Recenzje prasowe
1 2 3 ... 1173 następny ostatni

[ 1..5 ] [ > ]





Rubinowe oczy Kremla. Tajemnice podziemnej Moskwy

Rzadko odnoszę się do recenzji moich książek, ale z szacunku dla recenzenta Cezarego Rudzińskiego postanowiłem odnieść się do kilku uwag. 1. Wydaje mi się, że nie każdy zna nazwiska i biografie stalinowskich katów, a publikacje książkowe mają najczęściej na celu pokazanie, że nie tylko Stalin odpowiadał za zbrodnie, ale również ludzie tacy jak wspomniany w książce Kaganowicz. Rolą autora i dziennikarza nie jest popisywanie się swoją wiedzą, bowiem wtedy nie byłoby sensu rozmawianie z ludźmi, a jedynie przekazywanie im wiedzy „wszystkowiedzącego” autora. Rolą autora w mojej ocenie jest nieustanne "dziwienie się" rzeczywistością i zadawanie pytań, aby znaleźć odpowiedzi nie tylko dla siebie, ale również a może przede wszystkim dla czytelników, którzy nie zawsze są uzbrojeni w taką wiedzę. I tak jak wielcy reportażyści, którzy są dla mnie niedościgłym wzorem tacy jak : Camus, Hemingway, Kapuściński przypominam, że nie stawia się znaku równości między autorem, a narratorem, co oznacza, że narrator, inaczej książkowy przewodnik jest również tylko bohaterem z kart danej publikacji. Przy tym również należy oddzielać zdania wypowiadane przez innych bohaterów od wypowiedzi narratora, co wyraźnie w mojej książce czynię. 2. Jakub Bruce nie interesował autora z punktu widzenia jego osiągnięć wojskowych i politycznych, ale ze względu na jego "tajemniczość" w odbiorze przeciętnych mieszkańców Moskwy i powstających wokół jego postaci legend. Jednak w kilkuzdaniowej notce biograficznej tegoż bohatera znalazły się wszystkie ważne funkcje i role jakie przypisane są do postaci Bruce’a. Z dostępnych, także w języku polskim źródeł możemy dowiedzieć się również, że -"Jego staraniom zawdzięczała ówczesna Rosja wprowadzenie i rozwój nowożytnego drukarstwa (w 1706 założył w Moskwie i prowadził pierwszą drukarnię państwową). Był również autorem pierwszego słownika rosyjsko-holenderskiego i pierwszej w historii Rosji wydanej na koszt państwa książki – podręcznika geometrii (Gieometrija sławienski ziemliemierie, Moskwa 1708)." Tak, więc wypowiedzi zawarte w książce, a odnoszące się do stwierdzenia mojej książkowej rozmówczyni, iż Jakubowi B. Rosja zawdzięcza pierwsze drukowane książki, pierwsze wyprawy archeologiczne na Syberię, pierwszy kalendarz astrologiczny itp.. mają jak wynika z kontekstu charakter ogólny i wskazują na znaczącą rolę Bruce w rozwoju wielu dziedzin we współczesnej mu Rosji, a nie na to, iż wydrukował on pierwszą książkę, ponieważ tak naprawdę nie wiadomo kto tego dokonał. Na pewno nie Iwan zwany Drukarzem, bowiem jego dziełem jest owszem pierwsza księga, ale taka jak wskazują źródła historyczne, o której wiemy kiedy i kto ją wydrukował. W odróżnieniu od Iwana Drukarza - Bruce nie dokonał pierwszych pojedynczych druków, ale był jednym z prekursorów druku dostępnego szerszemu gronu odbiorców. Odnosząc się do śmierci Piotra I i błędnej daty zawartej w książce, to pragnę zauważyć iż w książce nie ma daty śmierci cara. Recenzent jak mniemam zauważył także, że podany tam rok 1714 jest błędem w druku, zawinionym przez autora, za co autor przeprasza. Jeśli uważnie przeczytać kilka zdań dotyczących tej kwestii, to z treści wynika, iż Piotr zmarł dziesięć lat wcześniej niż Bruce, czyli skoro podana w książce data śmierci Jakuba, to 1735 rok, to nijak 1735 minus 1714 nie daje różnicy dziesięciu lat. W wielkim skrócie wyjaśniam, że – Piotr I rozchorował się jesienią 1724 roku i zmarł kilka tygodni później czyli na początku 1725 roku. Gdyby nie chochlik drukarski, który zamienił „2” na „1” nie byłoby tematu. 