Recenzje prasowe
pierwszy poprzedni 1 2 3 4 ... 1173 następny ostatni

[ < ] [ 6..10 ] [ > ]





Zranieni

Sidney i Peter to dwójka zranionych ludzi. Jedno przypadkowe spotkanie pobudza ich do życia, ale również budzi ich przeszłość. Czy zdołają z tym wygrać? Czy grozi im coś jeszcze?

Według mnie "Zranieni" to historia pełna poplątanych emocji. Czytając tą historię czujemy się jak na karuzeli uczuć, gdyż odczuwamy wszystko co bohaterowie - zaczynając od szczęścia a kończąc na strachu. Dzięki tej książce można zrozumieć, że świat nie jest idealny i że niewyjaśniona przeszłość nigdy nas nie zostawi w spokoju. Ukazuje się tutaj obraz miłości, która przy dwóch zranionych duszach nie potrafi iść na przód. Jak dla mnie jest to historia inna niż poznane do tej pory i bardzo dobrze obrazuje jak wiele może znaczyć jedno uczucie.

rudablondynkarecenzuje.blogspot.com, Andżelika Arendarska; 2017-04-19



Koszmar Morfeusza

Miłość i namiętność nie zawsze idą ze sobą w parze. Ale kiedy tak się dzieje, powstaje wyjątkowo ognisty związek. Taki, który nie tylko rozpala wszystkie zmysły, ale grozi... poparzeniem. W takim starciu rozum nie ma szans. Nie pozostaje nic innego, jak otworzyć szeroko ramiona i oddać się... zatraceniu.

Cassandra nie prosiła się o związek z Adamem. Na dobrą sprawę miał to być tylko niezobowiązujący seks. Przygoda na jedną. Okazało się, że mężczyzna nie tylko zdominował jej ciało, ale też serce. I nie byłoby w tym nic złego, gdy nie to, że Adam ma wiele sekretów i tajemnic. A część z nich... zagraża jej życiu. Na dobrą sprawę powinna wyjechać, dociąć się, zerwać wszelkie kontakty. Zamiast tego coraz bardziej brnie w świat, który wcale nie chciałaby poznać. Coraz bardziej zbliża się do rzeczywistości Adama. Ale czy jest to warte swojej ceny?

Wiele razy czytałam erotyki reklamujące się hasłem „zakazana przyjemność”, zapewniające, jak niesamowicie są niegrzeczne czy jak wyuzdane sceny opisują. Z uwielbieniem wyłapywałam wszelkie hasła nawiązujące do sado-maso czy przemocy. To jest obecnie modne, wręcz nie wypada opisywać seksu bez kilku klapsów. I wiele razy czyniłam te same zarzuty. Gdzie ta brutalność? Gdzie ta bezwstydność? Albo nic nie można zrozumieć, albo gasną światła. Bo przecież kilka klapsów to żadna rozpusta, o co więc chodzi z całą tą otoczką? Jedno jest pewne. Wszystko, co czytałam do tej pory, to mały pikuś przy Koszmarze Morfeusza. Ta książka zdecydowane powinna być oznaczona jako 18+. Bezwstydna, brutalna, wyuzdana i erotyczna do granic możliwości. Autorka nie straszy nas groźnymi panami, ona pokazuje nam ich w pełnej krasie. To już nie tylko seks namiętny do granic możliwości, to również najdziksze fantazje i najbardziej okrutne wynaturzenia. Przywykliśmy już od opisów brutalnych morderstw w kryminałach, ale do agresywnego seksu... jeszcze nie. Dlatego od razu uprzedzam, otwieracie tę książkę na własne ryzyko :)

Jeśli jednak to zrobicie, to poza niepohamowaną namiętnością, czeka Was też sporo zwrotów wydarzeń. Początkowo akcja nie prowadzi nas w żadnym konkretnym kierunku. Jednak pod sam koniec raptownie przyspiesza, a jej zakończenie jest równie nieprzewidywalne, co zaskakujące. I nie mam bladego pojęcia, co wydarzy się w następnym tomie. Gdybym nie wiedziała, że jest w planach, nawet nie przypuszczałabym, że ta historia jeszcze się nie zakończyła. A tak? Wciąż zastanawiam się co będzie dalej.

