Recenzje prasowe
pierwszy poprzedni 1 2 3 4 5 ... 1176 następny ostatni

[ < ] [ 11..15 ] [ > ]





Słodkie sekrety, czyli bezglutenowe, roślinne historie pisane lukrem

Książka, która w bardzo prosty i przyjemny sposób ukazuje jak można poradzić sobie w kuchni bez glutenu. Autorka w wieku 12 lat musiała przejść na dietę bezglutenową. Jestem sama zaskoczona jak wiele przepisów można wykonać pomijając mąki z glutenem.

W książce znajdziecie podstawowe informacje o sprzęcie kuchennym, podstawy w kuchni bezglutenowej tj. jak: - jak przygotować domowe masło orzechowe, - jaką mąkę warto mieć zawsze w domu, - co to jest aquafaba, - czy istnieje domowy jogurt roślinny

Znajdziecie przepisy na domowe mleko kokosowe, jaglane czy migdałowe.

Przepis który mi się spodobał to daktylowy karmel, taki prosty i smaczny!

Dowiecie się, które mąki są bez glutenu, autorka dzieli się z czytelnikami przepisami na bezy, naleśniki, biszkopt, ciasto kruche i wiele innych podstawowych przepisów.

Książka została podzielona na pory roku i w ten sposób autorka przedstawia swoje przepisy.

Ja też jestem ogromnym fanem sezonowości w kuchni, więc ten układ bardzo mi się podoba.

Przepisy są podane w bardzo jasny i prosty sposób, a klimatyczne zdjęcia oddają charakter dania.

Książka jest wydana w grubej solidnej oprawie, nakładem wydawnictwa Helion.

Polecam tą książkę każdej osobie, która chciałaby móc wykonywać bezglutenowe wypieki czy desery.

Dla mnie to godna uwagi pozycja!

Polecam!

Smykwkuchni.blogspot.com, Karolina Smyk; 2017-04-22



Zranieni

Sidney i Peter to dwójka zranionych ludzi. Jedno przypadkowe spotkanie pobudza ich do życia, ale również budzi ich przeszłość. Czy zdołają z tym wygrać? Czy grozi im coś jeszcze?

Według mnie "Zranieni" to historia pełna poplątanych emocji. Czytając tą historię czujemy się jak na karuzeli uczuć, gdyż odczuwamy wszystko co bohaterowie - zaczynając od szczęścia a kończąc na strachu. Dzięki tej książce można zrozumieć, że świat nie jest idealny i że niewyjaśniona przeszłość nigdy nas nie zostawi w spokoju. Ukazuje się tutaj obraz miłości, która przy dwóch zranionych duszach nie potrafi iść na przód. Jak dla mnie jest to historia inna niż poznane do tej pory i bardzo dobrze obrazuje jak wiele może znaczyć jedno uczucie.

rudablondynkarecenzuje.blogspot.com, Andżelika Arendarska; 2017-04-19



Dręczyciel

Pierwsze wrażenie bywa najważniejsze, przynajmniej w wielu sytuacjach, w przypadku Penelope Douglas i Dręczyciela było strzałem w dziesiątkę. Świetna młodzieżówka, w której akcja pędzi niczym rollercoaster, a bohaterowie… nie sposób ich nie pokochać.

Pokładałam duże nadzieje w tej powieści, byłam więc mile zaskoczona tym, że wyobrażenia dorównały rzeczywistości. Lektura pochłonęła mnie już od pierwszych stron i do samego końca trzymała w napięciu. Motyw nienawiści jest z reguły gwarantem wartkiej, dynamicznej akcji, która się nie nudzi. W przypadku tej powieści faktycznie tak było. Rozdział po rozdziale coś się działo. Oczywiście nie obyło się bez „małych zgrzytów”, ale w odniesieniu do całości – nie mam się do czego przyczepić. Całość podkręcały dialogi, które niejednokrotnie mnie bawiły, a jednocześnie były niesamowicie naładowane emocjami. Czytając, miałam przed oczami twarze bohaterów, a wyobraźnia podsuwała „żywe” dźwięki, jak gdybym brała udział w wydarzeniach opisanych przez autorkę.

