Recenzje prasowe
1 2 3 ... 1156 następny ostatni

[ 1..5 ] [ > ]





Słodkie sekrety, czyli bezglutenowe, roślinne historie pisane lukrem

Weronika Madejska ma 20 lat, a już została autorytetem bezglutenowej kuchni, zdobyła statuetkę "Blog Roku" i wydała książkę, która stała się bestsellerem. Właśnie na rynku pojawiła się jej kolejna książka "Słodkie sekrety czyli bezglutenowe, roślinne historie pisane lukrem".zdrowa kuchnia Bezglutenowe, roślinnie, pysznie Weronika Madejska ma 20 lat, a już została autorytetem bezglutenowej kuchni, zdobyła statuetkę ?Blog Roku" i wydała książkę, która stała się bestsellerem. Właśnie na rynku pojawiła się jej kolejna książka ?Słodkie sekrety czyli bezglutenowe, roślinne historie pisane lukrem" Tekst: Agata Joanna Nowicka Zaczęło się od diagnozy: nietolerancja glutenu. 12-letnia wtedy Weronika pomyślała, że nie jest tak źle, przecież może jeść owoce. Jednak początkowy entuzjazm zastąpiło załamanie: jak przejść obojętnie obok pączków czy wielkanocnych wypieków? Przepisy dla ?bezglutenowców" pozostawiały wiele do życzenia, brakowało też produktów dla osób na diecie. Jej wcześniejsze doświadczenia z gotowaniem ograniczały się do pomocy babci czy mamie w utarciu masy do tortu. - Może raz w roku sama piekłam kruche ciasteczka, to była jedyna rzecz, która mi naprawdę wychodziła. Zdecydowanie gotowanie zaczęłam po przejściu na dietę, i to też stopniowo. Pierwszą rzeczą, którą upiekłam, były babeczki według przepisu ze starej, pozbawionej okładki książki kucharskiej. To była porażka, ale następne próby okazały się bardziej udane, wyćwiczyłam się w tym przepisie i to były moje popisowe babeczki - wspomina. Na początku był blog Weronika zaczęła coraz więcej eksperymentować w kuchni i dopracowywać receptury. Kolejnym krokiem było założenie błoga Natchnio-na.pl, gdy była w drugiej klasie gimnazjum. Szybko zdobył on popularność, a czytelnicy zaczęli zasypywać Weronikę pytaniami i prośbami o rady. - Największym sukcesem był tytuł ?Blog Roku" 2011. To było wielkie zaskoczenie, dla mnie coś nierealnego, tym bardziej, że blog miał dopiero 6 miesięcy. Na pewno t> dodało mi to skrzydeł. - mówi. Na książkę trzeba było jednak poczekać. - Mogę zdradzić, że od razu po ?Blogu Roku" bardzo chciałam napisać książkę. I próbowałam nawet zgłosić się do wydawnictwa, ale dzięki Bogu nie udało się - śmieje się Weronika. - Myślę, że zarówno pod względem przepisów, jak i zdjęć nie byłoby to coś na wysokim poziomie. Dobrze, że wydanie książki nastąpiło później - ocenia. Jak się rodzą przepisy Tworzenie przepisów bezglutenowych to niełatwe zadanie. Trzeba się liczyć z wieloma nieudanymi próbami, zanim recepturę będzie można uznać za dopracowaną. - Zaczynałam od przerabiania tradycyjnych przepisów. Często kończyło się to fatalnie, bo wydawało mi się, że aby zrobić ciasto drożdżowe, wystarczy zamienić mąkę pszenną na ziemniaczaną. Kiedyś przeprowadziłam taki eksperyment i wyszedł mi jakiś krochmal - wspomina Weronika. -Takich prób było mnóstwo. Dzisiaj bardziej zwracam uwagę na to, czego nie ma, jakie jest zapotrzebowanie. Chcę pomagać ludziom i to jest moim nadrzędnym celem, więc staram się odpowiadać na ich potrzeby. Przed świętami są to np. pierogi, więc przez kilka tygodni lepię ciasto i szukam doskonałej receptury, którą publikuję. Czytam też dużo blogów, głównie zagranicznych. Uwielbiam przeglądać piękne zdjęcia, to dla mnie szalenie inspirujące. Często odtwarzam przepisy na bazie czegoś, co zobaczę. Największą jednak inspiracją są czytelnicy - opowiada. Weronika spotyka się z nimi na blogu, ale też na prowadzonych przez siebie warsztatach kulinarnych. - Kontakt z drugim człowiekiem jest nie do przecenienia. Dzięki temu dowiaduję się, jakie są potrzeby i problemy osób na diecie - podkreśla. Nie tylko bez glutenu I to właśnie dla czytelników Weronika zaczęła opracowywać receptury na wypieki nie tylko bez glutenu, ale i bez nabiału i jajek. Ponadto prawie wszystkie przepisy w ?Słodkich sekretach" są bez białego cukru. - Pierwsza książka, ?Bez glutenu, bez wyrzeczeń" była dla mnie lekcją. Jej premiera odbyła się na największych targach bezglutenowych i to było moje pierwsze spotkanie z czytelnikami. Dało mi to dużo do myślenia. Szybko się okazało, że trzeba pójść o krok dalej - wspomina. Na blog wchodzą głównie osoby, które mają różne nietolerancje pokarmowe. Unikają nie tylko glutenu. - Po publikacji przepisu na blogu pierwsze pytanie brzmiało zwykle: ?czym p> Nie używam w przepisach produktów, których cena nie znajduje odzwierciedlenia w ich jakości, i takich, o których wiem, że użyłoby ich bardzo wąskie grono czytelników - podkreśla Weronika. Pod patronatem ZDROWIA Jak zrobić bezy bez białek, wegańską bitą śmietanę, bezjajeczny biszkopt? Takie i wiele innych przepisów (podzielonych na pory roku) zawiera książka ?Słodkie sekrety czyli bezglutenowe, roślinne historie pisane lukrem" (wyd. Helion, 39,90 zł). mogę zastąpić jajka?" - opowiada autorka. Wyeliminowanie z przepisu jajek, masła czy mleka to ogromne wyzwanie. Jednak porażki działają motywujące i pozwalają zdobyć cenną wiedzę. - Są jednak takie dni, gdy nic nie wychodzi. Już się nauczyłam, że najlepiej po pierwszej porażce odpuścić i spróbować kiedy indziej - przyznaje Weronika. - Czasem wyzwaniem są składniki. Nie wiem, czy kiedykolwiek nauczę się robić ciasto francuskie bez glutenu i zastępowania masła - słabej jakości tłuszczem roślinnym - dodaje. Ambitne plany Weronika na pewno nie zamierza przestać gotować. - Myślę już o kolejnych książkach, ale też o rozszerzeniu i uaktualnieniu pierwszej książki, ?Bez glutenu, bez wyrzeczeń". Mam ambicję, by stała się ona swoistym elementarzem, pozycją dla początkujących, zadających sobie pytanie ?co w ogóle jeść?". Pasjonuje mnie fotografia kulinarna. Marzę o restauracji, ale wiem, że wymaga to sporo pracy i wiedzy z różnych dziedzin na początek. Musiałabym też zgromadzić naprawdę zgrany zespół - mówi Weronika. ?

