Recenzje prasowe
pierwszy poprzedni 1 2 3 4 5 ... 1157 następny ostatni

[ < ] [ 11..15 ] [ > ]





Driven. Namiętność silniejsza niż ból

"Czasem musisz grać nieczysto, żeby zdobyć to, czego pragniesz."

 
K.Bromberg, to z całą pewnością jedna z lepszych autorek w dziale literatury erotycznej, ta kobieta potrafi połączyć wątki miłosne z przykrą rzeczywistością, która faktycznie rani i każe odczuwać naprawdę silne emocje. Kobieta znana najbardziej z trylogii Driven, z którą teraz mamy do czynienia, mężatka i przede wszystkim matka.  Zadebiutowała 12 listopada 2014 roku, właśnie z tą książką. Mam przeróżne odczucia co do jej twórczości, a najbardziej wyrywające się na powierzchnię to ciekawość, skąd wzięła się jej miłość do łączenia erotyków z tzw. Obyczajówką, być może kiedyś sama autorka odpowie na moje pytania.


 
"Mogę teraz wrócić do domu, żeby pożreć czekoladę i wypić wino, siedząc w puszystym szlafroku na swojej wygodnej kanapie."

Driven. Namiętność silniejsza niż ból, to pierwszy tom serii o ciężkiej miłości, do której trzeba dojrzeć i dążyć. Rylee to młoda kobieta, która pracuje z dziećmi skrzywdzonymi przez życie, jest stanowcza i pracowita, a wszystko wiąże się z bagażem jaki ze sobą nosi, targana wspomnieniami obumiera od środka, więc gdy z gazem dociśniętym na maksa Colton wbija się w jej szare dni, powoli zaczyna odzyskiwać wigor. 


 
"...ale seks bez zobowiązań… nie w związku… jak ty to robisz?— No cóż, zasadniczo trzeba wsadzić drążek A do otworu B."

Colton, wielka gwiazda, mężczyzna pożądany przez wszystkie kobiety, syn znanego aktora i reżysera. Czyli jak dobrze wiemy zadufany w sobie dupek o rozdętym ego, które tylko podsyca trochę adrenaliny. Można powiedzieć, że ma wszystko: kasę, karierę, naręcza kobiet… Ale i dla niego przeszłość nie była łaskawa, jest adoptowany, a o swojej przeszłości mówi niewiele, tak naprawdę tylko on wie co tak naprawdę przeżył. Gdy spotyka Rylee, jego świat zmienia się o 190stopni, a gdy mu odmawia, czuje nieposkromiony pociąg do owej kobiety.  Zazwyczaj przedstawicielki płci pięknej traktuje jak coś w rodzaju trofeum, które w większości samo pcha się w jego seksowne ramiona, ale Rylee jest inna, podsyca tylko jego ciekawość i pożądanie. Porusza jakąś czułą nutę w Coltonie. Historia tych dwojga przeplatana wzlotami i upadkami, cierpieniem i miłosnymi uniesieniami, miłością, którą odrzucają oraz codziennymi problemami. Praca Rylee zobowiązuje do pomocy dzieciom, które zostały skrzywdzone, często trudno do nich dotrzeć, ale ta młoda kobieta pokazuje, że warto im pomóc, bo są pełnowartościowymi młodymi ludźmi, których trzeba tylko naprowadzić na dobrą drogę i pomóc im nią dążyć. Kierowca wyścigowy Colton Donavan, równie skrzywdzony w dzieciństwie również udziela się w sprawach dotyczących owych dzieci.

"Pamiętaj, co ci zawsze powtarzałam: nie angażuj się w zatrzymanie kogoś, kto nie przejąłby się, gdyby cię stracił."
Książka emanuje empatią, którą autorka stara się w nas zaszczepić, a najlepsze jest to, że ukazuje nam, iż mimo swojego bagażu wspomnieć, które może nie są najciekawsze, jesteśmy równie wartościowymi ludźmi co inni, którzy wydają nam się idealni, K. pokazuje również, że nie ma ideałów, a jedynie pozory, więc bądźmy sobą i dążmy do doskonalenia cech, które są w nas najlepsze. Mimo że znam już zakończenie historii Coltona i Rylee, ponieważ zaczęłam nie od tej strony, od której trzeba to wiem, że prawdziwa miłość rozkwitła w nich już od samego pierwszego spotkania, choć ten „niezależny i niezasługujący na miłość” mężczyzna odrzucą ją i rani, starając się zachować równowagę, w której dotychczas żył, ona nie odpuszcza i wkrótce się przekona, że to jest to czego szukał przez całe swoje życie, ale co ja wam będę to zdradzać, musicie sami się przekonać. Najważniejsze pytania jakie zadałam sobie podczas lektury to: Dlaczego większość ludzi automatycznie odrzuca skrzywdzone dzieci zamiast im pomóc? Albo Dlaczego dzieci w wieku powiedzmy „młodzieżowym” są tak nietolerancyjne? Do teraz nie znalazłam odpowiedzi, aczkolwiek Driven starannie nakreśla owe położenie spraw.
 