Paradoksalnie w Koszmarze Morfeusza jest niewiele... Morfeusza. Tak jak i w poprzedniej części, tak i w tej zakończenie zwieńczone jest jego perspektywą. Uwielbiam narrację Adama i mam nadzieję, że kontynuacja będzie zawierać więcej jego partii. Te facet ma w sobie coś, co ułatwia wiele spraw. Podczas gdy Cassandra rozkłada wszystkie na czynniki pierwsze, on „mówi jak jest” i ma to swój niewątpliwy urok.

Muszę przyznać, że główna bohaterka czasami mnie irytowała. W pewnym momencie miarka się przebrała. Każdy normalny człowiek uciekłby z krzykiem. O ile w pierwszej części mogłam uwierzyć w toksyczną miłość, o tyle w drugiej miałam wrażenie, że gna ją do Adama już tylko zasada konwencji. Tam samo jak do seksu. Tak niesamowicie niewyżytej bohaterki ze świecą szukać. Cassandro! Uspokój się!

Wszystko to nieuchronnie prowadzi do dramatów. Tak, nie jednego, a kilku! Haner bez najmniejszych skrupułów szarpie emocjami czytelników. Raz łamie nam serce, innym razem bulwersuje, a potem nagle otula romantyzmem i czułością. Oj tak, ta powieść to zaprzeczenie nudy czy monotonii, a nawet harmonii. Wszystko, co dobre i złe jest w niej możliwe.

Koszmar Morfeusza nie jest książką dla każdego. Pomijając pełnoletność, o której już wspomniałam, wymaga od czytelnika stalowych nerwów i gotowości... na wszystko. Wyobraźnia Haner nie ma granic. Tak samo, jak koszmarny świat Morfeusza. Jeśli tylko masz odwagę... wejdź i przekonaj się... czy dasz radę z niego wyjść.

przepisynawidelcu.blogspot.com, Dominika Róg-Górecka



Eden. Nowy początek

„Eden. Nowy początek” to kontynuacja powieści „Calder. Narodziny odwagi”, która przedstawia czytelnikowi życie bohaterów po upadku Akadii. Są oni bez tożsamości, przeświadczeni o tym, że zostali kompletnie sami, a odnalezienie się w nowej rzeczywistości jest nie lada wyzwaniem.

Eden po tragicznych wydarzeniach trafia do domu bogatego jubilera Felixa. Proponuje jej pracę u siebie jako nauczycielki gry na fortepianie dla swojej wnuczki. Dziewczyna znajduje tutaj kąt i ma możliwość zarobienia pieniędzy, co w jej sytuacji jest bardzo ważne. Mijają jednak lata i Felix umiera. Zostawia on jednak wiadomość dla Eden, która będzie mieć duży wpływ na jej obecne życie. Okazuje się, że mężczyzna jeszcze przed śmiercią odnalazł tożsamość dziewczyny, a także odkrył historię jej rodziny. Eden miała matkę i koniecznie chciała ją poznać, więc jak postanowiła, tak zrobiła. Po pierwszym, szokującym dla obydwu stron spotkaniu, Eden czuła się znów kochana, jednak nic nie było w stanie zastąpić jej miłości Caldera, którego utraciła. Dziewczyna zamieszkała z matką i ze swoją kuzynką. Molly, która była rówieśnicą Eden pewnego wieczoru postanowiła wyciągnąć dziewczynę na wystawę młodego, wybijającego się dopiero artysty. Mimo niechęci kobieta udała się wraz z kuzynką na wycieczkę i to był przełomowy moment w jej życiu – młodym artystą okazał się jej ukochany z Akadii Calder. Spotkanie wywołało lawinę uczuć w życiu pary i wywróciło ich życie do góry nogami. Czy uda im się zbudować wspólną przyszłość w cieniu rzucanym przez przeszłość?

Eden jak i Calder czuli pustkę i zagubienie mimo przyjaciół i rodziców, którzy byli wciąż obok. Dopiero gdy odnaleźli siebie, mogli zacząć uczyć się żyć w pełni. Ciągle jednak obawiali się, że ktoś może mścić się na nich za Akadię, jednak mimo tego lęku starali się żyć normalnie. Postanowili także odnaleźć korzenie Caldera, co przyniesie nieoczekiwane dla nich informacje.