Poradnik Zdrowie, AGATA JOANNA NOWICKA



Tybet. Legenda i rzeczywistość. Wydanie 2

W antycznych zapisach można przeczytać, że daleko na wschodzie leży kraj skryty w chmurach, położony na odludnym najwyższym płaskowyżu ziemi. Wszak ziemia ta, stanowiąca terytorialnie jedną czwartą Europy, leży na wysokości 4000 m n.p.m. A wokół gigantyczne góry: Himalaje, Karakorum, pasma Kun Lun, Altyn Tagh, Nan Szan. Niektóre z tych masywów do dziś stanowią najmniej znane zakątki globu. Już to wzbudzało ciekawość, a czasem fascynację. Podróżników, żołnierzy i misjonarzy. Wznowienie tej popularnej monografii odpowiada na oczywiste zapotrzebowanie rynku. Rosnąca turystyka i łatwość podróżowania szeroko otworzyły możliwości tym Polakom, dla których Indie, Nepal, Tybet od dawna są marzeniem i celem podróży. Marek Kalmus, wybitny znawca regionu, jak rzadko nadaje się na cicerone - jest świetnie przygotowanym religioznawcą, himalaistą i filozofem. Jego publikacja, oparta na źródłach naukowych, napisana wartko i przystępnie, jest bowiem przede wszystkim efektem czterech lat (łącznie, podczas 30 wypraw) spędzonych przez autora w Tybecie i pośród Tybetańczyków. Bogato ilustrowana praca wprowadza Czytelnika w geografię i dzieje Tybetu, mówi o pełnym cierpienia, politycznym klinczu, jaki zastosowali Chińczycy, ale też wtajemnicza w prastare tybetańskie legendy i wierzenia, ułatwia zrozumienie buddyzmu i jego egzotycznej, skomplikowanej natury. Autor, opierając się na własnym doświadczeniu i wiedzy, wyjaśnia kluczowe pojęcia dla tej kultury: kar-man, guru, tulku, wadżrajana, tantry. Tłumaczy istotę mandali oraz ducha medytacji, odsłania sekrety tybetańskiej medycyny, ale prowadzi też górskimi szlakami buddyjskich pielgrzymów, opisuje miejscowe rytuały, wróżby, amulety zhi. Niczym kwalifikowany przewodnik oprowadza nas po świętych górach w dolinie Lhasy. Kreśli też zagrożenia, jakie tej osobliwej krainie może przynieść nowoczesność i masowa turystyka. 

