają się twoje myśli?

Z pew­no­ścią wpływa na cie­bie to, co czy­tasz, twoi zna­jomi, pro­gramy tele­wi­zyjne, które oglą­dasz, i czas, który poświę­casz na pozna­nie sie­bie. Przede wszyst­kim jed­nak idee wywo­dzą się z two­ich war­to­ści, czyli, jak już powie­dzie­li­śmy, z powo­dów, dla któ­rych według cie­bie życie "ma sens".

Na pod­sta­wie war­to­ści, które pie­lę­gnu­jesz i akcep­tu­jesz, natu­ral­nie będziesz for­mu­ło­wać pewne pomy­sły. Na przy­kład jeśli cenisz zdro­wie, łatwo ci przyj­dzie pomy­śleć: "Co mogę dzi­siaj zro­bić, aby utrzy­mać dobrą formę?". Lub też: "Jak mogę moni­to­ro­wać para­me­try mojego ciała?". War­tość zdro­wia wyge­ne­ruje zdrowe pomy­sły, które prze­kształcą się w zdrowe zacho­wa­nia, przy­datne do osią­gnię­cia korzyst­nych rezul­ta­tów dla two­jego ciała.

Ponadto im bar­dziej jesteś zwią­zany i skon­cen­tro­wany na swo­ich war­to­ściach, tym łatwiej ci będzie spon­ta­nicz­nie roz­wi­jać pomy­sły z nimi zgodne, a co za tym idzie, podej­mo­wać dzia­ła­nia i osią­gać rezul­taty zgodne z tymi war­to­ściami.

Jeśli tak posta­wimy sprawę, staje się jasne, że war­to­ści leżą u pod­staw pro­cesu pro­wa­dzą­cego do rezul­ta­tów. Roz­grywka two­jego życia toczy się w rze­czy­wi­sto­ści na tym pozio­mie - pozio­mie two­ich war­to­ści. I dla­tego ważne jest, byś potra­fił je roz­po­zna­wać, a następ­nie zro­zu­mieć, jak je wyko­rzy­stać w swoim życiu.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1. Przyp. tłu­maczki: gra słów geni­tori di valori - war­to­ścio­wym rodzi­com/rodzi­com war­to­ści. [wróć]

2. Jak pisze Marc Levy w swo­jej powie­ści A jeśli to prawda..., z któ­rej zaczerp­ną­łem inspi­ra­cję do zabawy z 86 400 euro, "każ­dego dnia rozu­miał, jak nie­wielu ludzi umie liczyć i doce­niać czas" (M. Levy, A jeśli to prawda..., Muza, War­szawa 2002). [wróć]

3. Na końcu książki znaj­dziesz Kartę Iden­ty­fi­ka­cyjną War­to­ści, w któ­rej popro­szę cię o zapi­sa­nie nie­któ­rych naj­waż­niej­szych odpo­wie­dzi z zapro­po­no­wa­nych ćwi­czeń. Celem Karty Iden­ty­fi­ka­cyj­nej War­to­ści jest dostar­cze­nie ci współ­rzęd­nych, dzięki któ­rym będziesz mógł się poru­szać w życiu, bazu­jąc na swo­ich war­to­ściach. [wróć]

4. Nawią­za­nie do pod­ca­stu Audi­ble Ori­gi­nal "Memento Vivere" Luki Maz­zuc­chel­lego i Jes­siki Mariany Masucci. To seria 8 odcin­ków audio, w któ­rych bada­jąc tabu śmierci w naszym spo­łe­czeń­stwie, sta­rają się nauczać, jak doce­niać życie. {: .Pod­sta­wowy-aka­pit} [wróć]

5. A.S. Water­man, Two con­cep­tions of hap­pi­ness: Con­tra­sts of per­so­nal expres­si­ve­ness (euda­imo­nia) and hedo­nic enjoy­ment, "Jour­nal of Per­so­na­lity and Social Psy­cho­logy" 64 (4), 678, 1993. [wróć]

6. Widzimy to na przy­kład w: M.F. Ste­ger, T.B. Kash­dan, S. Oishi, Being good by doing good: Daily euda­imo­nic acti­vity and well-being, "Jour­nal of Rese­arch in Per­so­na­lity", 42, 22-42, 2008, r. 6. [wróć]

7. Świat nie­wi­dzialny, w prze­ci­wień­stwie do tego, co widoczne, składa się z nie­ma­te­rial­nej sub­stan­cji o pew­nych "magicz­nych" wła­ści­wo­ściach, o któ­rych za chwilę poroz­ma­wiamy. Na razie ważne jest zro­zu­mie­nie, że nie wszystko, co przy­czy­nia się do osią­gnię­cia naszych celów, jest widoczne i kon­kret­nie nama­calne. Jed­nak fakt, że cze­goś nie widzimy, nie doty­kamy, nie sma­ku­jemy ani nie czu­jemy zapa­chu tego, nie ozna­cza, że to coś nie ist­nieje. Zauwa­żysz, że wiele rze­czy obec­nych w świe­cie widzial­nym kie­dyś nale­żało do sfery świata nie­wi­dzial­nego. Bar­dziej szcze­gó­łowo - były to po pro­stu pomy­sły: to wła­śnie stąd biorą się dzia­ła­nia, które następ­nie przy­no­szą nama­calne rezul­taty. [wróć]

8. Poję­cie sprze­daży w odnie­sie­niu do świata idei, war­to­ści i zacho­wań będzie roz­wi­jane wie­lo­krot­nie w książce, zwłasz­cza w załącz­niku - sek­cji poświę­co­nej sprze­daży za pomocą trzech rodza­jów inte­li­gen­cji. [wróć]