Reasumując, K.Bromberg tworzy nie tylko dobre powieści „erotyczno-miłosne”, ale także poruszające ważne tematy „obyczajówki”, które chwytają za serce emocjami, którymi przepełniona jest książka. Bohaterowie Driven, to obarczone naręczem ciężkich wspomnień osoby, które mimo cierpienia są energiczne, nieszablonowe i przede wszystkim ciekawe, choć Colton czasem irytuje swoim zachowaniem i odzywała się często moja wewnętrzna feministka, to uwielbiam tę postać.  Czy można podsumować podsumowanie? Cóż najwidoczniej według mnie owszem, więc usiądźcie i przygotujcie się na sporą dawkę erotyzmu, emocji czy nostalgii, która ogaryna czytelnika po skończeniu lektury. Polecam, zwłaszcza teraz, gdy zbliża się wiosna i każdy z nas potrzebuje pobudzenia.

www.niesamowity-swiat-ksiazek.blogspot.com, Sara Kałecka



Fueled. Napędzani pożądaniem

Kobiety to złośliwe suki, mężczyźni to zagmatwani dranie, a ty musisz wybrać, której stronie bardziej ufasz.



 Z twórczością K. Bromberg nie stykam się po raz pierwszy, więc nie jest dla mnie zaskoczeniem, że ta autorka pnie się w górę przeskakując po 3-4 szczebelki. Nie zaczęłam od tej strony co trzeba i teraz czytam od trzeciej części do pierwszej, aczkolwiek nie psuje mi to przyjemności czytania, choć już wiem, jak to się mniej więcej skończy.. Wracając do autorki to nie mogę sobie wyobrazić jak połączyła tak przykre przeżycia z niesamowicie pikantnymi uniesieniami. Nie sztuka napisać dobrą książkę, a co dopiero serię.

Colton, mężczyzna pełen sprzeczności, zamknięty w sobie i jednocześnie otwarty na ludzi, no w szczególności na kobiety, które lgną do niego niczym ćmy do światła. Nigdy nie myślał o tym, że może spotkać go coś dobrego, ale nic bardziej mylnego, na jego drodze “doskonałych zasad”, które kontrolują przeszłość, staje Rylee. Panna Thomas jest drobną kobietą, która potrafi postawić na swoim, ale jest niestety dość naiwna czego Colt nie waha się wykorzystywać. Ta część jest równie cudowna jak następna, no cóż inaczej nie mogę powiedzieć, bo wzięłam się za tę serię nie tak jak trzeba, niemniej jednak dalej mam sporo do powiedzenia, ciekawa i szybko rozwijająca się akcja to z pewnością atrybut tej książki, trudno się przy niej nudzić. Fueled zmusza także do refleksji na temat przemocy oraz molestowaniu dzieci, który jest poruszany w książce. Muszę przyznać, że czytając i jedną i drugą część ciężko było mi przebrnąć przez opowieści Coltona czy historie tych małych chłopców, którzy zostali pozbawieni kochającej rodziny, mimo że nie zasłużyli na takie traktowanie, Boże! A kto zasłużył?! To nie jest zwykły erotyk, na pewno nie. Wzbudza tak skrajne emocje, że jest to aż nie do pojęcia.Już się boję co czeka mnie przy następnych powieściach K. Bromberg.