4. Autor wspominając historię Czeka - NKWD - KGB - FSB wymienił podstawowe instytucje, a nie ich "wydziały", "oddziały" i zmieniające się „zarządy” i "odnogi". Wskazane przez recenzenta GPU nigdy nie był samodzielną instytucją, ale funkcjonował w ramach NKWD. Dopiero wraz z utworzeniem KGB policję polityczną wraz ze strukturami wywiadowczymi i kontrwywiadowczymi wydzielono z resortu spraw wewnętrznych jako instytucję odrębną, ale dopiero w 1954 r. 5. Odnośnie kwestii dotyczącej kompleksu wystawienniczego WDNCH. Recenzent zwrócił uwagę, że kompleks ten zmienił nazwę na WWC - rzeczywiście tak było i zdarzyło się w 1992 roku, ale najwidoczniej recenzent przestał bywać w Rosji przed 2014 rokiem, kiedy to ponownie wrócono do nazwy WDNCH i do dziś taka właśnie nazwa obowiązuje. 6. Odnosząc się do tłumaczenia słowa poganyj, to ma ono wiele znaczeń jak zauważył recenzent i ukłon w jego stronę, że aż tyle ich wymienił. Pominął jednak kontekst znaczeniowy nazywany „rligijno – historycznym”, który wskazuje, iż kontekście legend o "nieczystych siłach" słowo poganyj może również oznaczać "przeklęty" i o takie znaczenie chodziło autorowi, a jest ono zgodne ze wskazaniami rosyjskiego słownika, w którym znaczenie religijno - historyczne słowa poganyj odnosi się do: siły nieczystej, praktyk pogańskich i generalnie zjawisk oraz osób, które uznawane były za „przeklęte”, nawiedzone lub nieczyste. Mam nadzieję, że recenzent wybaczy mi, że nie odniosę się zbyt szczegółowo do uwag, dotyczących odległości, a także czasu przejścia podziemnymi korytarzami i piwnicami jakiegoś odcinka w porównaniu do poruszania się po wyasfaltowanych ulicach, ponieważ to kwestia sprawności poruszania się i umiejętności zachowania się w ekstremalnych sytuacjach. W wielkim uproszczeniu od fontann w Ogrodach Aleksandrowskich do Nikitskiego Pereułka trzeba pokonać minimum 400 metrów, jeśli nie 500, a nie jak napisał recenzent kilkadziesiąt. I przy okazji zwracam uwagę, że nie ma w tej części miasta ulicy Grigoriewski Piereułok, bowiem nie ma w tym miejscu ulicy Grzegorza, a jest Gieorgijewski Piereułok, czyli ulica Jerzego. Mnie i moim przewodnikom przejście piwnicami, studzienkami kanalizacyjnymi i walącymi się tunelami zajęło wiele godzin. Być może osoba o niezwykłych umiejętnościach zrobiłaby to w kilka minut. Przy tym wszystko zależy od celu takiego "podróżowania" można Plac Czerwony przejść w 3 minuty, ale można również przemierzać go godzinami, podobnie jak to dzieje się na wystawach, czy w muzeach. Jedni tylko przechodzą, a inni zatrzymują się, aby popatrzeć i porozmawiać. Podobnie jak nie odniosę się do opowieści moskiewskich przewodników o tym, że zamachowiec, który strzelał do Lenina został rozstrzelany w podziemiach maneża, bowiem są to opowieści mające podkreślić klimat strachu wokół tego miejsca. Natomiast, gdzie NKWD rozstrzeliwało jeńców i więźniów politycznych jak zapewne recenzent wie, nie da się ustalić, ponieważ w NKWD funkcjonował zwyczaj, iż takiej informacji nie pozostawia się w formie pisanej, aby zawsze można było odciąć się od każdej zbrodni. Przykładem jest tu trudność ze zlokalizowaniem miejsca zgładzenia ofiar Obławy Augustowskiej. Nie odniosłem się tu do wszystkich uwag recenzenta, ponieważ skoncentrowałem się na tych, które w ocenie pana Rudzińskiego są istotne z punktu widzenia faktografii i topografii. Mam nadzieję, że chociaż w tak krótkiej formie, ale usatysfakcjonowałem recenzenta rozszerzeniem wiedzy na kwestie, co do których ma on zastrzeżenia.