Mia Sheridan to autorka, której powieści trafiają na listę bestsellerów. Nie zaskoczy nikogo fakt, że ta pozycja również tam trafiła. Napisana jest ona językiem zrozumiałym i przyjemnym dla czytelnika, pochłania do reszty i pomaga zapomnieć o tym, co dzieje się dookoła. Wątek miłosny jest mocno rozbudowany, co dla niektórych jest mocnym atutem. Autorka skupia także swoją uwagę na analizie psychologicznej bohaterów, co pomaga zrozumieć niektóre sytuacje.

Pierwsza cześć powieści wyzwala u czytelnika napięcie i nie pozwala o sobie zapomnieć. Mimo iż druga jest troszkę słabsza, różnica nie jest aż tak widoczna. Czytelnik może zatracić się bez reszty w powieści, w której miłość i przyjaźń odgrywają bardzo ważną rolę. To co w pierwszej części było zagadką, zostaje rozwiązane, a także niektóre rzeczy nabierają sensu. Książka ukazuje także, ile człowiek jest w stanie przeżyć oraz jak niektóre sytuacje budują w człowiek siłę, której sam nie jest w stanie w sobie odnaleźć. Można również dostrzec, że nawet w najgorszej sytuacji jesteśmy w stanie znaleźć jakiś pozytyw i sprawić, że on będzie naszym celem, do którego będziemy dążyć mimo wszystko. Polecam obie części wszystkim osobom, które poszukują powieści o tematyce dosyć trudnej jaką są sekty, ale także o tej przyjemnej, która opowiada o miłości pokonującej wszystkie przeciwności stające jej na drodze. Ciepłe wiosenne popołudnia są idealne, by oderwać się od szarej rzeczywistości i przenieść się w całkiem inny świat.

Sztukater.pl, Kropka99



Zakochaj się w bieganiu!

To nie jest zwykła książka – to książka pisana pasją. Nie tylko świetna pozycja dla początkujących biegaczy, którzy stawiają pierwsze biegowe kroki. Ale i dla tych, którzy z tą pasją są nie od dziś – to niesamowite uczucie, móc czytać tak skomponowane słowem myśli. Myśli nie tylko o bieganiu – specjalistycznym treningu, zdrowym żywieniu, „metamorfozie” młodej mamy czy startach w zawodach. Ta książka to życie, które zmieniło się i rozpoczęło na nowo dzięki bieganiu. Bo wtedy właśnie rodzi się w człowieku przestrzeń, która tworzy piękną codzienność. Pełną niespodzianek, pewniejszych decyzji, a także bardzo silnych przyjaźni. Czasami również miłości, które rozpędzają Twój świat na dobre.

Lektura, z którą chce się być. Którą chce się przeżywać. Czuć. Której chce się doświadczać. „Zakochaj się w bieganiu” autorstwa Anny Szczypczyńskiej – biegaczki o ciepłej, a zarazem pełnej charyzmatycznej energii osobowości - to zdecydowanie jedna z najlepszych pozycji wśród biegowych książek na polskim rynku i bardzo udany debiut. Do tego świetnie skomponowana nie tylko słowem, ale w wizualnej oprawie. Czytasz, czujesz i po prostu chcesz biec – niby nic, a więcej niż wszystko.

Wbrew pozorom, to lektura nie tylko dla kobiet. Choć stworzona przez kobietę i w dużej mierze poruszająca tematy, w której odnajdzie się wiele czytelniczek, z powodzeniem zyska odbiorców również w męskim gronie. I słusznie – bo i panowie znajdą tutaj wiele cennych wskazówek czy rad dotyczących treningu, prosto i przystępnie skomponowane plany treningowe, żywieniową wiedzę i konkretne przepisy na pyszne potrawy, ale też bohatera drugiego planu. Postaci, dzięki której autorka nabrała skrzydeł i myślę, dzięki temu też napisała tak świetną książkę. "Rudzik" – bo o nim mowa, partner życiowy Ani, jest nie tylko świetnym biegaczem, ale i doskonałym przykładem na to, jak dobrze można dograć się w biegowym związku, w którym z czasem pojawia się również dziecko. Dogadać mimo mocno zakręconej codzienności – pracy zawodowej, zwykłych obowiązków i nieustannego braku czasu. Czasu, którego okazuje się może wystarczyć na wszystko jeśli potrafimy dobrze zorganizować swój świat i dzielić się nie tylko tym co tworzymy, ale i przyziemnymi obowiązkami. Czasu, który może być również bajeczną podróżą – bieganiem włączonym w mocno zaciśniętą planami codzienność. A jednak – pasja biegania i miłość, którymi emanuje ta książka już w pierwszych literach jak endorfiny po kilku kilometrach biegu, to coś, co staje się sercem codzienności. Tu świat nie zamyka się w 24 godzinach na dobę – odnosisz wrażenie, że jest go znacznie więcej. Można? Można.