No cóż nadszedł ten moment, w którym muszę podsumować moją wypowiedź i wyrazić swoją opinię, która jest nawet bardziej niż pozytywna. Wydaje mi się, że cała seria Driven zasługuje na uznanie, ponieważ nie tylko pokazuje jak emocjonujące mogą być erotyki, ale także porusza problemy, które mogą dotknąć każdego z nas i jak trudne do przetrwania są skutki działań innych ludzi. Niekiedy robią to osoby, o których nie powiedzielibyśmy złego słowa. I to tak człowiek człowiekowi, ciężko mi to strawić, dlatego na tym zakończę. Wydaje mi się, że bardziej emocjonalnie przekazałam, że książka jest warta przeczytania, choćby po to aby zapoznać się z historią Coltona i dzieciaków, która kończyć się może różne, sami musimy wydedukować jak to się skończy, dlatego gorąco polecam, ponieważ ta książka zaspokoi nawet tych wymagających czytelników, a wiem, że każda, absolutnie każda kobieta zachwyci się historią miłości, która targana jest przez demony przeszłości, a jednak dalej ma duże szanse istnieć i przetrwać w tym okrutnym świecie, dlatego kobietki (ewentualnie mężczyźni [wątpię żeby coś takiego czytali, ale są wyjątki] ) ta książka to jest to! Raz jeszcze polecam!

Sara Kałecka , Sara Kałecka



Słodkie sekrety, czyli bezglutenowe, roślinne historie pisane lukrem

„Słodkie sekrety” to nie jest pierwsza książka Weroniki Madejskiej. Jej wcześniejsza publikacja to:  „Bez glutenu. Bez wyrzeczeń. Natchnione przepisy dla bezglutenowców, wegetarian i całej reszty świata”, prowadzi też własnego bloga.
 
            Pozycja ma nazwijmy to „półtwardą” oprawę. Nie jest ona zwykła – cienka, nie jest też mocno gruba – twarda. Książka jest kolorowa, a to dzięki zamieszczonym w niej ilustracjom/zdjęciom. Jeśli ktoś jest wrażliwy na różne zapachy warto by odłożył pozycję na jakiś czas po jej zakupie by się „przewietrzyła”. Ma dość intensywny zapach, który nie każdemu może przypaść on do gustu, czy nie każdy będzie mógł od razu go „znieść”.
 
            Jest to dość nowa pozycja, copyright z 2017 roku. Część zdjęć jest autorstwa Weroniki Madejskiej, ale nie wszystkie. Pomiędzy przepisami gdzieniegdzie można napotkać „Historie czytelników”, które urozmaicają publikację, choć nie każdemu odbiorcy mogą wydać się potrzebnym dodatkiem. Odnaleźć tu można również „Ważne informacje”, „Wstęp”, „Zanim zaczniesz” czy „Sprzęt” i „Słodziki”, które wprowadzają do publikacji i tłumaczą nijako wybrane rzeczy czy podpowiadają jak można do pewnych spraw podejść czy ukazują skąd niektóre składniki znalazły się w przepisach. W części nazwanej „Podstawy” można odnaleźć przepisy, których produkty końcowe nieraz będą wykorzystywane w dalszej części publikacji a także zalazła się informacja o „mąkach bez glutenu”.
 
            Co mi się nie spodobało? Bądź uważam, że można było zrobić inaczej? No cóż… najbardziej chyba wolałabym by inaczej został rozwiązany temat zdjęć. Nieraz ich brak co w przypadku przepisu, którego wynik nie wiemy jak powinien wyglądać, jest pewnym utrudnieniem, nie ujmuje to samemu przepisowi, ale jak już są zdjęcia to mogłoby przedstawiać to co jest tu najważniejsze czyli słodkości… nieraz wydaje się, że ważniejsze są np. dzieci niż produkt końcowy przepisu. Nie wszystkie „ilustracje” są jednak złe, niektóre są w odpowiednim miejscu i do tego właściwie zostały zrobione. Zdjęcia są też tym co najbardziej „rzuca się w oczy”. Także to one podczas zwykłego kartkowania pozycji mogą do niej zachęcić. Warto więc może w przyszłości bardziej się do nich przyłożyć, same one mogą zachęcić do spróbowania wykonania danego przepisu, tak miałam np. podczas odnalezienia zdjęcia zielonych naleśników :) a tym samym do zakupy publikacji.
 
            Przepisy podzielone są na pory roku co jest ciekawym rozwiązaniem. Te nazwijmy to działy zostały zaś podzielone na następujące części: „Na co dzień”, „Dla malucha”, „Na szybko”, „Na wyjątkowe okazje”. W zamieszczonych tu przepisach brak nazwijmy to „zwykłego cukru” zamiast tego znajdują się w nich takie składniki jak: ksylitol, syrop klonowy czy syrop z agawy. Brak też np. jajek (w końcu to przepisy roślinne) zamiast nich używana jest tu aquafaby. Do tego co ciekawe można odnaleźć tu przepis na polewę bez kakao/czekolady, w sam raz coś dla kogoś kto nie może go stosować, spożywać.
 