Tygodnik Angora, Ł. Azik



Księga hygge. Jak zwolnić, kochać i żyć szczęśliwie

Kto choć odrobinę śledzi książkową blogosferę ten wie, że jakiś czas temu zapanowała niesamowita moda na wszystko, co jest hygge. Każdy chce być szczęśliwy, wydawnictwa poczuły wiatr w żaglach – posypały się nam na głowy duńskie recepty na to, by szczęście zawitało w naszych drzwiach. Jakiś czas temu pisałam o książce Meika Wikinga, na półkach sklepowych można znaleźć co najmniej kilka kolejnych. Jedną z nich wypatrzyłam w zapowiedziach na stronie zaprzyjaźnionego wydawnictwa Sensus. I oto jest, Księga hygge. Jak zwolnić, kochać i żyć szczęśliwie Louisy Thomsen Brits. Premiera w zeszłym tygodniu, więc nie jestem jeszcze aż TAK tragicznie spóźniona.

Abstrahując od tego, że mam w domu dwa koty, kocham siedzieć pod kocem i jestem tak introwertyczna, że przedkładam siedzenie w domu nad spotkania z ludźmi, to wcale jakimś ekspertem od hygge nie jestem. Niby wiem, że trzeba palić świece i spędzać czas w małym gronie najbliższych osób, jednak zawsze miałam wrażenie, że hygge zależy od naprawdę wielu czynników materialnych. Koce, świece, mały domek z ogródkiem, chata w środku lasu, kanapa, na której pysznią się wspaniałe poduchy, na które opadasz po trudnym dniu w pracy. Tak to jakoś się do mnie przykleiło.

Książka Louisy Thomsen Brits skupia się jednak na nieco innym pojmowaniu hygge. Owszem, mamy to sporo praktycznych porad, jak spędzić dobrze i wartościowo czas, jednak nacisk położony jest tu na relacje międzyludzkie, poczucie bezpieczeństwa, komfort bycia samemu lub z kimś, a nie na świeczki i miękkie dywany. Bo

„w czasach globalnej niestabilności zdystansowaliśmy się od siebie i od swojego otoczenia. Przestaliśmy dostrzegać bezpośredniość, komfort i prawdziwość w tym, co dosłowne i rzeczywiste, dlatego musimy poszukać alternatywnych sposobów na konsumowanie i budowanie więzi. Słowo hygge oznacza styl bycia, który wprowadza ciepło i człowieczeństwo do naszych domów, szkół, zakładów pracy, a także całych miast i narodów” [s. 14].

Księga hygge skonstruowana jest z tekstu głównego przeplatanego dużą ilością ciekawych cytatów – nie tylko związanych bezpośrednio z samą ideą hygge. Dodatkowo na ładnym i grubszym niż zazwyczaj papierze mamy sporą ilość naprawdę klimatycznych zdjęć, ilustrujących raczej naturę i życie codzienne (w pięknych kadrach) niż przykładowe stylizacje z kocem i książką. Bardzo jestem uradowana tą ilością sentencji – lubię cytaty, które nie są jeszcze tak do końca wyświechtane, tu jest ich zatrzęsienie! Najbardziej chyba przemówił do mnie Keats: „Preferuję życie według Zmysłów, a nie Myśli”. Ależ mi tęskno do takiego właśnie odczuwania.

Podoba mi się, że ta książka nie jest powtórzeniem informacji z poprzednich wydawnictw tego typu – rzeczywiście inaczej są tu rozłożone akcenty, co zaciekawi nawet tych, którzy trochę już o duńskim sposobie na szczęście poczytali. Czy jest odkrywcza? Moim zdaniem hygge nigdy chyba odkrywcze specjalnie nie było, szczególnie nie dla osób o introwertycznym usposobieniu. Nowe jest mówienie o tym i dyskutowanie o relacjach z innymi, o świadomym spędzaniu czasu w komfortowych dla siebie warunkach, o dbaniu o samych siebie i odejściu od gonitwy za tym, co „trzeba i koniecznie” na rzecz tego, co „można i warto”.