W treści przewija się wiele wspólnych wątków życia, pięknych relacji, które czynią bieganie jeszcze piękniejszym. Jeśli oczekujesz od tej książki napędu w postaci parcia na wynik i prezentacji życiówek – możesz poczuć się zawiedziony. To pięknie przepleciona życiem pasja biegania z elementami fachowych wskazówek i rad, doskonale wkomponowana w codzienność. Warto dodać, że autorka nie poprzestała tu wyłącznie na własnej treningowej czy dietetycznej wiedzy, a zaprosiła do udziału w swojej książce specjalistów i doświadczonych trenerów, którzy ową wiedzą się z nami dzielą. To istotna informacja zwłaszcza dla tych biegaczy, którzy takowej wiedzy poszukują – jest konkretnie, jasno, fachowo. A przy tym napisane przyjaznym - nawet dla całkowitego biegowego laika - a zarazem zrozumiałym w opisach treningu, językiem.

Filigranowa dziewczyna o olbrzymiej pasji – Panna Anna

Jedno jest pewne – żeby w tak charyzmatyczny sposób napisać książkę, bieganie trzeba naprawdę kochać. Tytuł nie odbiega temu wrażeniu. „Zakochaj się w bieganiu” sprawia, że w trakcie czytania kolejnych rozdziałów, po prostu będziesz chciał założyć buty i wyjść pobiegać. Te słowa niosą. Są tak pełne przeżyć, że nie sposób się w nich tylko zatrzymać. Kim jest Ania – autorka książki? Biegaczka, maratonka, wielka pasjonatka tego co robi – dzieli się słowem nie tylko na swoim blogu „Panna Anna”, ale i w publikacjach do gazet. Autorka wielu publikacji, artykułów, felietonów, ale przede wszystkim pełna bardzo pozytywnej energii dziewczyna. Miłośniczka podróży i łączenia tej aktywności z pasją biegania. Od niedawna sprawdza się świetnie w roli mamy malutkiej Nelki, która również staje się po części bohaterką książki. Niedawno przyszło na świat jej drugie dziecko, jak sama określa - to właśnie książka „Zakochaj się w bieganiu”, do której przeczytania spróbuję Was zachęcić.

Spora dawka treningowej wiedzy

Wysoki poziom merytoryczny treści to zdecydowanie duży atut, który stawia tę książkę wysoko wśród innych biegowych pozycji. Mimo, iż jest to książka napisana przez biegaczkę amatorkę. Profesjonalizm i poważne podejście do tematu biegowego treningu – bardzo duży plus. Ania zaprosiła do współpracy nad książką trenerów, dietetyków, a także fachowców od fizjoterapii. To prawdopodobnie właśnie dzięki takiemu połączeniu, otrzymujemy solidną dawkę treningowej wiedzy napisanej bardzo przystępnym dla czytelnika językiem. Opisy ćwiczeń i co najważniejsze – szerokie wyjaśnienia co i dlaczego jest potrzebne w biegowym treningu, to niewątpliwie atuty tej książki.

No i nie jest nudno – wiedza przeplata się z codzienną rzeczywistością. Czyli tymi problemami, z którymi biegacze borykają się najczęściej. Znajdziemy tu odpowiedzi w wielu ważnych tematach, między innymi jak trenować by unikać kontuzji wraz z przykładami konkretnych ćwiczeń, jak przygotowywać się do startów, przykładowe plany treningowe skonstruowane pod konkretny cel np. gdy chcemy schudnąć czy też plany treningowe pod półmaraton i maraton. W tym dokładne opisy planów, znaczeń biegowej terminologii, etc. Do tego solidny, merytoryczny wstęp również o tym co ważne w odzieży biegowej czy jak dobrać buty do biegania.