Autorka ma bardzo przyjemny, lekki styl. Książkę czyta się szybko – można rzecz „jednym tchem”. Plastyczny język zdecydowanie wpływa pozytywnie na odbiór książki. Pozwala „zobaczyć” opisy stworzone przez autorkę, mogąc w ten sposób poczuć klimat amerykańskiego college’u, gdzie dzieją się rzeczy przedziwne… ale czy w polskich szkołach średnich jest inaczej?

To, co dodaje smaczku całej powieści to tak „modne” za oceanem wyścigi samochodowe, popularne wśród młodzieży. Adrenalina, szybka jazda, kuse stroje młodych dziewcząt i przystojniacy za kółkiem… można mdleć?

Penelope Douglas w ciekawy sposób przedstawiła relacje pomiędzy głównymi bohaterami. Od przyjaźni do nienawiści i od nienawiści do miłości. Teoretycznie ten wątek mógłby się wydawać bardzo przewidywalny, bo czegóż w sumie można byłoby się spodziewać… ale nie ma tak łatwo… dlaczego? Dowiecie się, sięgając po książkę.

Dręczyciel w przystępny sposób pokazuje nie tylko realia szkół średnich, ale i dojrzewanie, dorastanie ów nastolatków. Autorka świetnie wplotła te aspekty w całość powieści, dodając jej nieco więcej głębi i wyrazu odcinając ją tym samym od „oklepanej powieści młodzieżowej”.

Na uwagę zasługuje również okładka. Pozornie nic szczególnego, ale sami powiedzcie, czyż nie wpada w oko? Czyż nie zachęca do sięgnięcia i przeczytania chociażby tego, co jest na odwrocie? Mnie osobiście urzekła i była głównym motorem, by sięgnąć po tę powieść…

Podsumowując: Dręczyciel to połączenie literatury młodzieżowej z literaturą obyczajową i romansem. Nie znajdziecie tutaj co prawda wyuzdanych scen, co najwyżej kilka wulgaryzmów – ale kto nastolatkowi zabroni przekląć? Niemniej książka uwiedzie Was wartką fabułą i bohaterami, którzy, choć tak skrajnie różni, pasują do siebie idealnie. (Wiecie, przeciwieństwa się przyciągają :) ). I rozwikłacie zagadkę nienawiści między tym dwojgiem…

Gorąco polecam!

papierowybluszcz.blog.pl, Michelle; 2017-04-20



Opowiadania drewnianego stołu. 125 przepisów, jak sprawić przyjemność sobie i bliskim

Czy można zachwycić się książką kucharską? Zdecydowanie tak! Ogromnie lubię wszelkie takie książki z przepisami, które nie tylko kuszą smakami i aromatami, jakie za jej pomocą możemy stworzyć we własnej kuchni, ale pięknym, zachwycającym wydaniem. Tak właśnie jest w przypadku „Opowiadań drewnianego stołu. 125 przepisów, jak sprawić przyjemność sobie i bliskim” Moniki Waleckiej.

Tak naprawę książka jest zbiorem ponad stu receptur, które wcześniej znalazły się na blogu autorki - Monika Walecka prowadzi bowiem stronę gotujebolubi.pl, gdzie inspiruje ciekawymi pomysłami na różnego rodzaju dania nieprzerwanie już kilka lat. Przez ten czas zbierała doświadczenie, rozwijała swoją pasję i uwiecznieniem tego są „Opowiadania drewnianego stołu”.

Tytułowy drewniany stół to miejsce spotkań z bliskimi, to symbol gościnności, domowego ciepła, do którego chce się ciągle wracać, celebrując codzienne posiłki, wyjątkowe uroczystości i chwile tylko dla siebie. Trudno nie przyznać racji autorce, gdy we wstępie do książki pisze, że każdy marzy o takim stole, „w którego bruzdach zapisała się historia posiłków biesiadujących przez pokolenia domowników.” Tą miłość do gotowania i do dzielenia się owocami swojej pracy z bliskimi widać w tej publikacji, jej przekaz jest jasny i czytelny – przygotowywanie posiłków jest ważne, ale ma sprawiać przyjemność, ma cieszyć nas i tych, dla których je przygotowujemy.