Księgę hygge też można i warto. To kolejny powód, dla którego warto spędzić resztę życia pod kocem. Z kotami na kolanach. Albo na brzuchu. Albo na głowie.

P.S. Wiecie, że hygge wymawia się jak „hi-ge”? Tak, mi też zniszczyło to życie.

wblogunadzieja.blogspot.com, Julia Sworowska



13 lekcji jogi

Przyjmij zaproszenie i spędzaj z jogą 13 księżycowych miesięcy w każdym roku...
Na świecie można spotkać bardzo różnych ludzi. Jedni wolą spędzać czas na pielęgnacji ogrodu, inni w modnej kawiarni, a jeszcze inni w pracy. Niektórzy ćwiczą na siłowni, inni chodzą na basen, a jeszcze inni siedzą przed telewizorem. Ale coraz więcej ludzi... ćwiczy jogę. Dlaczego? Może to dziwne, ale joga wbrew obiegowej opinii jest dostępna dla wszystkich: grubych, chudych, energicznych i flegmatycznych, zabieganych i niechętnie uprawiających sport, elastycznych i sztywnych. A także dla tych, którzy mają problemy ze zdrowiem. Autorka tej książki twierdzi, że joga zawsze przynosi ze sobą pozytywne zmiany, dotyczące nie tylko zdrowia i samopoczucia, ale także myślenia i życia. Na własnym przykładzie opisuje procesy, które towarzyszą ćwiczeniom, inspiruje, proponuje różne rozwiązania, zachęca do systematycznych praktyk. Jej celne rady przydadzą się zwłaszcza początkującym, a opisy pozycji jogi ułatwią samodzielne ich wykonywanie. Książka wzbogacona jest także o jej przepisy na energetyczne potrawy. Napisana z humorem i życzliwością pomoże przetrwać niejeden kiepski dzień. Oczywiście książka nie zastąpi realnego działania, czyli po prostu wybrania się do szkoły jogi i praktykowania, ale może wspaniale uzupełnić Twoje ćwiczenia i zwiększyć Twoje zaangażowanie.

Najpierw książka, potem mata i do dzieła!
To moje pierwsze spotkanie z tą autorką oraz  z jogą.
To książka kalendarz, świetna sprawa!!

Jest podzielona na 13, a nie na 12 miesięcy, bo to kalendarz księżycowy. W tym roku mamy 13 miesięcy księżycowych(po 28 dni)
Jeden rozdział książki to jeden miesiąc.Każdy miesiąc zakończony jest pracą domową, dziennikiem oraz przepisem!!
Joga -  to system ćwiczeń relaksujących ciało i umysł. Jej uprawianie nie tylko przyczynia się do świetnej kondycji, ale powoduje również wzrost odporności psychicznej i lepszą koncentrację. 
Praktykowano ją w północnych Indiach już cztery tysiące lat temu. 


Pierwszy rozdział poświęcony jest gadżetom. Kolejne to decyzja i wybór nauczyciela. Co druga osoba, która praktykuje jogę, chce zostać nauczycielem jogi i połowa z nich nimi zostaje. Są również rozdziały o strachu, bólu i kryzysie.Trzeba to zaakceptować. Bo gdy jest trudniej niż na początku, to oznacza tylko to, że przechodzimy do kolejnego poziomu.

Autorka cudownie napisała o jodze, o jej zastosowaniu w naszym życiu.  Opisała również swoje zmagania z trudnymi sytuacjami. Czasami trzeba być wojowniczką, by walczyć o swoje i nigdy się nie poddawać. By pokonać ból czy zniechęcenie i uparcie dążyć do celu.
Na końcu będzie zmiana na lepsze! Bo joga to nie tylko nasz wybór, ale sztuka życia!!! Joga to system ćwiczeń obejmujących ciało, umysł i ducha. Humor oraz życzliwość, jaka płynie z tej książki zachęci każdego i niejedną osobę zmotywuje. Polecam!
 

przystanekszczescia.blogspot.com, Agnieszka



Dręczyciel

Męcz mnie!
Dręcz mnie.
Ręcznie!


Smagaj, poniewieraj, steraj, truj!

Tak niegdyś śpiewał kabaret Starszych Panów. Tekst ten wpasowuje się idealnie w klimat tej książki. O dręczeniu, męczeniu i wszelkiego rodzaju poniewieraniach tu mowa... tylko, czy fajnie było o tym czytać?

Tate niemal od dzieciństwa przyjaźniła się z Jeardem. Zawsze trzymali się razem, mieszkali blisko siebie i wspólnie spędzali każdy wolny dzień. Jednak nieoczekiwanie w zachowaniu Jareda wszystko się zmieniło. Stał się opryskliwy, nieprzyjemny i rozpuszczał bolesne i krzywdzące plotki o głównej bohaterce. Co wpłynęło na takie zachowanie bohatera? Czy tych dwoje jeszcze ma szansę odbudować swoje relacje?