Co z motywacją? Nie zabrakło rodziału, w którym szczególnie dużo dobrej energii. Pełna energii osobowość autorki sprawia, że z chęcią sięgniemy do słów jej książki. Właściwie w każdym zdjęciu emanuje naturalnym, pełnym pozytywnych endorfin, uśmiechem. Mówiąc w dużym skrócie – po prostu nim zaraża. „Co zrobić, by nam się chciało tak chciało, jak nam się nie chce?" – tak brzmią słowa tytułowe tego rozdziału, bardzo zresztą trafne. Nie znajdziemy tu typowych sloganów, do jakich przyzwyczaił nas internet, a życiową dawkę doświadczeń, które idealnie wkomponowane zostały przez autorkę w tematykę rozdziału. Coś dla tych, którzy potrzebują wewnętrznego „wsparcia” - dojrzałe, rzekłabym: mądre, psychologiczne podejście do tematów, z którymi boryka się wiele biegaczek. Autorka śmiało porusza zagadnienia, które blokują naszą motywację do ruchu czy regularnych treningów. Psychologia sportu jest ważną częścią treningowej wiedzy, a Ania pisze bardzo świadomie, mądrze, a do tego w dobrym i przystępnym dla czytelnika przekazie. W tym dziale najdziesz również wypowiedzi innych biegaczy, a także wspomnienia z biegów, które stają się kolejnym dowodem na to, że biegać warto.

Bardzo kobieca, ale nie tylko dla kobiet

Można by rzec, że książka skierowana jest do kobiet – bo całe to bieganie dzieje się tu właśnie okiem kobiety i wiele kobiecych tematów porusza. Czy jednak na pewno wpisuje się w nią jedynie target czytelniczek? Owszem, sporo tu treści, które autorka poświęca wyłącznie kobiecemu bieganiu. Ten właśnie stricte „kobiecy” rozdział – o ciąży, treningach w tym odmiennym dla kobiety czasie, diecie, godzeniu czasu z macierzyńskimi obowiązkami, aż po powrót do pełnej biegowej formy, bliski będzie zwłaszcza kobiecie. Sądzę jednak, że i wielu panów doświadczy w czytaniu tej części książki sporo przeżyć. Zwłaszcza tych, którzy już sprawdzają się w roli ojca czy też w przyszłości planują doświadczyć tej roli. Wiele wątków, zwłaszcza tych, w których autorka podkreśla jak istotną rolę w jej macierzyństwie odgrywa partner, który nie pozostaje obojętny codziennej rutynie jaka wkrada się przecież do każdej rodziny, w której na horyzoncie pojawia się mały człowiek. Ciekawie opisany czas – organizacja dnia, podział obowiązków, a także cenne wskazówki jak dobrze wkomponować treningi obu biegających rodziców, tak by żadne nie musiało rezygnować z pasji. Bez znaczenia, czy trenujesz na bardziej wyczynowym poziomie czy też tylko amatorskim – to wszystko jest możliwe. Książka pełna mądrych życiowych wniosków, doświadczeń, które nie zawsze są łatwe, ale uczą i kształcą.

Przyszłe, czy też obecne mamy chcące wrócić do biegowej formy, znajdą tu wiele cennych i konkretnych rad. Tu kolejny raz autorka wychodzi poza wyłącznie własne doświadczenia i sięga po pomoc specjalistów, na czym bardzo zyskuje wiarygodność treści w ujęciu merytorycznym.

Rozdział pełen pyszności - wiesz, co jesz

Śledząc bloga Ani nie sposób nie zauważyć jej miłości do zdrowego trybu życia, w tym zdrowego żywienia i gotowania. Wbrew pozorom, na pytanie jak jeść smaczne i zdrowo, nie ma jednolitej i prostej odpowiedzi. Nie wiem też czy można odpowiedzieć na to pytanie ładniej niż prezentuje to Ania w swojej książce. Do tego ciekawe ujęcie z punktu widzenia człowieka, który jest aktywny zawodowo, a jednak potrafi godzić swój czas tak, żeby znaleźć chwilę na przygotowanie zdrowego posiłku.