Może to zabrzmieć banalnie, ale wydanie jest naprawę świetne, w twardej oprawie, z czerwoną tasiemką w formie zakładki, sprawia, że książka jest bardzo praktyczna. Zdecydowaną ozdobą są tutaj zdjęcia potraw – co bardzo lubię, każdy przepis opatrzony jest zdjęciem – piękne, artystyczne zbliżenia apetycznych, kolorowych, małych dzieł sztuki kulinarnej. Doskonałym uzupełnieniem są ilustracje, akwarelowe rysunki, idealnie dopasowane kolorystycznie i stylistycznie do przedstawionego przepisu. Takie wydanie cieszy oko i zachęca do tego, by samemu chwycić za deskę do krojenia i rondel.

„Opowiadania...” podzielone są na kilka części, w których znajdziemy pomysły na dania odpowiednie na śniadanie, obiad, słodki deser, ale także rozdziały informacyjne – czym gotować i jak robić zakupy oraz co warto mieć w kuchni – przyznam szczerze, że te części mogłyby być dłuższe, bardziej szczegółowo omówione, po ich przeczytaniu miałam pewien niedosyt.

Najważniejsze są tutaj jednak przepisy, których różnorodność jest jedną z wielu zalet, są to bowiem pomysły na danie o każdej porze dnia, na każdą porę roku i sądzę, że zarówno miłośnik mięsa, wegetarianin czy osoba na diecie bezglutenowej znajdzie coś dla siebie. Wszystkie jednak są zdrowe, pełne smaku i, co najważniejsze, nie wydają się skomplikowane, wręcz przeciwnie, lista składników przy niektórych przepisach jest bardzo krótka, a wykonanie proste. Cieszy mnie to, że każdy wpis opatrzony jest krótka notatką od autorki, anegdotą, czy trickiem, by przedstawione danie w pewien sposób wykorzystać czy wzbogacić.

Między przepisami na pieczona ricottę z parmezanem, miodowy amarantus z jagodami goji czy brukselkę i tofu z makaronem sobą znajdziemy klasyczną, kremową pomidorówkę i domowy twaróg. Wszystko pięknie pokazane na zdjęciach, dokładnie opisane, przez co nawet taki laik kulinarny jak ja może sobie poradzić i wyczarować coś pysznego dla siebie czy bliskich. Jak przekonuje autorka - najważniejsze jest to, by gotowanie sprawiało nam radość, by cieszyć się tym procesem i włożyć do tego wykonania odrobinę serca.

Sztukater.pl, Linda



Zranieni

Wyobraźcie sobie sytuację, że właśnie zdenerwowani i nie do końca pewni siebie trafiacie na randkę w ciemno. Wszystko, zaskakująco, zmierza jednak w dobrym kierunku. Przystojny partner, udana rozmowa, pragnienie brnięcia w to dalej. Nagle okazuje się, że się pomyliliście i to nie co do oceny osoby, a co do wyboru stolika. To nie jest Wasza randka! I już wtedy cała magia chwili pęka jak mydlana bańka. Zabawne? W ten sposób zaczyna się historia szukającej szczęścia bohaterki powieści „Zranieni”. Zainteresowało Was co będzie dalej? Zapraszam na recenzję.

ZARYS FABUŁY Nieudana randka z finalną kompromitacją sprawia, że Sidney przestaje wierzyć we własne siły. Walcząc z mrokami przeszłości chciała stawić im czoła. Niestety cały ambitny plan kończy się fiaskiem. Życie jednak doprawdy potrafi ludziom dopiec, w szczególności, kiedy obierze sobie za cel poranione jednostki. Peter, czyli mężczyzna, z którym przez pomyłkę spotkała się w restauracji, okazuje się nowym wykładowcą na jej uczelni. A ona, mało tego, że będzie zmuszona pełnić rolę jego asystentki, zostaje także jego studentką. Czy mogło być gorzej?

Miłość, do której niełatwo będzie się przyznać. Relacja, która nie powinna przekraczać służbowych granic. Przypadek, który zaczyna rozwijać swoje skrzydła. Czy w świecie, w którym głośnym echem odbija się przeszłość, można znaleźć szczęście?