Dziękuję recenzentowi za uwagi i zgadzam się, że drobiazgowość, ale także zrozumienie kontekstu i klimatu, w którym dzieje się historia jest niezwykle ważne.

Polskie Radio, Maciej Jastrzębski



Zranieni

Sidney i Peter poznają się przez przypadek. To była randka w ciemno. Miał być happy end, jednak do niego nie doszło. Mało tego, szybko okazuje się, że idealny Peter jest wykładowcą akademickim, a Sidney ma być jego asystentką i studentką. Byłoby łatwiej, gdyby Sidney nie ścigały demony przeszłości, a także, gdyby Peter nie nosił w sobie bolesnych wspomnień o śmierci i rozstaniu. Oboje czują, że nie są sobie obojętni — łączy ich więź silniejsza od bólu i strachu. Miłość, którą przyjmują z niedowierzaniem, będzie jednak wymagać odwagi, woli i mocy. Najpierw trzeba stawić czoła przeszłości, aby móc rozpocząć budowę wspólnego szczęścia. Jak dalej potoczą się ich losy? Przekonajcie się sami.

Takich książek jak ta jest wiele. Romans nauczyciela i uczennicy na nikim nie robi specjalnego wrażenia. Takie historie piszą nie tylko autorzy powieści, ale również samo życie. Nie powiem jednak, żeby nudziło mi się w trakcie lektury.

Zdecydowanie bardziej do gustu przypadł mi sposób, w jaki wykreowano Petera. Sidney nieziemsko grała mi na nerwach i kilka razy miałam ochotę trzepnąć ją w potylicę na opamiętanie. Przydałby się jej mocniejszy kopniak od tego, który zaserwowało jej życie. Fakt, sporo przeżyła, ale mogłaby sobie dać czasem na wstrzymanie.

Książka jest krótka, lecz przepełniona ludzką krzywdą. Jej objętość działa zarówno na korzyść, jak i na niekorzyść. Nie pozwala nam się nudzić, lecz mam wrażenie, że niektóre wątki zostały potraktowane nieco po macoszemu. To pierwszy tom cyklu. Mam nadzieję, że autorka rozwinie je w dalszych częściach.

Nieco obawiałam się tego, że znajdę tu sceny seksu, które mnie zniesmaczą. Nic z tych rzeczy. Jest pikantnie, ale autorka stopniowo dawkuje napięcie. Jestem ciekawa, co zaserwuje mi dalej.

Powieść może i jest momentami przewidywalna, ale mimo to będę czekać na kontynuację. Jestem ciekawa tego, jakie demony skrywają przede mną bohaterowie. Liczę też na to, że Sidney trochę się ogarnie.

http://czytelnia-mola-ksiazkowego.pl, Maria Derejczyk-Zwierzyńska; 2017-04-13



Opowiadania drewnianego stołu. 125 przepisów, jak sprawić przyjemność sobie i bliskim

Bardzo się cieszę, że jakiś czas temu wpadła w moje ręce, ta książka. Przepięknie wydana, w grubej solidnej oprawie, książka kucharska autorstwa pani Moniki Wałeckiej, w której znajdziecie aż 125 przepisów, jak sprawić przyjemność sobie i bliskim.W książce znajdziecie również kilka ciekawych porad o tym jak robić zakupy? Co warto zawsze mieć w lodówce i szafkach kuchennych? Znajdziecie podział na artykuły pierwszej, drugiej i trzeciej potrzeby. Wiele informacji o wyposażeniu spiżarki.

Ale przede wszystkim znajdziecie całą masę bardzo fajnych, ciekawych i przede wszystkim smacznych przepisów. Przy każdym autorka dodaje coś od siebie, krótką historię danego przepisu, bądź powód dla którego znalazł się w on książce, bądź też krótką notkę o przepisie. Są to zapiski autorki, dzięki którym mamy wrażenie, że co raz lepiej Ją poznajemy.

Książka jest bogata w piękne fotografie.

Przepisy są podane w jasny i czytelny sposób.

Mnie ta książka bardzo zachwyciła, spodobała mi się na tyle, że kilka przepisów już wcieliłam w życie tj. owsiane lassi czy śniadaniowy koszmar Stareckiej.

Książka została wydana nakładem wydawnictwa Helion.

Polecam Wam ją serdecznie!

Smykwkuchni.blogspot.com, Karolina Smyk; 2017-04-23



Słodkie sekrety, czyli bezglutenowe, roślinne historie pisane lukrem

Książka, która w bardzo prosty i przyjemny sposób ukazuje jak można poradzić sobie w kuchni bez glutenu. Autorka w wieku 12 lat musiała przejść na dietę bezglutenową. Jestem sama zaskoczona jak wiele przepisów można wykonać pomijając mąki z glutenem.

W książce znajdziecie podstawowe informacje o sprzęcie kuchennym, podstawy w kuchni bezglutenowej tj. jak: - jak przygotować domowe masło orzechowe, - jaką mąkę warto mieć zawsze w domu, - co to jest aquafaba, - czy istnieje domowy jogurt roślinny

Znajdziecie przepisy na domowe mleko kokosowe, jaglane czy migdałowe.