            W dużej części wydaje się być to pozycja dla kogoś kto ma trochę wolnego czasu by móc poeksperymentować i popróbować nowych rzeczy, mających też zasoby finansowe by choć spróbować kupić niektóre składniki, które być może w porównaniu do „zwykłych” kosztują trochę więcej. To pozycja też dla osób, które nie mogą jeść słodyczy, które mają w sobie gluten a także dla tych, którzy zdecydowali się na dietę wegańską.
           
            Jest to więc pozycja dla ludzi nie bojących się nowości bądź muszących znaleźć mniej standardowy sposób przyrządzania słodkich przysmaków. Niektóre przepisy są naprawdę łatwe do wykonania nawet dla kogoś mało doświadczonego w przyrządzaniu słodkości. Plusem są też dodatkowe uwagi autorki i jej podpowiedzi.
 
            Reasumując jest to ciekawa pozycja z niestandardowym podejściem do „słodyczy”. Może nie dla każdego, ale jeśli ktoś poszukuje jakiś przepisów na słodkości bez glutenu może tu odnaleźć wiele pomysłów i gotowych przepisów, które wydają się już wypróbowane i nie trzeba przy nich dużo główkować nad zamiennikami.
 

Kraina Czarów - Świat Airi, Airi



Opowiadania drewnianego stołu. 125 przepisów, jak sprawić przyjemność sobie i bliskim

Drewniany stół kojarzy mi się z centralnym miejscem w domu, to miejsce spotkań, rozmów i pyszne jedzenie. To uśmiechy, radości i łzy - odciskają się w każdej małej deseczce. Pamiętam taki stół u mojej babci, przy którym zawsze wszyscy siadali, jedli i rozmawiali. Ja w swoim domu także mam taki stół, i myślę, że każdy taki swój posiada. 


Ostatnio trafiła w moje ręce fantastyczna książka "Opowiadania drewnianego stołu" Moniki Waleckiej od Wydawnictwa Helion


Autorka książki to blogerka, to fotograf i stylistka jedzenia. Mieszka w San Francisco, gdzie nadal fotografuje i gotuje. Książkę przeczytałam dosłownie jednym tchem, jest naprawdę świetnie napisana, pięknie wydana. 

W książce znajdziecie bardzo dużo fajnych i ciekawych przepisów. Widać, że Monika kocha to co robi i w każda potrawę wkłada całe swoje serce. Jej podróż kulinarna trwa już kilka lat i końca jej nie widać. Gotowanie zmienia ludzi. Sama autorka zastanawia się co lepiej gotować - szukać ciągle nowych smaków czy skupić się na kilku potrawach i dopracować je do perfekcji, bardzo dobre pytanie. Ta książka ma być dla nas inspiracją, ma nas zachęcić do wejścia do kuchni i gotowania. Przepisy do propozycja, możesz samodzielnie coś zmieniać, coś dodać lub ująć. Na tym polega cała przyjemność. 


W książce oprócz przepisów znajdziemy parę przydatnych informacji na temat artykułów pierwszej, drugiej i trzeciej potrzeby. Nie ma sensu gromadzić nie wiadomo ile sprzętów w kuchni. Jest także parę słów jak robić zakupy i co warto zawsze mieć w lodówce czy kuchennych szafkach. No i przepisy - najpierw śniadania - pyszne, proste i apetyczne. Amarantus na mleku roślinnym z sosem malinowym, owsiane lassi, owsiany szejk z suszonych śliwek, tost codzienny, pikantna sałatka z marynowanych owoców, wiosenny twarożek czy pankejki z ricottą. Wszystko zapowiada się po prostu smakowicie. 

Na obiad to wspaniałe propozycja na kolorowe dania dla całej rodziny. Jesienna sałatka czy warzywne spaghetti z sosem cytrynowym. A może bakłażan zapiekany w sosie pomidorowym lub ragout z białej fasoli. Każdy znajdzie coś dla siebie z ogólnie dostępnych składników i bez zbytniego kombinowania. Są zupy kremy, sałatka z pieczonych ziemniaków i kalafiora, cukinie faszerowane pilawem z jagnięciny, pudding chlebowy z wędzonym serem i kwiatami cukinii czy faworki z kurczaka. Są dania mięsne - apetyczne pieprzne żeberka z aromatycznym sosie piwnym czy kotleciki jagnięce marynowane w zatarze. 