ZRANIENI – CZYLI ONA I ON W książce pojawia się schematyczna budowa związku oparta na zakazanym uczuciu, które nie powinno się wydarzyć, a jednak… Czy tylko ja mam wrażenie, że to już było? Niemniej dobrze wykorzystana koncepcja, nawet jeśli mało świeża, może zdobyć uznanie. Jak było tym razem?

Sidney to dziewczyna, która ucieka przed przeszłością. Osamotniona, zamknięta na relacje z mężczyznami, blokowana traumą, która nieraz przysparza jej kłopotów i wstydu. Przestraszona, choć próbująca stawiać czoła problemom, nie irytuje, choć przyznam, że niektóre z jej zachowań sprawiają wrażenie przesadzonych, że aż nienaturalnych. Z drugiej strony, kobieta sporo przeżyła. Ale co jej się przydarzyło? To musicie odkryć sami. Znacznie bardziej przypadła mi do gustu kreacja Petera. Człowiek obyty, z posadą godną szacunku. Trzymający emocje na wodzy potrafi rozczulić, bo w jego wnętrzu tkwi smutna historia, która pozostawiła po sobie ślad na sercu i ciele. Para stawiająca czoła wielu wyzwaniom – polubiłam ją, chociaż nie pokochałam.

TANIEC W TLE Uczucie jak z Kochając pana Danielsa, upokorzona bohaterka jak z Przypadków Callie i Kaydena oraz tło wyjęte rodem z Dirty Dancing. „Zranieni” to mieszanka różnych pomysłów tworzących w efekcie interesującą historię, którą czyta się całkiem szybko. Fabuła nie skupia się wyłącznie na miłości. Pojawia się tutaj także powracająca przeszłość – dosłownie i w przenośni. Niektóre z koszmarów stają się rzeczywistością, a demony zamierzchłych lat wychodzą z ukrycia, by narobić więcej szkód.

Z BAGAŻEM TRAUM Książka porusza istotne tematy, ponieważ bazą całej akcji okazuje się ludzka krzywda. Nie ukrywam jednak, że na swoim koncie mam wiele wzruszających powieści i ta nie wywołała w mnie współczucia. Pokornie przyjmowałam wszystko to, co aplikowała mi autorka, chociaż bez większych wrażeń. Może zbyt banalnie i zbyt płasko potraktowała traumy przeszłości, może postawiła na zbyt przesadną liczbę zbiegów okoliczności, które nie zaangażowały mnie, a jedynie pozwoliły mi przyglądać się całości z pewnej odległości? Nie wiem. Z drugiej strony książka liczy zaledwie 204 strony. Liczę na to, że H.M. Ward rozwinie skrzydła w kolejnych częściach, a ja pomimo wad, planuję je przeczytać. Bo wyczuwam w niej potencjał i lubię ten gatunek.

BLOKOWANA NAMIĘTNOŚĆ To, co odróżnia książkę od innych powieści z fabułą opartą na romansie, to specyficzny rodzaj namiętności. Takowa wisi w powietrzu, ale nie eksploduje. Autorka nie zasypuje czytelnika wyuzdanymi scenami czerwieniącymi policzki. A takie przeczekiwanie zaostrza apetyty i to mi się podoba.

PODSUMOWANIE Historia o miłości, ale nie tylko. Nieco przewidywalna, schematyczna, choć potrafiąca przykuć uwagę. Z trochę zdziwaczałą główną bohaterką i bohaterem, którego naprawdę polubiłam. Powieść nie wywołała we mnie lawiny emocji, pomimo tego, że trochę na to liczyłam. Z tymi swoimi demonami przeszłości wciąż pozostaje lekką lekturą, którą pochłania się w ciągu dwóch-trzech godzin. Dla pragnących relaksu, nieprzepadających za obszernymi tomiszczami kobiet – traf w dziesiątkę. Dla koneserów gatunku – odgrzewany kotlet. Jaka okaże się kolejna część? Planuję to sprawdzić. Bo wierzę w to, że autorka czymś mnie jeszcze zaskoczy.

ktoczytaksiazki-zyjepodwojnie.blogspot.com, werka777; 2017-04-12



pierwszy poprzedni 1 2 3 4 5 ... 1176 następny ostatni

[ < ] [ 11..15 ] [ > ]