Część techniczna

Książka napisana jest w pierwszoosobowej narracji. Dostajemy prolog, sytuację, która miała miejsce rok przed faktycznym wydarzeniem — przed wyjazdem do Francji, pierwszy rozdział dzieje się już po powrocie głównej bohaterki z rocznej podróży. Język, jakim jest napisana książka, jest prosty, łatwy w odbiorze. Autorka chciała trafić do młodzieży, stąd też lekki styl pisania.

Fabuła

Sam pomysł na fabułę uważam za oryginalny. Przedstawienie głównych bohaterów jako prawdziwych, niepohamowanych wrogów było dobrym posunięciem. Tylko już wyjaśnienie tej wrogości między postaciami było odrobinę wymuszone i odrealnione. O ile jestem w stanie zrozumieć, że młodymi ludźmi potrafią rządzić hormony i rozmaite wewnętrzne burze, o tyle nie jestem w stanie zaakceptować takiego zachowania ze strony, wydawać by się mogło, niemal dorosłych osób. Bohaterowie zwyczajnie coś sobie ubzdurali w głowach, nie wyjaśnili zaistniałej sytuacji między sobą, tylko postanowili robić sobie na złość i nie może tu być mowy o głupiutkich dowcipach, jak dla mnie to było zwyczajne znęcanie się psychiczne głównego bohatera nad bohaterką. Dla mnie ta historia powinna mieć finał w sądzie.

Romans

Budowa wątku miłosnego jest wręcz absurdalna. Jestem w stanie zrozumieć powiedzenie, kto się czubi, ten się lubi, ale są chyba w tym gdzieś jakieś granice dobrego smaku i gustu. Zaufanie to podstawa związku, a tutaj nie ma mowy o zaufaniu, kiedy jedna ze stron zamieniła twoje życie w koszmar i odcięła zupełnie od uciech w towarzystwie rówieśników. To szkalowanie przez niemal całą szkołę średnią było dla mnie nie do przyjęcia, nie mogę uwierzyć, że na takiej relacji można zbudować związek, ja tego nie kupuję, nie wzbudziło to we mnie żadnych emocji, nie wypełniło mojego serca ciepłem i nie przekonało do siebie. Dla mnie ta historia była zupełnie odrealniona, nawet w drobnym szczególe nie łączyła się z zewnętrznym światem. Myślałam, że autorka chociaż w racjonalny i wiarygodny sposób wyjaśni nam zachowania Jareda, ale tego też zabrakło. Przyczyny zachowania głównego bohatera, jakie usiłuje nam przekazać autorka, są dla mnie wyssane z palca i wymyślone wręcz na prędko na kolanie.

Może wy się ze mną nie zgodzicie? Może was ten wątek wciągnie i dostrzeżecie w nim coś, czego ja nie dostrzegam.

Emocje

W tej książce niemal nie istnieją, a dla mnie książka wypłukana z emocji, jest nic niewarta. Był moment, epizod z przeszłości głównego bohatera, w którym autorka starała się wpłynąć na emocje czytelnika, wzbudzić współczucie. Jednak nie złamałam się, było to zbyt powierzchowne, tylko powiedziane, wręcz suche. Budowa głównego bohatera miała potencjał, mogło wyjść naprawdę dobrze, jednak wytłumaczenie jego zachowania psuje wszystko, co wcześniej się wyklarowało. Umiejętność przelewania uczuć na papier to coś, czego nie da się wyuczyć w najlepszych szkołach, to dar, który albo się posiada, albo nie. Oczywiście emocjonalność książki zależy od osobistego odbioru, dla mnie nie było emocji żadnych, autorka mnie nie ujęła, ale może wy poczujecie jakieś ukłucia, wzruszenia, które dla mnie były nic niewarte?


Podsumowując

Dręczyciel to lekka, niezobowiązująca książka. Czyta się ją niemal błyskawicznie, ale nie oznacza to jeszcze, że jest dobra. Ja nie kupuję tej historii, nie odnajduję siebie w niej. Tym razem jestem zawiedziona, bo myślałam, że trafię na naprawdę dobrą młodzieżówkę podszytą problemami młodych ludzi, a dostałam opowieść z zupełnie zmarnowanym potencjałem.


 

 

ksiazkomiloscimoja.blogspot.com, Justyna Leśniewicz



1 2 3 ... 1156 następny ostatni

[ 1..5 ] [ > ]