W tym dziale znajdziesz nie tylko sporo żywieniowej wiedzy – jakże ważnej z punktu widzenia biegaczki czy biegacza – ale także nieco przepisów na wartościowy posiłek w ciągu dnia. Nie ma tu przydługich czy skomplikowanych opisów, a krótkie, zwięzłe i bardzo przystępne przepisy nawet dla początkujących amatorów kulinarnych podrygów. Wszystko to ładnie zobrazowane zdjęciowo, co sprawia, że jeszcze bardziej chce się sięgnąć po dany przepis i spróbować. Prosta sprawa – jeśli lubisz biegać, ale i zdrowo się odżywiać – nie pomiń tego rozdziału! Tu jest pysznie.

Czytasz z przyjemnością – tu tak po prostu jest

Lubię dobrze wydane książki. Cóż, estetyczna strona tej pozycji jest dużym atutem. Wydawnictwo Septem ma na swojej liście naprawdę sporo książek w biegowej tematyce i nie tylko. Ta pozycja, to jedna z lepiej wydanych książek jaką miałam w ręku. Przejrzystość, przestrzeń, przyjazna tonacja – to to, co nasuwa się już w pierwszym kartkowaniu książki. Ba, co ważne – możesz śmiało zatrzymać się w konkretnym rozdziale i nie odniesiesz wrażenia, że się gubisz. Dobrze wyszczególnione rozdziały, bardzo przyjazne dla czytelnika charakterystyka tematów. Otwierasz na jakiejkolwiek stronie – i wiesz gdzie jesteś. Tuż obok numeracji stron zawarta jest nazwa danego rozdziału. To niewątpliwie dodatkowy atut, możesz bowiem tę książkę czytać na wyrywki - przykładowo chcąc skupić się wyłącznie na samych planach treningowych czy opisie ćwiczeń.

Świetna jakość papieru i bardzo przyjazna dla oczu tonacja. Doskonale czyta się w dziennym świetle, jak i przy małej nocnej lampce. Do tego wytłuszczenia fragmentów, które warto zapamiętać i które stają się ważne czy to w treningu czy diecie. Tabelaryczne i bardzo fajnie skomponowane plany treningowe, uzupełnione o przydatne, proste rysunki, które świetnie obrazują opisywane ćwiczenia w poszczególnych fazach opisu. Jest ład, przestrzeń, porządek – coś co sprawia, że nie „zakleszczysz” się myślowo w danej treści.

No i co ważne – zdjęcia. Książka zawiera sporo dobrej jakości zdjęć – nie tylko pysznie zobrazowanych przepisów kulinarnych dla biegaczy, którymi autorka dzieli się w swojej książce – także sporą dawkę zdjęć z prywatnych archiwów Ani, co jeszcze bardziej zbliża nas do niej jako autorki. Pozwala pełniej przeżywać treść, a zarazem staje się nam ona bliższa i bardziej namacalna. Pyszne litery plus oprawa zdjęciowa tworzą subtelną całość, którą chłonie się jednym tchem.

Dlaczego warto? Tę książkę pochłoniesz jednym tchem

Pomyśleć, że autorka książki prowadziła jeszcze parę lat temu zupełnie inny tryb życia – bardzo intensywna praca, imprezy, a ruchowa aktywność wcale nie była jej tak po drodze. O tej metamorfozie również wspomina na jej łamach. Jak zmienia nas bieganie i ile dzięki niemu zyskujemy? To całkowicie nowy świat. Odmienny. Ale jakże ciekawy i pełen dobrych wartości.

Czy można było napisać tę książkę lepiej? Nie sądzę. Chłonie się ją po prostu jednym tchem. Szczerze przyznam – czekam na informację o tej książce w wersji audio czytanej przez samą autorkę. W połączeniu z jej głosem (bardzo radiowym), byłaby to doskonała pozycja na dłuższą podróż samochodem. I choć jestem raczej miłośniczką książek w tradycyjnej, papierowej formie, nie oparłabym się w tym wypadku również wersji audio. Mam nadzieję, że Anna Szczypczyńska nie poprzestanie na jednej książce – że ta to dopiero początek. Przedsmak biegowej przygody, z którą nadal będzie się z czytelnikami dzielić. Bo czyta się naprawdę dobrze. I co ważne – chce się biec!

treningbiegacza.pl, Aleksandra Janiszewska



Aced. Uwikłani. Seria Driven

Jak wiecie święta spedzałam z najnowszą książką wydaną w naszym kraju autorstwa K.Bromberg. Muszę przyznać, że warto było czekać.