Przepis który mi się spodobał to daktylowy karmel, taki prosty i smaczny!

Dowiecie się, które mąki są bez glutenu, autorka dzieli się z czytelnikami przepisami na bezy, naleśniki, biszkopt, ciasto kruche i wiele innych podstawowych przepisów.

Książka została podzielona na pory roku i w ten sposób autorka przedstawia swoje przepisy.

Ja też jestem ogromnym fanem sezonowości w kuchni, więc ten układ bardzo mi się podoba.

Przepisy są podane w bardzo jasny i prosty sposób, a klimatyczne zdjęcia oddają charakter dania.

Książka jest wydana w grubej solidnej oprawie, nakładem wydawnictwa Helion.

Polecam tą książkę każdej osobie, która chciałaby móc wykonywać bezglutenowe wypieki czy desery.

Dla mnie to godna uwagi pozycja!

Polecam!

Smykwkuchni.blogspot.com, Karolina Smyk; 2017-04-22



Dręczyciel

Pierwsze wrażenie bywa najważniejsze, przynajmniej w wielu sytuacjach, w przypadku Penelope Douglas i Dręczyciela było strzałem w dziesiątkę. Świetna młodzieżówka, w której akcja pędzi niczym rollercoaster, a bohaterowie… nie sposób ich nie pokochać.

Pokładałam duże nadzieje w tej powieści, byłam więc mile zaskoczona tym, że wyobrażenia dorównały rzeczywistości. Lektura pochłonęła mnie już od pierwszych stron i do samego końca trzymała w napięciu. Motyw nienawiści jest z reguły gwarantem wartkiej, dynamicznej akcji, która się nie nudzi. W przypadku tej powieści faktycznie tak było. Rozdział po rozdziale coś się działo. Oczywiście nie obyło się bez „małych zgrzytów”, ale w odniesieniu do całości – nie mam się do czego przyczepić. Całość podkręcały dialogi, które niejednokrotnie mnie bawiły, a jednocześnie były niesamowicie naładowane emocjami. Czytając, miałam przed oczami twarze bohaterów, a wyobraźnia podsuwała „żywe” dźwięki, jak gdybym brała udział w wydarzeniach opisanych przez autorkę.

Autorka ma bardzo przyjemny, lekki styl. Książkę czyta się szybko – można rzecz „jednym tchem”. Plastyczny język zdecydowanie wpływa pozytywnie na odbiór książki. Pozwala „zobaczyć” opisy stworzone przez autorkę, mogąc w ten sposób poczuć klimat amerykańskiego college’u, gdzie dzieją się rzeczy przedziwne… ale czy w polskich szkołach średnich jest inaczej?

To, co dodaje smaczku całej powieści to tak „modne” za oceanem wyścigi samochodowe, popularne wśród młodzieży. Adrenalina, szybka jazda, kuse stroje młodych dziewcząt i przystojniacy za kółkiem… można mdleć?

Penelope Douglas w ciekawy sposób przedstawiła relacje pomiędzy głównymi bohaterami. Od przyjaźni do nienawiści i od nienawiści do miłości. Teoretycznie ten wątek mógłby się wydawać bardzo przewidywalny, bo czegóż w sumie można byłoby się spodziewać… ale nie ma tak łatwo… dlaczego? Dowiecie się, sięgając po książkę.

Dręczyciel w przystępny sposób pokazuje nie tylko realia szkół średnich, ale i dojrzewanie, dorastanie ów nastolatków. Autorka świetnie wplotła te aspekty w całość powieści, dodając jej nieco więcej głębi i wyrazu odcinając ją tym samym od „oklepanej powieści młodzieżowej”.

Na uwagę zasługuje również okładka. Pozornie nic szczególnego, ale sami powiedzcie, czyż nie wpada w oko? Czyż nie zachęca do sięgnięcia i przeczytania chociażby tego, co jest na odwrocie? Mnie osobiście urzekła i była głównym motorem, by sięgnąć po tę powieść…

Podsumowując: Dręczyciel to połączenie literatury młodzieżowej z literaturą obyczajową i romansem. Nie znajdziecie tutaj co prawda wyuzdanych scen, co najwyżej kilka wulgaryzmów – ale kto nastolatkowi zabroni przekląć? Niemniej książka uwiedzie Was wartką fabułą i bohaterami, którzy, choć tak skrajnie różni, pasują do siebie idealnie. (Wiecie, przeciwieństwa się przyciągają :) ). I rozwikłacie zagadkę nienawiści między tym dwojgiem…

Gorąco polecam!

papierowybluszcz.blog.pl, Michelle; 2017-04-20



1 2 3 ... 1173 następny ostatni

[ 1..5 ] [ > ]