No i oczywiście moja ulubiona część czyli desery. Mój ulubiony chlebek bananowy czy szarotka orzechowa. Są rogaliki z dżemem i orzechami, mille-feuille w kieliszku, klasyczny sernik maślano-śmietankowy, sufleciki z koziego sera czy jaśminowe matchamisu.  Wszystkie zdjęcia są bardzo apetyczne i zachęcają do spróbowania. Obłędnie wyglądają czekoladowe ptysie z pomarańczową skorupką i to je chyba przygotuje w pierwszej kolejności. 


W sumie w książce znajdziemy 125 przepisów, wszystkie kolorowe i bardzo ciekawe. Są napisane w bardzo przystępny i nieskomplikowany sposób. Ja zdecydowanie polecam wam tą książkę. 

kulinarnamaniusia.pl, Marzena Szkodzińska



CO-DZIENNIK

Czy czujesz się czasem tak naprawdę źle?
Czy życie potrafi Cię przytłoczyć?
Czy wciąż czegoś szukasz?
Czy potrafisz okazywać emocje?
Czy chcesz się poczuć lepiej z samym sobą?

Jeśli na powyższe pytania odpowiedziałeś twierdząco, Drogi Czytelniku, CO-DZIENNIK jest zdecydowanie książką dla Ciebie. Ale jest to książka nietypowa o tyle, że Czytelnik sam wypełnia ją treścią.

Gdy przebrzmią już postanowienia noworoczne, czyli zwykle po pierwszym tygodniu stycznia, możemy sięgnąć po coś w czym wytrwamy, choć będzie to wymagające – podkreśla autorka, po czym dodaje: – Mam w sobie ogromną wiarę, że można w tej książce znaleźć jedno pytanie, zadanie dla siebie, które sprawi, że staniemy się lepsi dla siebie samych i równocześnie dla innych. To nie jest książka do przeczytania – to książka, którą należy przeżyć.

Jak to działa?
CO-DZIENNIK składa się z 365 stron. Na każdej z nich znajdziesz różnego rodzaju zadania i pytania, na które musisz (chcesz) odpowiedzieć. Niektóre pytania mogą brzmieć banalnie. Ale odpowiedzi na nie już takie nie są.
Np.: „Czym jest szczęście”?
Albo „W co jesteś niezaangażowany”?

Natomiast zadania bywają… trudne. Ale też warto je wykonać.
Np. „Dzisiaj. Weź paczkę chusteczek lub inny drobny przedmiot i zamień się z kimś. Powtórz to 10 razy. Wymiany odnotuj. Z czym zostałeś do 24 godzinach”?
Albo „Dzisiaj. Nie patrz od teraz przez 24 godziny na zegarek”.
Choć opisowa zawartość książki nie jest zbyt rozległa, publikacja ta może przynieść czytelnikowi wiele korzyści. Przede wszystkim „Co-dziennik” uczy dyscypliny – wyrabia nawyk poświęcania czasu samemu sobie. Poza tym jednak uczy uważności, pobudza wyobraźnię, pozwala przełamywać stereotypy i myślowe schematy, czy chociażby pozwala na zapisywanie własnych wspomnień. Długo jeszcze można by wymieniać…

Łatwe? Trudne? CO-DZIENNIK jest przepełniony takimi zadaniami i pytaniami. Skłania do refleksji nad sobą, a co najważniejsze, zmusza do aktywnego przyjrzenia się sobie, swojemu życiu i daje możliwość spojrzenia z perspektywy na swój świat. A co najlepsze – daje pole do wewnętrznej zmiany na lepsze.

Mogłabym jeszcze sporo napisać o tej nietypowej książce. Ale musiałabym Ci zdradzić więcej pytań i zadań, a naprawdę nie chcę tego robić. Powiem tylko jedno – już dawno nie trafiłam na książkę, która AŻ TAK skłoniłaby mnie do refleksji nad sobą i swoim życiem. Jednym słowem – polecam.

To nie jest książka do czytania. To książka do PRZEŻYCIA.

http://psycholog-pisze.pl/, Monika Kotlarek



pierwszy poprzedni 1 2 3 4 5 ... 1157 następny ostatni

[ < ] [ 11..15 ] [ > ]