Od razu na wstępie wyjaśniam, iż z autorką miałam okazję spotkać się przy premierze „Hard Beat”, które przeczytałam jako pierwsze. Potem przyszła pora na „Sweet Ache” i „Slow burn”. Teraz zaś na „Aced. Uwikłani”. Nie bijcie mnie, zatem jeżeli napisze coś czego nie powinnam, gdyż czytam tę serię od tyłu, a trzy pierwsze części dalej stoją i czekają na swoją kolej. Zresztą znacie mnie, wiecie że dla mnie to coś całkiem normalnego czytać serię odwrotnie niż zalecają. Zaczynajmy.

W „Aced. Uwikłani” spotykamy się po raz kolejny z przystojnym kierowcą rajdowym – Coltonem Donavanem oraz pracownicą opieki społecznej Rylee, która jest jego żoną. Akcja zostaje przeniesiona w czasie kiedy to nasza świeża jeszcze para młoda rozpoczyna prawdziwe życie. Nie wszystko idzie jednak po ich myśli i pojawiają się kłopoty. Kłopoty, które sprawiają, że zakochani zaczynają się od siebie oddalać. Nie będę tutaj jednak wprowadzać przerażenia i napiszę, że wcale nie jest tak źle jak Wam się wydaje. Jest coś co ich przyciąga do siebie i podsuwa im do umysłów, aby walczyli o siebie i swoją miłość.

Kristy Bromberg jest wspaniałą pisarką. Jej książki stawiają bohaterów w obliczu wyzwań, trudności i przeciwności losu. Każda kolejna część cyklu „Driven” jest bardziej porywająca i pokuszę się tutaj o przyrównanie jej pozycji do wina. Im dalej tym lepiej. Wiem, że to porównanie nie jest adekwatne do mojej wiedzy na temat książek tej autorki, bo nie czytałam pierwszych trzech pozycji, ale czytając od tyłu widzę jak ta seria się zmieniała od „Driven” do „Hard Beat”. No dobra, od „Aced. Uwikłani” do siódmej części.

W tej pozycji zostają ujawnione głębokie, spowite mgłą zakątki duszy Coltona i Rylee. Spotykamy się tutaj z problemami bycia celebrytą, a także widzimy osuwanie się po klifie w przepaść depresji, która została napisana w przemawiający do Czytelnika sposób. Możemy poczuć wyobcowanie oraz zaglądnąć w myśli kłębiące się w głowie osoby cierpiącej na tę chorobę. Miłość Coltona i Rylee z dzikiej, nieokiełznanej namiętności przerodziła się w stateczną, ale również prawdziwą i wieczną miłość małżeńską. Bohaterowie dojrzeli, a ich uczucie razem z nimi.

Sama nie wiem jak autorka to robi, ale jej książki sprawiają, że chce się porozmawiać z bohaterami (albo to ja jestem jakaś dziwna i chciałam Coltonowi i Rylee pomóc). Mam nadzieję, że będziecie mieć podobnie.

„Aced. Uwikłani” to pozycja, która dopełnia i zamyka przygodę Rylee i Coltona. Stwierdzam tak, gdyż czytając ostatnie zdanie poczułam się jakby to był definitywny i ostateczny koniec. Nie zmienia to faktu, że przeczytam pierwsze tomy, które juz od poł roku czekają na półce. Wiem jednak, że warto, mimo poznania zakończenia. Swoją drogą to części z kolorowymi okładkami można czytać bez znajomości poprzednich tomów, więc gdyby znalazł się ktoś tak szalony jak ja i chciałby zacząć przygodę z Bromberg od „Hard Beat” to nie będzie z tym problemów.

podrugiejstronieokladki6.blogspot.com, Emilia Zaręba; 2017-04-16



pierwszy poprzedni 1 2 3 4 ... 1173 następny ostatni

[ < ] [ 6..10 ] [ > ]